Nie było mi dane pobawić się na weselu jedynego syna, ponieważ pobrali się po cichu, nie informując mnie o niczym. Synowa jest od syna starsza o dziesięć lat — nic dziwnego, że byłam przeciwko temu małżeństwu. Jednak Marek jest szczęśliwy i prosi, bym się nie wtrącała

Pani Anna od kilku tygodni nie może dojść do siebie i nie wie, co dalej robić. Syn tak namieszał, że matka nie jest w stanie tego zrozumieć.

— I co on z nią potem zrobi — skarży się pani Anna Kowalska — teraz on ma dwadzieścia osiem lat, a ona trzydzieści osiem, a później? Czterdziestoletni mężczyzna będzie jeszcze zupełnie w porządku, a żona będzie już pięćdziesięcioletnią kobietą!

Krewni i znajomi starają się panią Annę wspierać — każdy na swój sposób. Jedni jej przytakują, inni mówią:

— A co ci do tego? Niech przyszła synowa o tym myśli. Opuści ją za dziesięć lat, znajdzie sobie młodszą.

Słowa te jednak nie przynoszą pani Annie ulgi. Sama ma przecież dopiero pięćdziesiąt lat, a różnica pomiędzy nią a wybranką syna, Kingą, wynosi zaledwie dwanaście.

— Wychowywałam go, uczyłam, na ludzi prowadziłam — martwi się pani Anna — i dla kogo? Dla swojej rówieśniczki?

Marek, syn pani Anny, dorastał jako jedynak. Ojciec opuścił rodzinę, gdy chłopiec nie miał jeszcze pięciu lat. Od tego czasu Marek był jedyną radością matki, babci oraz bezdzietnej ciotki — siostry pani Anny.

— Ma prestiżową pracę — wylicza pani Anna — jest przystojny, wysportowany, dziewczyny się za nim oglądają. Własne mieszkanie, niedawno kupił nowy samochód. A teraz wszystko przypadnie tamtej.

Kinga faktycznie ma trzydzieści osiem lat, choć wygląda najwyżej na trzydzieści. Ma mieszkanie oraz siedmioletnią córkę z nieudanego pierwszego małżeństwa. I ta dziewczynka jest kolejnym argumentem na niekorzyść nowej synowej.

— Przez nią mój syn będzie wychowywał cudze dziecko — płacze pani Anna — a co najgorsze, wiedzieli przecież, że nie zaakceptuję ich związku, więc pobrali się potajemnie. Nawet wesela jedynego syna nie było mi dane przeżyć.

Najciekawsze jest to, że sam Marek jest szczęśliwy i nie widzi żadnego problemu:

— Kocham ją. A wesele nie jest nam potrzebne. Córka Kingi jest wspaniała. Nie mówiliśmy ci o niczym, bo wiedzieliśmy, że będą awantury. Skoro Kinga ci się nie podoba, to po co było to wszystko?

— A teraz jeszcze wprowadzili się do Marka — mówi z goryczą pani Anna — jej mieszkanie wynajęli. Do syna w odwiedziny przyjść nie mogę.

— A czemu niby nie możesz? — odpowiada jej bliska przyjaciółka. — Co się zmieniło? Był syn i jest syn. Daj spokój, to jego prywatne życie. Teraz tak żyje wiele osób, rozejrzyj się. I jeszcze dzieci rodzą.

— Syn ogłosił też, że spodziewają się dziecka — westchnęła ze smutkiem pani Anna. — I jak ja mam ją teraz nazywać? Córką? A Marek jest odpowiedzialny, na pewno jej nie zostawi. Będzie znosił wszystko do końca.

— Co ty ciągle o tym znoszeniu — nie wytrzymała bezdzietna siostra pani Anny. — To jego sprawa. Odczep się. A synową nazywaj po imieniu.

— Nie zaakceptuję jej, nigdy — zarzeka się pani Anna — syna będę przyjmować, wnuka albo wnuczkę też, bo co mam zrobić. Ale jej nie przyjmę. Omotała go, założyła mu pętlę na szyję.

— To sobie siedź sama — ostrzega ją siostra — bo Marek raczej nie będzie ci dziecka przywoził, jeśli nie akceptujesz jego żony. Ile będą razem — to ich sprawa. A ty się opanuj, bo tylko sobie zaszkodzisz.

Tak wygląda sytuacja. Jaką, Państwa zdaniem, postawę powinna przyjąć pani Anna? I jak oceniacie pary, w których żona jest o dekadę starsza od męża?