Kiedy córka z zięciem wrócili znad morza, nie poznali własnego mieszkania. W szafach wszystko poprzestawiałam, lodówkę dokładnie umyłam, wyrzuciłam to, co uznałam za zbędne. Doprowadziłam mieszkanie do idealnego porządku, nawet okna trochę przemyłam. A zamiast „dziękuję” — tylko pretensje
Córka jest bardzo niezadowolona, bo twierdzi, że nie może znaleźć wielu swoich rzeczy. Ale przecież wyrzucałam tylko niepotrzebne! Lesia uważa, że jej mieszkanie straciło prywatność, bo zajrzałam w każdy kąt. A ja przecież chciałam jak najlepiej.
Na święta zimowe córka postanowiła wyjechać nad morze, do Egiptu. Poprosiła mnie, żebym doglądała jej mieszkania. I znowu — zamiast wdzięczności, dostałam kolejną porcję niezadowolenia. Naprawdę nie rozumiem, co takiego zrobiłam źle.
— Prosiliśmy cię tylko, żebyś podlała kwiaty — mówią — a ty zrobiłaś generalne sprzątanie i wyrzuciłaś nasze rzeczy bez pytania.
A ja przecież się starałam! Gdy oni pluskali się w morzu, ja porządkowałam ich bałagan. Dwa tygodnie, z zakasanymi rękawami, myłam wszystko: kuchnię, łazienkę, lodówkę. Tam był taki chaos, że aż trudno uwierzyć.
Mam 60 lat, moja córka — 34. Ona i jej mąż mają dwoje dzieci, starsza w tym roku idzie do pierwszej klasy. Spłacają kredyt za mieszkanie, chcą jak najszybciej pozbyć się długów, oszczędzają na wszystkim i każdą odłożoną złotówkę niosą do banku. Dlatego od narodzin dzieci ani razu nie byli nad morzem. Właściwie nigdzie nie wyjeżdżali. Zięć pracuje bez urlopów, a Lesia wróciła z macierzyńskiego dopiero zeszłej jesieni.
W tym roku jednak uznali, że trzeba w końcu odpocząć. Kupili bilety i polecieli. Hotel wybrali skromny, do tego na promocji — zimą jest taniej.
Na wszelki wypadek Lesia zostawiła mi klucze do mieszkania na czas urlopu. Zgodziłam się bez wahania. A kiedy przyszłam pierwszy raz podlać kwiaty, pomyślałam, że trochę tu „pogospodarzę”.
Po powrocie nie poznali swojego mieszkania. Szafy poukładane, lodówka wysprzątana, zbędne rzeczy wyrzucone. Wszędzie czysto, okna umyte.
Córka znów narzeka, że nie może znaleźć swoich rzeczy. Lesia twierdzi, że jej dom stracił intymność, bo zajrzałam w każdy zakamarek. Jest przekonana, że dowiedziałam się zbyt wiele o ich życiu. Zięciowi to w ogóle się nie spodobało — od początku był przeciwny zostawianiu mi kluczy.
Teraz robią pretensje, odkładają słuchawkę, nie chcą rozmawiać. „Wtrącałaś się tam, gdzie cię nie proszono!” — mówią. Boże drogi, jakie tam oni mają tajemnice pałacowe? A ile ja stamtąd brudu wyniosłam — to się w głowie nie mieści! Kurz na szafach, żyrandole czarne, wodę kilka razy musiałam zmieniać. Firanki wyprałam — aż jaśniejsze się zrobiły! O kuchni nawet nie wspomnę.
Nie podoba się? To mogli sami sprzątać! Pracują? Ja całe życie pracowałam, ale takiego bałaganu w swoim mieszkaniu nigdy nie miałam.
Co ja właściwie zrobiłam nie tak, że teraz nie chcą ze mną nawet rozmawiać?
