Dyrektor domu dziecka skinął głową i smutno powiedział: “Przecież to są trojaczki… Czy naprawdę zabierzecie wszystkie?”
Nasza historia zaczęła się jak każda inna. Poznaliśmy się, zakochaliśmy się, i mieliśmy wspaniały oraz bardzo zabawny ślub. Wielu gości życzyło nam dzieci, a ja i mój mąż postanowiliśmy nie odkładać tego na później.
Nasza pierwsza ciąża nie powiodła się, ponieważ zarodek zamarł, czyli, jak mówią lekarze, zatrzymał się w rozwoju. Ale nie rozpaczałem i kontynuowaliśmy starania. Druga próba zakończyła się tragedią – ciążą pozamaciczną. Po operacji powiedziano mi, że już nigdy nie będę miała dzieci.
Mój mąż i ja czuliśmy ogromny żal. Ale życie potoczyło się swoim torem. Każde z nas zrobiło dobrą karierę, dzięki czemu mieliśmy duże mieszkanie, wspaniałą daczę i drogie samochody. Jednak nawet nasze regularne podróże nie wypełniły pustki. Kiedy skończyliśmy 30 lat, mój mąż jako pierwszy wypowiedział słowo “adopcja”.
– Kochanie, czy możemy adoptować dziecko? Wszyscy mówią o dzieciach, o kreskówkach, rowerach i szkołach. Ja też chcę być rodzicem.
– Bałam się ci to zasugerować. Chcesz chłopca czy dziewczynkę?
– To nie ma znaczenia. Ale gdyby to była dziewczynka, wychowałbym ją jak księżniczkę.
Skorzystaliśmy z usług drogiego prawnika i szybko uzyskaliśmy pozwolenie. Natychmiast udaliśmy się do sierocińca, ponieważ zdecydowaliśmy się wziąć starszą dziewczynkę, zamiast czekać na noworodka.
Stanęliśmy z boku i zaczęliśmy przyglądać się dzieciom. Nagle poczułam, że ktoś ciągnie mnie za spódnicę. Okazało się, że była to trzy- lub czteroletnia blondynka ze słonecznymi piegami.
– Czy ty nie jesteś moją mamą – zapytał mały aniołek.
Moje serce prawie się zatrzymało. Łzy popłynęły mi z oczu, a usta się rozchyliły:
– Tak, jestem twoją mamą, a to jest twój tata. Przyszliśmy po ciebie.
Mężczyzna wziął dziecko na ręce i razem poszliśmy do dyrektora sierocińca. Michał spojrzał na nas, zawołał wychowawcę i poprosił, aby zabrał dziecko do sypialni, a nam zaproponował miejsce. Od razu zorientowaliśmy się, że coś jest nie tak.
– Widzicie… tu jest problem. Ogólnie rzecz biorąc, to dziecko nie jest samo.
– Więc w czym problem? Czy ona ma brata?
– Nie, to są troje bliźniaczek. Jesteście gotowi przyjąć wszystkie? – zapytał Michał z nutką sarkazmu w głosie.
Mój mąż i ja spojrzeliśmy na siebie. Czy naprawdę są trzy identyczne księżniczki?
– A co z ich prawdziwymi rodzicami?
– Nie wiem, kto jest ich ojcem. Ale ich matka była naszym przybranym dzieckiem. Zaszła w ciążę, gdy była bardzo młoda i zmarła podczas porodu. Oczywiście nikt nie zabrał ich i nie możemy ich rozdzielić.”
– Weźmiemy je – powiedział z przekonaniem mój mąż.
Poszliśmy do sióstr, które natychmiast zaakceptowały nas jako swoich. Dziewczynki mają piękne imiona: Joasia, Kasia, Antosia.
Z pomocą dyrektora szybko załatwiliśmy wszystkie formalności, a kilka dni później pojechaliśmy wybrać przestronny dom dla naszej dużej rodziny.
