Aleksander jadł obiad, gdy nagle zadzwonił telefon. – Aleksander, musisz nam pomóc! – powiedziała Marta wymagającym tonem. Aleksander skrzywił się. – Co tym razem? Potrzebujecie pieniędzy czy mam podstawić wam samochód? – zapytał jak najspokojniej. – No co ty, śmieszkujesz? – obruszyła się Marta. – Naprawdę potrzebujemy pomocy, to nie chodzi o pieniądze ani o samochód, to coś ważniejszego. – Dobrze, przyjedźcie do mnie, porozmawiamy
– Aleksander, musisz nam pomóc! – powiedziała Marta stanowczym tonem do telefonu, a Aleksander mimowolnie się skrzywił. Ile razy już słyszał to zdanie od swojej młodszej siostry?
– Czego tym razem? Pieniędzy potrzeba czy samochód podstawić? – Aleksander wziął się w garść i zapytał jak najspokojniej.
– No co ty się śmiejesz? – oburzyła się Marta. – Naprawdę potrzebujemy pomocy, ale to nie chodzi o pieniądze ani o samochód. To coś ważniejszego. Możemy z Anią podjechać do ciebie?
– Dobrze, po południu mam czas do trzeciej, potem muszę załatwiać sprawy, więc się nie spóźniajcie, nie będę czekał. No, do zobaczenia!
Aleksander westchnął i zamyślił się. Kochał swoją młodszą siostrę, ale ostatnio trząsł się na sam dźwięk jej telefonu i wiecznych próśb. A ona zawsze naciskała: „No przecież jesteśmy rodziną!”.
Kiedyś, na początku lat 90., ich matka została porzucona przez ojca. Marta miała wtedy 13 lat, Aleksander 17 – właśnie skończył szkołę i planował studia. Jego marzeniem było zostać inżynierem, ale nigdy tego nie zrealizował.
Pamiętał, jak matka siedziała na podłodze i płakała:
– O Boże, dzieci, co teraz z nami będzie? Jak ja sobie poradzę na nauczycielskiej pensji? Wasz ojciec poszedł do młodszej, zrobi wszystko, żeby nie płacić alimentów. Ma wszędzie znajomości!
– Pójdę do pracy! – powiedział pewnym głosem Aleksander.
– Ojej, co ty! Musisz się uczyć! – wystraszyła się matka.
– A co, mamy jakieś inne wyjście? – zapytał Aleksander.
Nie było. I tak trafił na targ, gdzie zaczął sprzedawać części samochodowe.
Marta skończyła szkołę i dostała się na studia. Wkrótce jednak rzuciła naukę i wyjechała za swoim chłopakiem do Warszawy – kudłatym muzykiem Adamem, który wierzył, że pewnego dnia podbije wszystkie sceny świata.
Aleksander błagał ją, żeby się opamiętała:
– Marta, pomyśl o mamie! – prosił siostrę. – Mama choruje, ma problemy z sercem! Zrobiłem wszystko, żebyś mogła normalnie się uczyć i rozwijać, a ty co wyprawiasz?
Ale Marta pojechała i wróciła po półtora roku z małym zawiniątkiem na rękach – to była jej córeczka, Ania. Był rok 2000. Kudłaty Adam zniknął z ich życia na zawsze.
Matka była już bardzo słaba. Było jasne, że nie zostało jej wiele czasu.
– Aleksander, błagam cię, synu, nie zostawiaj naszych dziewczyn, pomagaj im, trzymajcie się razem! Obiecaj mi to, proszę! – mówiła matka.
– Obiecuję – odpowiedział Aleksander. Dwa dni później matki już nie było.
Aleksander zostawił Marcie i Ani mieszkanie po matce i zajął się biznesem. Dziś ma trzy serwisy samochodowe i dwie myjnie. Ożenił się, ma dwoje dzieci, w życiu mu się powiodło.
A u Marty wszystko było w rozsypce – pracowała dorywczo, a głównie liczyła na przypadkowych adoratorów, którzy szybko znikali z jej życia. Ania przybrała na wadze, z trudem skończyła szkołę i całe dnie spędzała na kanapie z telefonem w ręku. Nie chciała się uczyć ani pracować.
– Aniu, nie powtarzaj błędów mamy – mówił Aleksander do swojej siostrzenicy. – Nie chcesz się uczyć, to idź chociaż na jakiś kurs, weź się w garść.
