Wyjdąc pewnego razu po pieluchy, mąż wrócił, gdy dzieci już dorosły
W jednym małym miasteczku w 2007 roku urodziły się trojaczki. Ale ta historia wcale nie była taka jak wszystkie inne, to historia rodziny, która zupełnie nie spodziewała się narodzin trojaczków.
Żyli niezbyt dobrze, miasto było niewielkie, a dobrej opieki medycznej nie było dostępne, a ta, która była, znajdowała się w drogich klinikach w sąsiednich miastach. Tak więc cała ciąża upłynęła im na oczekiwaniu cudu. Brzuch Anny rósł nie co dzień, ale co godzinę, i już w siódmym miesiącu zaczęły się problemy.
Do szpitala położniczego dostarczono ją karetką pogotowia, po tym jak urodziła pierwsze dziecko, “zamieszanie” w jej brzuchu tylko się nasiliło, i zarówno matka, jak i położne zrozumieli, że Anna rodzi ponownie. Na świat przyszły jeszcze dwie dzieci.
- Gratulacje! Macie trojaczki!
Anna nie mogła uwierzyć w swoje szczęście. Tak bardzo pragnęła dzieci, ale żeby od razu trójkę, tego zupełnie się nie spodziewała. Mąż nie podzielił jej radości. Było widać, jak się spiął. Po wypisaniu ze szpitala, zabrał rodzinę do ich małego mieszkania, poszedł po pieluchy i nie wrócił.
Anna nie mogła uwierzyć, że jej mąż ją opuścił. Najpierw próbowała dzwonić, nikt nie odbierał telefonu, potem próbowała znaleźć go przez znajomych. A potem się uspokoiła. Miała wystarczająco dużo troski z trójką dzieci.
Siostra i matka pomagały jej w opiece nad dziećmi, Anna znalazła pracę na zmiany. Tak żyli, wychowując trójkę dzieci, wszyscy razem. Gdy dzieciom minęło cztery lata, Anna podjęła odważny krok i przeprowadziła się do Kijowa, do filii firmy, w której pracowała.
Na szczęście przez ten czas Anna udowodniła swoją odpowiedzialność i awansowała na stanowisko kierownicze. Przeprowadzka do stolicy była dobrą szansą dla jej rodziny na rozpoczęcie nowego życia. Natychmiast dali jej mieszkanie i dobrą posadę. Anna zatrudniła opiekunkę.
Życie szło w górę. A potem pewnego dnia… w windzie jednego z biurowców spotkała swojego męża.
On omdlał na widok Anny. Była zupełnie inna, niż pamiętał ją sprzed czterech lat. Smukła, pewna siebie, stylowa. I było dla niego szokiem to, że na spotkaniu, na które oboje spieszyli, Anna występowała jako kierownik projektu, a Piotr (mąż) był tylko asystentem reprezentanta ich firmy.
Jak Anna triumfowała wewnętrznie, łatwo było wyobrazić sobie.
Dwa dni po spotkaniu Piotr znalazł ją i upadł na kolana, błagając o przebaczenie, mówiąc, że wtedy po prostu się przestraszył.
Anna wysłuchała go spokojnie, a potem powiedziała:
- Oto jak teraz stoisz na kolanach przez dwie minuty, tak stałam przez dwa lata, upokarzając się przed szefem, żeby dał mi wolne, gdy dzieci nagle zachorowały. Pracowałam dzień i noc, żeby je utrzymać. A ty się przestraszyłeś. Dziś zdołałam zbudować nowe życie. W tym życiu nie ma dla ciebie miejsca. A dzieci? Dzieci dorosną i sami zdecydują, czy chcą z tobą rozmawiać, czy nie, ale nie spodziewaj się ode mnie wsparcia.
Anna odwróciła się i poszła korytarzem, ostro tupiąc obcasami. Dumna postawa, piękna sylwetka i trójka dzieci. Jego dzieci. Piotr zrozumiał wtedy, że stracił w życiu. Ale było już za późno.
Jednostkowy przypadek? Wątpliwe. Jednak obserwując takie historie, zrozumiesz, że życie jest jak bumerang i wraca w najmniej spodziewanym momencie, więc warto budować swoje życie tylko zgodnie z sumieniem.
