Ciekawie to wychodzi, Anna, nigdy nie liczyłem twoich pieniędzy, ale teraz to już przesada. Synowi kupujesz samochód, a ja przez całe życie mam jeździć na rowerze? – zapytał mnie mąż. Trzeba zaznaczyć, że przez długie lata naszego wspólnego życia to pierwszy raz, kiedy pozwolił sobie mówić do mnie w taki sposób. Nawet podejrzewam, co go tak bardzo uraziło
Obiecałam synowi, że kupię mu samochód, a ta decyzja bardzo nie spodobała się mojemu mężowi. Wiktor uważa, że to niesprawiedliwe w stosunku do niego.
A ja słuchałam go i nie rozumiałam – gdzie tu problem? To przecież moje pieniądze, sama je zarobiłam i za nie obiecałam synowi samochód, który już sobie wybrał.
Do Szwecji na zarobek wyjechałam stosunkowo niedawno, zaledwie 4 lata temu, bo chciałam żyć trochę lepiej. Pieniądze tu zarabia się ciężko.
I oto przez te lata udało mi się odłożyć sporą sumę. Syn od razu poprosił mnie, żebym kupiła mu auto.
Byłam pewna, że mąż mnie zrozumie, bo co złego w tym, że obiecałam synowi samochód? Ale Wiktor się obraził, i to bardzo, nawet nie spodziewałam się po nim takiej reakcji.
Wiktor mówi, że do 50. roku życia jeździł na rowerze, bo wszystko oddawał mnie i Michałowi, dbał, żebyśmy mieli wszystko, a teraz, kiedy zaczęłam zarabiać, o nim zapomniałam.
Nie rozumiem, czemu się złości? Wiktor ożenił się ze mną, kiedy miałam już syna. Moje pierwsze małżeństwo okazało się bardzo nieudane, rozwiodłam się i zostałam z trzyletnim dzieckiem na rękach.
A Wiktor, który był moim kolegą ze szkoły, zaczął do mnie zaglądać, aż w końcu przyznał, że kochał mnie od czasów szkolnych i kiedy stałam się wolna, zaproponował mi małżeństwo.
Wzięliśmy ślub, nawet wbrew woli jego rodziców, bo byli przeciwni takiej synowej. Mojego syna kochał, bardzo dobrze się do niego odnosił, a dla mnie to było najważniejsze.
Mieszkaliśmy u mnie, razem z moją mamą. Nigdy nie pracowałam, bo Wiktor dobrze zarabiał i wszystko przynosił do domu, nawet nie musiałam chodzić do sklepu czy na targ po zakupy – wszystko sam kupował i przywoził rowerem.
Przeżyliśmy razem wiele dobrych lat, wychowaliśmy syna, Michał ma już 27 lat. Wiktor zadbał o jego edukację, a potem pomógł mu znaleźć dobrą pracę.
Mój syn traktuje Wiktora jak własnego ojca, choć wie, że nim nie jest.
Wszystko było dobrze, aż 3 lata temu moja przyjaciółka namawiała mnie, żebym pojechała z nią do Szwecji. Początkowo odmawiałam, ale potem pomyślałam, że warto spróbować, bo choć Wiktor całe życie nieźle zarabiał, to wszystko od razu wydawaliśmy i niczego nie mieliśmy odłożonego.
Owszem, Wiktor zadbał o dom, wyremontował go, rozbudował, zrobił drogi remont. Podwórko też pięknie urządził, ogrodzenie postawił. Ale oszczędności nie mieliśmy żadnych.
Wiktor nie chciał, żebym jechała do tej Szwecji, ale w końcu się pogodził. Chociaż cały czas narzekał przez telefon, żebym wracała, bo bardzo tęskni, i że nie pieniądze, a żona jest mu potrzebna.
Ale syn, kiedy obchodziliśmy jego 25. urodziny, poprosił mnie o samochód, a ja obiecałam, że gdy tylko uzbieram odpowiednią sumę – kupię mu auto. W tym czasie syn zdał na prawo jazdy, a ja w końcu zebrałam pieniądze na samochód.
I wtedy, niespodziewanie, Wiktor się sprzeciwił. Mówi, że to niesprawiedliwe, że syn będzie jeździł autem, a on nadal na rowerze.
– Ja też chcę samochód, jeśli już o to chodzi – kup mi. Dlaczego najpierw Michałowi? – powiedział z pretensjami.
Nie rozumiem, co się z nim stało, dlaczego nie chce, żebym kupiła synowi auto?
A co wy mi radzicie, jak postąpić w tej sytuacji? Kogo postawić na pierwszym miejscu – syna czy męża?