Nie, wujek nie był dla niej autorytetem. Dlatego Marta wciąż miała do niego prośby – a to o pieniądze, a to o podwiezienie autem. Ale tym razem wymyśliła coś nowego.
Marta i Ania przyszły do biura o wpół do trzeciej.
– Aleksander, musisz nam pomóc – zaczęła Marta swoim zwykłym tonem. – Ania w końcu się opamiętała i chce u ciebie pracować. Potrzebujesz pracowników?
– Oczywiście! Akurat potrzebuję promotorów – odpowiedział Aleksander.
– O, to dobre słowo! – ucieszyła się Marta.
– Mamo, to chodzi o rozdawanie ulotek na ulicy – mruknęła Ania.
– O nie, Aleksander, co ty! – oburzyła się Marta. – Nie, to nam nie pasuje! Po pierwsze, to wstyd – stać na ulicy i prosić, żeby ktoś wziął papierek. Po drugie, jak to młoda dziewczyna ma cały dzień stać na zimnie? Już jesień, jeszcze się przeziębi! Daj coś innego!
– Dobrze, mogę ją przyjąć do mycia samochodów, pasuje? – Aleksander zaczynał tracić cierpliwość.
– Nie pasuje! To jak zmywanie naczyń, a do tego ciężka praca – zaprotestowała Marta. – Ania jest dużą dziewczyną, zamęczy się. Poza tym to nie jest prestiżowe! Co powiedzą twoi pracownicy? Że zatrudniłeś własną siostrzenicę na taką robotę?
– No i co z tego? W moim serwisie pracuje syn mojego przyjaciela, wykonuje najbrudniejszą robotę, cały dzień chodzi umorusany! – Aleksander podniósł głos. – A jego ojciec to znany biznesmen! Sam mnie prosił, żebym wziął jego lenia na naukę życia. I chłopak daje radę! A wy czego chcecie?
– No, mógłbyś chociaż zatrudnić Anię jako swoją sekretarkę – powiedziała nagle Marta. – Przynajmniej byłaby blisko ciebie.
– Sekretarką?! – zdziwił się Aleksander. – Jeśli nie zauważyłaś, mam już sekretarkę, i to nie byle jaką – jest wykształcona i zna swoją pracę na wylot. Wszyscy moi pracownicy – menedżerowie, księgowi – są wykwalifikowani i kompetentni. A na stanowisko lenia i krzesłowego obciążnika z telefonem niestety nie mam wakatu!
– Oj! – ironicznie uśmiechnęła się Marta. – A ty niby masz wykształcenie?
– Posłuchaj mnie, siostro, – wysyczał Aleksander. – Kiedy miałem wybór między nauką a uratowaniem naszej rodziny przed głodem, wybrałem to drugie i zacząłem od samego dna. Marzłem na targu. Ubierałem się jak żebrak i sam nie dojadałem, żeby was z mamą wykarmić. Przez trzydzieści lat sam do wszystkiego dochodziłem i nigdy nikogo nie prosiłem o pomoc, a wy z Anią już całkiem się rozzuchwaliłyście. Albo myjnia, albo nic, dopóki nie zdobędzie wykształcenia!
– Aleksander, co z ciebie za wujek, skoro nie litujesz się nad swoją siostrzenicą? Gdzie twoje rodzinne uczucia? – Marta teatralnie złapała się za serce. – No weź ją gdzieś do biura!
– Tak, muszę już iść, – Aleksander spojrzał na zegarek i pospieszył się. – Mam ważne spotkanie.
Marta chwyciła córkę za rękę i wyszła z biura, obsypując brata przekleństwami. Przez długi czas nie dzwoniła i odezwała się dopiero przed Nowym Rokiem.
– Aleksander, musisz nam pomóc, – oznajmiła Marta. – Wiktor mnie zostawił! Nie dasz nam trzech tysięcy na życie, żebyśmy jakoś przetrwały? Znalazłam pracę, zaczynam po Nowym Roku. Wyratuj nas, co?
Aleksander westchnął i się zgodził. Kochał siostrę i złożył obietnicę matce, a dla niego słowo było cenniejsze niż pieniądze. Pieniądze to rzecz nabyta – Marta prędzej czy później znajdzie pracę, ale czy na długo? Natomiast zatrudnianie leniwej siostrzenicy na wieczne utrzymanie? Nigdy w życiu!
