Myślałem, że po prostu będę świętować Nowy Rok z kolegami. Nigdy wcześniej się tak nie myliłem

Nie lubię mówić ludziom, że jestem samotny od dzieciństwa, że nie mam rodziny. Zaczynają się głupie pytania o życie, o plany na przyszłość. Do ostatniego czasu nie miałem żadnych planów na przyszłość.

W tamtym roku, kilka dni przed Nowym Rokiem, koledzy z pracy zaczęli opowiadać, kto co przygotuje, dokąd pójdzie. Kiedy przyszła kolej na mnie, powiedziałem, że tradycyjnie nigdzie nie pójdę i nic nie będę gotować. Oczywiście to była wymówka. Zazwyczaj w okresie świąt gotuję coś w rodzaju ziemniaków po francusku. Ale wtedy było mi nawet za leniwo na jakiekolwiek przygotowania.

I jedna z nowych koleżanek z pracy zaczęła mnie zapraszać na Sylwestra do siebie, żeby nie spędzać święta samotnie. Opowiadała, że będzie miała sałatki, upiecze mięso i przyniesie domowe wino.

W życiu jeszcze nikt mnie tak nie zaprosił. Poszedłem do niej, przyniosłem tort, szampana, owoce. Nie wiedziałem ile osób będzie, więc wziąłem tort o wadze półtora kilograma i całą torbę mandarynek i pomarańczy, żeby dla wszystkich starczyło.

Dotarłem do koleżanki, a tam nikogo nie ma, tylko ja sam. Na stole w kuchni stały niedosmażone ziemniaki i dwie sałatki. Mięso nie było domowe. No dobrze. Przez godzinę czekaliśmy na kogoś, ale ta osoba nigdy nie przyszła. Uważam, że zapewne nikogo więcej nie zaprosili. Wino było naprawdę smaczne. Potem zaczęła mi pokazywać mieszkanie, że tu ma laptopa, tu żaluzje, a oto łóżko. I zaczęło się.

Kobiety są podstępne. Czasami idziesz na imprezę i w ogóle się nie spodziewasz, co może się zdarzyć. Ale już w tym roku wiem, gdzie będę świętować Nowy Rok. Za mnie już wszystko zostało zdecydowane.