Maria sprzątała w mieszkaniu, kiedy zadzwonił telefon. Odebrała i usłyszała, że jej córka Anna płacze: – Mamo, Wiktor mnie zostawił. Jak mam go odzyskać? Maria ostro powiedziała: – A nuże, przestań płakać! Poszedł i dobrze. Ale Anna mimo wszystko postanowiła go odzyskać. Ktoś polecił jej kobietę, która obiecywała sprowadzić męża z powrotem. Spotkała się z nią i zaczęła czekać na powrót Wiktora
Maria odebrała telefon i spojrzała na zegarek. Zauważyła, że córka dziś dzwoni wcześniej niż zwykle – zazwyczaj rozmawiały wieczorem. Miała już siedemdziesiąt lat, ale wciąż była pełna sił i potrafiła udzielić dobrej rady – w końcu przez wiele lat pracowała jako sędzia.
Podniosła słuchawkę i od razu usłyszała płacz córki, Anny:
– Mamo, zostawił mnie mąż! Spakował swoje rzeczy i odszedł, powiedział, że już mu się znudziłam. Mamo, co mam robić? Tak bardzo go kocham, muszę go odzyskać! Przecież komu ja teraz jestem potrzebna, pięćdziesięcioletnia kobieta?
Maria odpowiedziała surowym tonem:
– Natychmiast przestań płakać i uspokój się! Płaczesz przez mężczyznę? Opowiadaj wszystko po kolei.
– A co tu opowiadać? – Anna łkała w słuchawkę. – Wiktor powiedział, że ma inną kobietę, że ją kocha i są razem już prawie trzy lata. A ja taka naiwna, niczego nie zauważyłam, niczego nie widziałam…
– No to po co płaczesz? Skoro odszedł, to niech idzie! Tym bardziej, że oszukiwał cię przez trzy lata. Trzeba było wcześniej o tym pomyśleć i zachowywać się inaczej. Ostrzegałam cię, że nie myślisz o sobie, o córce i wnukach nie dbasz tak, jak dbałaś o swojego Wiktora – zdrajcę.
Maria była surowa i mądra, ale córka prawie nigdy nie słuchała jej rad. Robiła to dopiero wtedy, gdy coś złego działo się w jej życiu – tak jak teraz.
– Anna, i tak nie posłuchasz mnie i zrobisz po swojemu – kontynuowała Maria. – Ale powiem ci jedno: zapomnij o Wiktorze. Nie jest wart twoich łez ani cierpienia. No i co z tego, że zostałaś sama? Masz ręce, nogi, masz rozum. Żyj dla siebie i dla dzieci.
– Mamo, ja muszę go sprowadzić do domu! Może ty go nastraszysz? Zadzwoń do niego i powiedz, że podamy go do sądu, wtedy wróci. On przecież zawsze się ciebie bał.
– Anna, nie gadaj bzdur. Jaki sąd? Co on niby takiego złego zrobił? Zakochał się w innej? Niech sobie z nią żyje. A tobie powinno być wstyd, że chcesz trzymać przy sobie człowieka, który cię zdradził i porzucił.
Anna doskonale wiedziała, że mama tak powie. Nigdy nie przepadała za Wiktorem – twierdziła, że jest fałszywy i potajemnie może zrobić coś podłego. I miała rację.
Mimo wszystko Anna uparcie myślała o sposobach na odzyskanie męża. Nie posłuchała matki. Zadzwoniła do przyjaciółki Marty i wypłakała się jej w słuchawkę.
– Chcę go odzyskać! – wyznała.
Marta roześmiała się:
– Ty chyba zwariowałaś! Nawet o tym nie myśl. Po co ci takie problemy? Ja na twoim miejscu cieszyłabym się, że ktoś zabrał ci taki balast. Sama mówiłaś, że nie chciał pracować, całymi dniami siedział w telefonie i prawie nie przynosił pieniędzy. Jeszcze zobaczysz, że wróci sam.
Anna była przekonana, że Marta jej zazdrości. Przyjaciółka od dwudziestu lat żyła sama. Nie chciała jej słuchać, więc zaczęła szukać innych sposobów. Znalazła ogłoszenie kobiety, która obiecywała pomóc w odzyskaniu męża. Kilka razy się z nią spotkała i za każdym razem płaciła niemałe sumy. Potem zaczęła czekać, aż Wiktor wróci. Mijały dni, tygodnie, miesiąc – ale on nie wracał.
Zadzwoniła do tej kobiety, ale w słuchawce usłyszała tylko:
– Abonent jest niedostępny.
Zrozumiała, że została oszukana.
Przez wspólnych znajomych dowiedziała się, dokąd poszedł jej mąż i z kim teraz mieszka. Pojechała pod wskazany adres i zadzwoniła do drzwi, ale nikt nie otworzył. Usiadła na ławce przy bloku i czekała. Po chwili podeszła do niej starsza kobieta, mieszkanka budynku.
– Wiktoria? Tak, mieszka tutaj – powiedziała z uśmiechem. – Teraz ma nowego faceta, taki chuderlawy. Ona jest od niego silniejsza, ale chodzą pod rękę. Miała już wielu, ale żaden długo nie wytrzymał. Zapamiętaj moje słowa – i jego w końcu wyrzuci. Ona szuka tylko pieniędzy, nie lubi pracować. A ten chuderlak? Bywał tu już wcześniej. Zawsze wychodził z budynku, rozglądał się nerwowo i uciekał na przystanek, jakby coś przeskrobał albo się czegoś bał. Mieszkam na parterze, więc wszystko widzę i słyszę. A jak nie dosłyszę, to uchylam okno.
