Aby nie przeszkadzać w szczęściu rodziny córki, teściowa postanowiła mieszkać z nami. Adam nie ma nic przeciwko, ale ja nie chcę mieszkać z jego mamą, więc po prostu nie wiem, co robić
Mam 35 lat i jeszcze nie byłam zamężna. Ale jeden mężczyzna złożył mi propozycję, i już przygotowujemy się do ślubu. Jednak pojawił się poważny problem, i teraz po prostu nie wiem, co robić.
Adam, mój narzeczony, chce, aby jego mama mieszkała z nami. Oczywiście jestem przeciwna. Przyjaciółki radzą mi nie spieszyć się, Adam im się podoba – poważny, przystojny, niezawodny mężczyzna. Radzą mi także rozwiązać kwestię mieszkania inaczej – wynająć mieszkanie z mężem.
Zaproponowałam ten pomysł, ale Adam się nie zgadza. Mówi, że posiadając własne mieszkanie, nie będzie wynajmować innego. Teraz nie wiem, co robić.
Sama pochodzę z wielodzietnej rodziny, moi rodzice i młodsze siostry oraz bracia mieszkają daleko, w małej wsi. Jestem najstarsza. Dlatego pierwsza opuściłam dom. Oczywiście musiałam pomagać mamie wychowywać młodsze dzieci.
Gdy powiedziałam, że wyjeżdżam na studia, rodzice byli przeciwni, ale ich nie posłuchałam i pojechałam. Życie na stypendium było oczywiście trudne. Rodzice nie mogli albo nie chcieli pomóc, mając nadzieję, że zrozumiem i wrócę.
Ale nie zamierzałam wracać. Studiowałam i dorabiałam równolegle. Rodzice uważali, że skoro zostałam w mieście, to znaczy, że było za co. To znaczy, że dużo zarabiałam. A gdy zarabiasz – pomagaj.
I wysyłałam, nie dużo, ale wysyłałam, przez około 8 lat. Potem przestałam, gdy trójka starszych dzieci, które zostały z mamą i ojcem, skończyła szkołę. W takich warunkach oczywiście nie mogłam uzbierać na mieszkanie.
O zamążpójściu jakoś też mi się nie myślało. Tu poznałam Adama. Poważny, pracowity i pozytywny mężczyzna. I co najważniejsze, z mieszkanie. Własnym. Dostał je w spadku od ojca. Jego rodzice rozwiedli się, a matka potem wyszła ponownie za mąż i urodziła siostrzyczkę Martę.
Adam był wcześniej żonaty, teraz ma 36 lat, w tamtym małżeństwie nie mieli dzieci, a rozwiedli się dwa lata temu. Zaczęliśmy się spotykać, wszystko zmierzało do tego, że weźmiemy ślub.
Tylko nie my złożyliśmy wniosek, a siostra Adama z narzeczonym. A miesiąc później okazało się, że matka przeprowadza się do Adama, bo to mieszkanie było od ojczyma, więc przepisał darowiznę na córkę. A ta powiedziała, że chce mieszkać osobno.
Teściowa nie wymyśliła nic lepszego niż przeprowadzka do syna, by nie przeszkadzać szczęściu córki.
Nie chcę mieszkać z teściową. Dlatego od razu zaproponowałam Adamowi, abyśmy wynajęli mieszkanie. Albo wynająć mieszkanie dla jego matki.
W efekcie za tydzień matka Adama przeniesie rzeczy do syna. Nie, nie chcę z nią mieszkać i nie będę. Jeśli mężczyzna w wieku 36 lat zgadza się mieszkać z matką, to jaki z niego mężczyzna?
Powiedziałam Adamowi, że znalazłam mieszkanie, wyprowadzę się za kilka dni. Jeśli chce, może się ze mną wyprowadzić.
Ale Adam powiedział, że nie pójdzie ze mną na wynajęte mieszkanie. Więc i tym razem z zamążpójściem nic nie wyjdzie. Przyjaciółka mnie przekonuje, że robię źle, nawet nie próbowałam mieszkać z jego matką, może nie wszystko byłoby tak źle. Jednym słowem, już nie wiem, co robić.
