Chłopak postawił mnie przed wyborem: on albo przyjaciółki. Wybrałam przyjaciółki
Z moim młodym mężem Andrzejem spotykamy się już od prawie roku. Na początku wszystko było idealne. Piękne zaloty, wizyty w kinie i kawiarniach, romantyczne spotkania i czułe słowa miłości. Byłam na siódmym niebie z szczęścia i nie mogłam sobie wyobrazić, że w pewnym momencie wszystko może się zmienić.
To, że Andrzej jest zazdrosny, zrozumiałam prawie od razu. Ale te zazdrości były całkowicie niewinne i nawet urocze. Dla mnie, jako dziewczyny, były one zdecydowanie przyjemne.
Po tym, jak zaczęliśmy mieszkać razem, zaczęłam zauważać, że Andrzej zaczął ostro wyrażać swoje niezadowolenie z moich strojów i zachowania.
Nie podobało mu się, że do pracy chodzę w krótkiej spódnicy, na wysokich obcasach, że maluję się bardzo jaskrawo i że w moim otoczeniu jest wielu mężczyzn, z którymi rozmawiam tylko przyjacielsko. Oraz wiele innych momentów, które mnie drażniły.
Nie byłam przyzwyczajona do takiej kontroli, i nie podobało mi się, że zamyka się mnie w jakieś ramy. Na tym tle zaczęły się między nami poważne konflikty. Mogliśmy pokłócić się i nie rozmawiać ze sobą przez cały tydzień. Takie traktowanie zaczęło mnie naprężać, i już poważnie myślałam o tym, aby się z nim rozwieść.
W sobotę moja przyjaciółka Marta zaprosiła mnie na swoje urodziny, które planowała świętować w kawiarni. Oczywiście, poinformowałam o tym Andrzeja.
– Marta zaprosiła mnie na urodziny w sobotę – powiedziałam.
– Dobrze – odpowiedział – oczywiście pójdziemy.
– Nie zrozumiałeś – wyjaśniłam – Marta chce zebrać tylko dziewczyny, więc pójdę sama.
Andrzej od razu się zestresował.
– Co oznacza “sama”? – zapytał niezadowolony. – Bez mnie nigdzie nie pójdziesz.
– Ale przecież nie będziesz siedział sam wśród dziewczyn? – dziwiłam się. – To będzie wyglądać śmiesznie.
– Cóż, w takim razie ty też nigdzie nie pójdziesz – spokojnym głosem powiedział Andrzej.
– Czy ty przypadkiem nie postanowiłeś mnie zamknąć w klatce? – oburzyłam się. – Czy nie wydaje ci się, że przesadzasz?!
– Nie, nie sądzę, że przesadzam. Jesteś w związku, więc nie powinnaś chodzić po różnych kawiarniach sama.
– Ale co w tym złego? – nie mogłam się uspokoić. – Będę z przyjaciółkami, tam nie będzie żadnych obcych mężczyzn.
– Powiedziałem nie, więc nie! – groźnym głosem oznajmił Andrzej.
Miałam ochotę płakać z oburzenia i niesprawiedliwości. Uważam, że w związku powinny panować zaufane relacje, a w przeciwnym razie nie ma mowy o miłości w takim związku.
– Nie masz prawa mi czegoś zabraniać! – bez zahamowań krzyknęłam. – Przecież ja tobie nie zabraniam chodzić z przyjaciółmi do baru każdego weekendu?! To dlaczego ty mi stawiasz jakieś warunki?!
– Wybieraj: albo wyjście z przyjaciółkami do kawiarni, albo ja! – złośliwie oznajmił Andrzej.
Bez chwili wahania odpowiedziałam:
– Ja tego dłużej nie zamierzam znosić! Stałeś się po prostu nie do zniesienia. I to mimo tego, że my nawet nie jesteśmy jeszcze po ślubie. W tej sytuacji wybieram przyjaciółki, a nie ciebie. Więc możesz zbierać swoje rzeczy i iść.
Andrzej, zrozumiejąc, że dokonałam wyboru na jego niekorzyść i że jego manipulacja nie zadziałała, ubrał się i wyszedł.
Długo zastanawiałam się nad tą sytuacją. W każdym razie nie powinien tak się zachowywać. Miłości nie było. Powody do zazdrości nie dawałam. To, co Andrzej wymyślił w swojej głowie, było jego problemem, a nie moim. Uważam, że to zachowanie niewiarygodnego siebie mężczyzny, który myśli tylko o swoich uczuciach.
Póki nie było Andrzeja, zebrałam wszystkie jego rzeczy i, pozostawiając torbę w korytarzu, poszłam, aby, gdy wróci, po raz kolejny nie poddawać się jego manipulacjom.
Oczywiście, próbował mnie przekonać, dzwonił i pisał. Ale ja już podjęłam decyzję, i nie podlegała odwołaniu.Chłopak postawił mnie przed wyborem: on albo przyjaciółki. Wybrałam przyjaciółki