Nagle staruszka wskazała ręką:
– O, patrz, patrz! To oni! Widzisz, jak Wiktoria idzie dumnie, jakby złapała księcia?
Anna wbiła wzrok w nadchodzącą parę. Wiktoria trzymała Wiktora mocno pod rękę. Był od niej o głowę niższy i dwa razy szczuplejszy.
Wiktor zauważył Annę z daleka i szepnął Wiktorii:
– Moja żona siedzi na ławce, wygląda, jakby na nas czekała…
Wiktoria spoważniała. Gdy podeszli bliżej, Wiktor rzucił:
– Co ty tu robisz? Przecież mówiłem ci, że pokochałem inną! Możesz sobie popatrzeć – to jest Wiktoria. Kochamy się i wkrótce złożę papiery rozwodowe.
Wiktoria uśmiechnęła się triumfalnie i dodała:
– Tak, Anna, kochamy się. Więc nie stój nam na drodze. A zwłaszcza mnie! Jak widzisz, jesteśmy z różnych kategorii wagowych. A ja jestem kobietą namiętną i dla miłości zrobię wszystko.
Anna spojrzała na Wiktora i spokojnie powiedziała:
– Wiktor, wracaj do domu. Co ty tu robisz? Myślałam, że odszedłeś do kobiety, która jest lepsza ode mnie – piękniejsza, mądrzejsza. A co widzę? Jest mi ciebie żal. Wracaj do domu.
Wiktoria stanęła przed Wiktorem, jakby chciała go osłonić:
– No już, idź sobie! I więcej nie chcę cię widzieć!
A Wiktor, wychylając się zza jej pleców, pokiwał głową:
– Tak, tak, Anna, wracaj! Ja do ciebie nie wrócę, kocham Wiktorię.
Odwrócili się i weszli do klatki schodowej. Sąsiadka, starsza kobieta, która była świadkiem rozmowy, powiedziała:
– Idź, kochana, idź. Teraz nie czas na rozmowy z nim, sam do ciebie wróci.
Anna szła w stronę przystanku, a łzy zasłaniały jej oczy.
– Po co ja się tak uczepiłam tego mężczyzny? Na kogo on mnie zamienił… Mama miała rację, przyjaciółka miała rację. Jakoś przeżyję bez niego.
Minęło pół roku. Anna pogodziła się z samotnością, przeszła przez ten trudny okres. Miała teraz więcej wolnego czasu – razem z przyjaciółką chodziła do kina, jeździła na rowerze w parku. Za dwa miesiące, od połowy czerwca, miała urlop i planowała wyjazd nad morze. Często widywała się z wnukami, a najstarszą wnuczkę obiecała zabrać ze sobą na wakacje.
Tydzień przed wyjazdem, wieczorem, ktoś zadzwonił do drzwi. Anna otworzyła i zobaczyła swojego byłego męża. Stał tam w podłym stanie, z tą samą torbą, z którą od niej odszedł.
– Anna, mogę wejść? – zapytał cicho.
Odsunęła się na bok, nie chciała rozmawiać na klatce schodowej.
– Anna, wiem, że cię skrzywdziłem, przepraszam. Popełniłem błąd. Ona mnie wyrzuciła, przyprowadziła innego, a ten wywalił moje rzeczy. Wybacz mi. Zrozumiałem, że to ty jesteś najlepszą kobietą, tyle lat razem spędziliśmy… Zlituj się nade mną.
Patrzył na nią oczami pełnymi łez. Znał swoją żonę – była kobietą współczującą.
– Wiktorze, nie proś mnie i nie odgrywaj tej sceny, nie wybaczę ci. Wylałam przez ciebie morze łez, popełniłam mnóstwo błędów, próbując cię odzyskać. Ale gdy zobaczyłam, na kogo mnie zamieniłeś, poczułam do ciebie tylko obrzydzenie. Idź sobie, nie przyjmę cię z powrotem. Jest mi dobrze bez ciebie. Za tydzień wyjeżdżam z wnuczką nad morze, a ty wracaj do swojej wsi, masz tam dom rodziców w dobrym stanie. Na to mieszkanie nie masz żadnych praw.
Wiktor chwycił ją za rękę, ale Anna gwałtownie ją cofnęła.
– Nie dotykaj mnie. Idź stąd. Nie mogę na ciebie patrzeć. Tyle przeżyłam, tyle łez przez ciebie wylałam, a teraz widzę, że nie byłeś tego wart.
Wiktor niepewnie stał w progu.
– Anna, daj mi trochę pieniędzy… Nie mam nawet za co dojechać na wieś.
Anna sięgnęła do portfela, wyjęła wszystkie pieniądze i podała mu.
– Masz, skorzystaj po raz kolejny z mojej dobroci. Starczy ci na podróż i na początek. Ale potem zarabiaj już sam. Do mnie więcej nie przyjeżdżaj, nie otworzę ci. Żegnaj.
Wiktor odszedł. Anna zamknęła drzwi, a w jej sercu zapanował spokój. Poczuła się lekka, jakby narodziła się na nowo!
