Nie mogłam sobie wyobrazić, że spotka mnie taka szczęśliwa sytuacja

Przeprowadziłam się do prywatnego domku w kwietniu 2018 roku. Zawsze ciągnęło mnie do ziemi. I tak się złożyło, że przypadkowo wymieniłam 110 metrów kwadratowych mieszkania w bloku na niewielki dom. Znajomi znajomych sprzedawali mały dom wraz z działką. Sprzedawali taniej niż średnie ceny na rynku, bo wyjeżdżali za granicę na stałe. Żeby kupić ten domek, musiałam sprzedać mieszkanie, samochód, a nawet trochę się zadłużyć u rodziny.

Przeprowadziłam się do domu.

I oto… spędziłam w nim pierwszą noc. Było jakoś niewygodnie, przewracałam się całą noc, obudziłam się o czwartej rano i nie mogłam znaleźć zasnąć. Zrobiłam kawę, wyszłam na ganek, żeby podziwiać swoją działkę. Podniosłam filiżankę kawy do ust. I nagle moim oczom ukazał się sąsiad, ubrany jedynie w same spodenki, także z kubkiem czegoś gorącego w ręku. Sąsiad mnie zobaczył i natychmiast zniknął. Po kilku minutach wyszedł już ubrany. Się przywitał, a przy okazji przeprosił. Zaczął wyjaśniać, że w tak wczesną porę nie spodziewał się nikogo zobaczyć.

Zapytałam, co pije, i okazało się, że szybką kluszkę. Dziwne spotkanie. Wieczorem też się z nim zobaczyłam. Zgadnijcie, co jadł wieczorem? O tak, szybką kluskę! Zaprosiłam go na normalną kolację: usmażyłam ziemniaki, kotlety, wyciągnęłam resztki kiszonej kapusty. On przyniósł butelkę czerwonego wina. Okazał się miłym facetem. Słowo w słowo – okazało się, że w domu żywił się szybką kluską lub kanapkami. Czasem kupi sobie kurczaka z grilla albo fast food. Krótko mówiąc, jego umiejętności kulinarnie były na zerowym poziomie.

Prawie każdej nocy jedliśmy u mnie. Oczywiście, czasem kolacja miała kontynuację. Później zaczęliśmy żyć razem. I pewnego razu wracam do domu późno, a on jest chory i nie poszedł do pracy. Na stole stoi potrawa po francusku, ciasto z kapustą, mięsne przekąski, warzywa… Przygotował tyle jedzenia, że stół się uginał. Zjedliśmy, posprzątaliśmy, a potem podczas rozmowy okazało się, że on tak naprawdę potrafi gotować, po prostu lenił mu się gotować dla siebie. Teraz w weekendy cały czas gotuje, czasem wieczorami po pracy przygotowuje coś smacznego dla mnie: raz pizzę, raz kebaba w cieście, raz jeszcze coś interesującego.

Nie mogłam sobie wyobrazić, że spotka mnie takie szczęście.