Mam 33 lata, a ona 40 – chcę wspólnego dziecka, a ona odmawia

Spotykamy się od 7 miesięcy. Mam córkę z pierwszego małżeństwa, która mieszka z matką, widujemy się, pomagam. Ona ma syna. W wieku 30 lat rozczarowała się małżeństwem, a także zastanawiała się nad swoim wiekiem – odważyła się na poród bez mężczyzny. Ojciec biologiczny ma swoją rodzinę (od tamtego czasu), wie o istnieniu dziecka, ale się z nim nie widuje. Ostatnio trzymał go na rękach, kiedy miał około roku. Nie pomagał jej, rzadko się o nim w ogóle wspomina. Rok temu miał jedną próbę spotkania się z synem, przyjechał z żoną. Jednak został odesłany.

Syn nie okazuje zainteresowania ojcem, a nawet czuje wstręt. Widział jego zdjęcie (ona zachowuje je na wypadek zainteresowania syna, ma też jego dane kontaktowe na ten przypadek). Syn jest zarejestrowany pod nazwiskiem panieńskim matki i nazwiskiem dziadka, w rubryce “ojciec” jest kreska.

Później ją poznałem. Na początku to było tylko jako interesujący sposób na spędzenie czasu. Wszystko było w tajemnicy. Umówiliśmy się, że nie zakochamy się. Ale to było wówczas, wszystko było tak doskonale. Teraz jesteśmy od siebie uzależnieni, zaczęliśmy się zbliżać. Już od ponad miesiąca poznałem jej syna. Chłopiec jest nastawiony pozytywnie i chce, żebyśmy byli razem z mamą. Prawdopodobnie widzi mnie jako ojca. Do poprzednich kandydatów zawsze podchodził negatywnie, a potem odchodzili.

Ale chodzi o to, że ja chcę dziecko – nasze wspólne, a ona nie chce. Nie mam zamiaru kogoś kochać bardziej lub mniej ze względu na dzieci. Rozmawialiśmy o tym już trzy razy, nie mniej. Po raz pierwszy (2 miesiące temu) powiedziała mi z łzami w oczach, że byłoby lepiej, gdybym od razu znalazł młodszą kobietę. Powiedziała, że ma przeciwwskazania (choć nie chciała mówić, jakie dokładnie) i że jest niesprawiedliwie, że gdy ona chciała, to “on” (pierwszy mąż) nie chciał, a kiedy mnie spotkała, to chciała, ale już nie może. Powiedziała, że też chciała, ale córeczka. Powiedziała: “Po co nam jeszcze dzieci? Masz córkę, mam syna, kochamy je i będziemy się nimi opiekować.”

Po raz drugi powiedziała, że to bardzo trudne, że lepiej nam już żyć dla siebie, ale wtedy zaczęła pytać o sprawy związków syna z jego prawdziwym ojcem, czy omawialiśmy z nim prawa do dziecka, ponieważ nie chcę, żeby pojawił się i próbował ciągnąć koc na swoją stronę. Jedynie wtedy, gdy chłopiec sam zażąda i okaże zainteresowanie. Chcę być pełnoprawnym członkiem rodziny. Zapewniła mnie, że jeśli będę chciał, to zabroni jego ojcu w ogóle widywać się z nim.

Po raz trzeci zaczęła mi opowiadać o swoich ciężarnych przyjaciółkach i o tym, że wkrótce zostaną matkami. Dwie z nich są w związkach pozamałżeńskich z mężczyznami żonatymi, a to nie są ich pierwsze dzieci. W nocy miała sen, że jest w ciąży… Ale zapewnia, że to nic nie znaczy. Że była już w ciąży i była szczęśliwa… Powiedziałem, że byłem szczęśliwy. Ona: “Idź do swojej byłej żony i rób drugie dziecko z nią”. Mówię: “Oboje byliśmy szczęśliwi, ale osobno, a ja chcę być szczęśliwy z tobą”. Ona: “Czy jesteś ze mną nieszczęśliwy?” Jesteś szczęśliwa”. I zmieniliśmy temat, bo rozmowa stała się trudna.

Naprawdę chciałbym mieć syna, który nosiłby moje nazwisko, jako kontynuatora rodziny. Mojej własnej rodziny. Ponieważ jej syn nosi nazwisko ojca biologicznego, który jest z tego dumny. A także moim rodzicom byłoby łatwiej zrozumieć, dlaczego między nami jest taka różnica wieku. Chociaż w każdym przypadku chcę być z nią, z jej akceptacją lub bez niej. Tylko martwię się, że jeśli pragnienie dziecka stanie się bardzo silne, to nie wiem, jak to się skończy. Za dziecko przebaczę wszystko, nawet to, że między nami nie jest tak, jak z byłymi partnerkami… I teraz gorzko uświadamiam sobie, że między nami jest coraz mniej, choć moje potrzeby są nawet większe.

Okazuje się, że wszelkie szczęście, które ona dawała, otrzymali inni: jej syn i codzienna bliskość. Teraz nam pozostaje tylko żyć dla siebie i wychowywać dzieci – moją córkę, która mieszka osobno ode mnie, i jej syna, którego ojcem jest inny mężczyzna, a nie wiadomo, jak to się wszystko potoczy. Chcielibyśmy zdążyć razem poznać to całe rodzinne szczęście narodzin i wychowywania dzieci, które mieliśmy okazję przeżyć osobno i które zostały przysłonięte życiowymi okolicznościami.

Nie wiem, czy jest szansa na przekonanie jej w przyszłości? Może po prostu martwi się o swój wiek nie tylko ze względu na zdrowie, ale również uważa, że nasze relacje nie są wieczne, więc nie ma sensu rodzić dziecka? Ale jest dla mnie boginią, najpiękniejszą i najukochaną.