Mnie to już zaczyna denerwować. Powiedziałem Joannie, żeby uporała się z byłym mężem, ale sytuacja się nie zmieniła. Krzysztof nadal przychodził lub dzwonił i prosił, żeby zostawić Joannę

Mam na imię Michał i mam 36 lat. Od pół roku mieszkam z Joanną.

Kiedyś była zamężna i nie kochała swojego męża. Wyszła za niego w młodym wieku, ponieważ rodzice naciskali na nią. Wtedy mogła nic nie powiedzieć i zrobiła to, czego chcieli. Chodzi o to, że ojciec Joanny miał znaczną sumę pieniędzy od ojca byłego męża. Żeby nie zaszkodzić jego reputacji, Joannie trzeba było to zrobić.

Nasze romantyczne relacje rozpoczęły się rok temu. Ojciec Joanny oddał dług już dawno temu. Ja czekałem, aż Joanna rozstanie się ze swoim mężem. Teraz już są rozwiedzeni.

Joanna i ja poznaliśmy się na siłowni. Byłem trenerem, a ona wykupiła karnet.

Przedemną Joanna miała już kochanków. Od drugiego roku życia małżeńskiego zaczęła zdradzać swojego męża. Mąż Joanny do dzisiaj ją kocha.

Pewnego dnia wrócę do domu, a tam Krzysztof będzie na mnie czekał u drzwi. Prosił, żeby zostawić mu żonę, bo nie może żyć bez niej. Groził, że opowie wszystkim o tym, że ojciec Joanny był mu dłużny dużo pieniędzy. Cierpliwie go wysłuchałem, a potem powiedziałem:

— Po co ci żona, która nie chce być z tobą?

Ale mężczyzna nie chciał słuchać. Następnego dnia na progu mojego domu pojawił się jego ojciec, i mówił to samo co jego syn.

Mnie to już zaczyna denerwować. Powiedziałem Joannie, żeby uporała się z byłym mężem, ale sytuacja się nie zmieniła. Krzysztof nadal dzwonił i prosił, żeby zostawić Joannę.

Teraz rozumiem, dlaczego Joanna odeszła od niego.

Czy można naprawdę tak się upokarzać?

On zaczął nawet dzwonić do mojego pracodawcy. Naprawdę myśli, że to coś zmieni?

Krzysztof poszedł jeszcze dalej. Zaczął pisać nieprzyzwoite wiadomości na drzwiach mojego mieszkania i rozpowiadać sąsiadom różne okropności o mnie.

Postanowiłem go pozwać. Dopiero to na niego zadziałało.

W wyniku przeżytych przykrości nasza relacja z Joanną tylko się umocniła, a ona nawet zgodziła się wyjść za mnie za mąż. Do tej pory dziwi mnie ta sytuacja. Naprawdę ktoś nie rozumie, że upokorzeniem nie osiągnie niczego?