Niespodziewana serdeczność teściowej – co się stało?

Zadzwoniła do mnie teściowa.

Kasiu, kiedy przyjedziesz? Mam tu listę rzeczy, które potrzebujemy z Anią.

Odpowiedziałam, że mogę wpaść w środę, bo akurat jadę z Michałem na zakupy, więc przy okazji wszystko im kupię i przywiozę.

I nagle usłyszała w moim głosie, że seplenię.

Ząb ci wypadł?

Aha, tak się akurat złożyło.

I w tym momencie rozpoczęła się prawdziwa tragedia.

Biedactwo moje, męczennico! Jak to tak? Czemu zawsze wszystko spada na ciebie?

Zaczęła mnie dopytywać, czy płakałam.

Ależ skąd! Naprawdę, nie będę płakać po jednym zębie. Tyle rzeczy w życiu przeszłam, że to drobiazg.

Ale ona już była w rozpaczy.

Biedna, bidulka! Jak ty się nacierpiałaś!

I… rozpłakała się.

Prawdziwe łzy.

Zaczęłam ją pocieszać…

Zamiast ja się użalać, to ja zaczęłam ją pocieszać.

Proszę się nie martwić. Teraz wszystko można zrobić. Do lata będę miała piękne zęby i uśmiech jak z reklamy!

Ale ona nie przestawała lamentować:

I jak ty teraz będziesz mówić? Młoda jesteś, a brzmisz jak staruszka.

Ale przecież mnie rozumiecie, prawda? No to będę tak mówić. Niektórzy rodzą się z wadą wymowy, z jąkaniem i jakoś żyją. Bo to naprawdę nic wielkiego. Gorzej, jak ktoś nie ma głowy na karku albo zdrowego serca.

Ale ona dalej płakała.

I nagle zrobiło mi się jej żal

Pomyślałam sobie: „No tak, taka z niej krytykantka, wiecznie niezadowolona, zawsze miała do mnie jakieś ale… ale jeśli teraz płacze, to jednak ma w sobie dużo dobroci”.

Może przypomniała sobie własne problemy z zębami – w końcu też ma ich niewiele.

A może naprawdę zrobiło jej się mnie żal.

Nie potrafiła się uspokoić. Opłakiwała moje biedne ząbki.

Potem mówi:

Może lepiej nie przyjeżdżaj, skoro cię boli.

Ale mnie nie boli! Jest trochę dziwnie, wiadomo, ale nie czuję bólu.

Tłumaczyłam jej, że najgorzej było, jak ząb się ruszał i bolał. Teraz jest ulga, nic nie przeszkadza, nie ciśnie, nie uwiera. Mogę normalnie pić gorącą herbatę, jeść, rozmawiać.

I tak gadałyśmy przez godzinę.

Nie wiem już, kto kogo bardziej pocieszał.

„Teraz czuję, że jesteś mi naprawdę bliska”

A na koniec teściowa powiedziała coś, co zupełnie mnie rozbroiło:

Wiesz co? Dopiero teraz czuję, jak bardzo jesteś mi bliska. Przepraszam cię, że byłam taką marudną staruchą.

I wtedy to ja prawie się rozpłakałam.

Uwierzyłam jej. Naprawdę uwierzyłam, że mówi szczerze.

I nagle wszystkie stare żale i urazy przestały mieć znaczenie.