Dlaczego mam żałować wielodzietnej kobiety?

W tym wiosennym sezonie zdecydowałam się na sprzedaż ojcowskiej chaty, która służyła mi jako miejsce wypoczynku. Dom znajduje się stosunkowo blisko miasta, ale dojazd tam elektryczną koleją lub autobusem co weekend stawał się coraz trudniejszy. Moja działka jest dość duża, urodzajna i świetnie usytuowana w wiosce. Nie uprawiam w niej zbyt wielu warzyw, ale regularnie dbam o teren, dzięki czemu nie jest on porośnięty dziką roślinnością. Dla tych, którzy pragną uciec od miejskiego zgiełku, to doskonała opcja.

Zimą nieruchomości na wsi nie cieszą się tak dużym zainteresowaniem, ale wiosną jest więcej chętnych do przebywania na świeżym powietrzu. Tak przynajmniej mi się wydaje, i mam nadzieję, że znajdzie się nabywca. Oceniam swoją posiadłość niezbyt wysoko, śledziłam rynkową wartość podobnych działek i ustawiłam cenę niżej niż średnia, aby sprzedać szybciej.

Kilka dni po zamieszczeniu ogłoszenia o sprzedaży odezwała się do mnie kobieta o miłym głosie. Porozmawiałyśmy, chętnie odpowiadałam na jej pytania, a na końcu rozmowy niespodziewanie zaproponowała mi cenę dokładnie o połowę niższą od mojej. Sugestia ta spotkała mnie z dezaprobatą, odpowiedziałam, że nie udzielę zniżki, bo moja cena i tak jest już stosunkowo niska, a nie zamierzam bezinteresownie oddać cudzego domu. Nie chcę przecież sprzedać ojcowizny za bezcen. O nie! Lepiej zatrzymam to dla siebie.

Wtedy ta kobieta zaczęła mnie przekonywać, a jako ostateczny argument podała, że jest matką wielodzietną, więc powinnam jej ustąpić w kwestii ceny. Ale przecież nie jestem supermarketem, aby udzielać zniżek, ani organizacją charytatywną. Moi rodzice oszczędzali każdą złotówkę na zakup tej ziemi, sami kładli każdy ceglany kamień – dlaczego więc miałabym tak wielki trud oddać obcej osobie. Ta kobieta była bardzo oburzona, kiedy jej odmówiłam.

Po tej rozmowie długo zastanawiałam się, dlaczego matki wielodzietne uważają, że wszyscy są zobowiązani do ich wspierania i nie mają prawa odmówić im czegokolwiek. Owszem, przyznaję, że dla nich powinny istnieć pewne ulgi i wyjątki, ale tylko na poziomie państwa. Co to ma wspólnego z prywatnymi ogłoszeniami o sprzedaży nieruchomości? Niech rząd kupi za tę cenę, którą proponuje.

Później przypomniałam sobie sytuację z mojej młodości. Kiedyś pracowałam w salonie fryzjerskim, a pewna kobieta przyszła do mnie po fryzurę na jakąś okazję lub jubileusz i podczas rozliczenia poprosiła o zniżkę. Mówiła, że również jest w stanie rodzicielstwa, co z pewnością w jej oczach usprawiedliwiało obniżenie ceny. Musiałam zgodzić się i obniżyć koszt usługi.

Najbardziej zdumiewa mnie, że takie kobiety oburzają się, gdy porównuje się je do ubogich ludzi. Wtedy pojawia się u mnie jedno pytanie: Dlaczego w ogóle mają tyle dzieci, skoro nie chcą pracować? Tak, to pytania niezbyt taktowne i odpowiednie, ale niestety pojawiają się w mojej głowie. Oczywiście, że dzieci nie powinny być traktowane jako narzędzia manipulacji. Jeśli ktoś chce zaoferować zniżkę lub podarunek, z pewnością o tym powie.