Marta ścięła swoje ulubione kwiaty, najpiękniejsze i najcenniejsze, jakie miała, i poszła do domu przyjaciółki

To było dawno temu, w trudnych czasach. W pewnej wiosce, przed domem pewnej kobiety, kwitły piwonie. Były to ciemnoróżowe, bujne piwonie o cudownym aromacie.

Dom był nędzny, płot już dawno się rozpadł. Panowała beznadziejna bieda. Tylko koza i kury ratowały sytuację. A piwonie były cudownym luksusem, źródłem szczęścia i radości dla serca.

Po drugiej stronie ulicy mieszkała przyjaciółka tej kobiety. Była ona również starsza i samotna, także biedna. Spotykały się, pijały tanie herbaty i jedły suszony chleb – chociaż kamienisty, po namoczeniu w herbacie nie był zły, a nawet smaczny!

Pewnego dnia Maria poszła spać. Stała się słaba i nie mogła karmić kurczaków. Wtedy Marta postanowiła jej pomóc, chodziła do apteki w sąsiedniej wsi, gotowała kaszę. Ale Marii tylko się pogarszało.

Marta płakała w ukryciu. Jej jedyna przyjaciółka leżała i nie wstawała. Nawet nie chciała pić herbaty.

Marta chciała coś powiedzieć o miłości, przyjaźni, życiu! Ale nie wiedziała, jak to zrobić, jej słowa były nieporadne i zwyczajne. Jej serce pękało!

Wzięła nóż i obcięła piwonie aż do korzenia i zrobiła ogromny bukiet. Ogród przed domem stał się goły, a chata jeszcze biedniejsza. Ale ogromny bukiet nadal pachniał.

Marta zaniosła go Marii i postawiła na stole w dzbanku. Był tak piękny! Jego nieziemski zapach rozchodził się po ubogim pokoju. To był prawdziwy prezent, najcenniejszy i najpiękniejszy dar, jaki posiadała ta biedna kobieta. Najlepszy dar!

Od tego dnia Maria zaczęła wracać do zdrowia. Na początku płakała cicho, ocierając łzy słabą ręką.

Uratował ją życiodajny, niebiański zapach. Albo prawdziwa przyjaźń, kiedy dajesz ostatnią, najlepszą, jedyną dobrą rzecz, jaką masz.

I wszystko wróciło do normy.

Dziwnym było tylko to, że następnego ranka Marta wyjrzała przez okno na ogród. A tam kwitły piękne piwonie! Były ciemnoróżowe, podwójne i ogromne. Unosił się niebiański zapach.

Może przez noc wyrosły jakieś nowe pędy i łodygi? A na niebie widać było lśniące anielskie skrzydła. Był to wielki ptak odlatujący, chmura lśniąca w słońcu.

Nagle proste i zmęczone ludzkie serce zaczęło błyszczeć. I zapach znów się rozszedł. Niebiańskie kwiaty zakwitły w ogrodzie ich ziemskiego domu.