Andrzej zebrał się na odwagę i powiedział żonie przez telefon, że się z nią rozstaje. Jej reakcja była dla niego zaskoczeniem
Andrzej powiedział żonie przez telefon, że kocha kogoś innego i chce się z nią rozwieść.
– Tylko proszę, Mario, wysłuchaj mnie do końca – szybko wyrecytował tekst, – proszę, bo jak mi przerwiesz, to o czymś zapomnę i nie powiem ci najważniejszego, a muszę, żebyś wszystko usłyszała: ma na imię Anna, ma dwadzieścia cztery lata, jest studentką, kocham ją, chodzimy ze sobą od dwóch lat, więc zrywamy, zamieniamy się mieszkaniem i wyprowadzamy, przepraszam, że mówię ci to w ten sposób, a nie twarzą w twarz, oczywiście powinno być inaczej. Powinienem był powiedzieć ci twarzą w twarz, w końcu żyjemy razem od prawie trzydziestu lat, mamy dorosłe dzieci, mamy nawet wnuki, będę szczery, nie miałem odwagi, ale nabrałem odwagi, stałem się innym człowiekiem, dlatego zadzwoniłem, wybacz mi, jeśli możesz.
Powiedziawszy to wszystko, Andrzej odetchnął z ulgą.
“Udało się – pomyślał – udało się. Boże, co za szczęście. Co za ulga. Jakby kamień spadł mi z serca. Dziękuję, że dałeś mi siłę. Powinienem był to zrobić dawno temu. Maria jest dobra. Ona zrozumie. Wybaczy mi wszystko. Jest matką moich dzieci. Jest babcią moich wnuków. Anna ma rację – okazuje się, że bycie odważnym nie jest tak trudne, jak myślałem”.
A teraz, odważnie powiedziawszy najważniejsze, Andrzej czekał na reakcję swojej życzliwej, wyrozumiałej i wybaczającej żony. Maria nie spieszyła się z odpowiedzią. Chociaż od razu zrozumiała, co powiedział jej mąż, nie zamierzała mu wybaczyć.
“Wybaczyć mu? – pomyślała, – Po tym jak znalazł sobie młodszą kobietę? I miał czelność, a nawet odwagę, powiedzieć mi o tym? Po tym wszystkim mam mu wybaczyć? Nie. Absolutnie nie.
Dwa lata! Przez dwa lata zachowywał się jak obrażony pingwin! Chodził po domu z dumną miną i działał mi na nerwy! To nie tak, to nie tak! I zapomniałam, jak się gotuje. I nie dbam o siebie. I tak dalej, i tak dalej. A ja, naiwna, nie mogłam zrozumieć, jaki jest tego powód. I okazało się, że on ma nową dziewczynę.
I teraz mam mu wybaczyć? Wybaczyć mu, że wysłuchiwałam przez telefon wszystkich jego śmiałych i zdecydowanych bzdur? Nie. Dopóki nie powiesz mi tego wszystkiego osobiście, patrząc mi w oczy, nie może być mowy o jakimkolwiek zrozumieniu, nie mówiąc już o przebaczeniu.
– Mario, jesteś tutaj? – zapytał przestraszony Andrzej. – Dlaczego milczysz?
“Może coś jej się stało – pomyślał – Nie wytrzymała mojego wyznania i zemdlała?”.
– Maria, słyszysz mnie? – krzyknął Andrzej.
– Tak, tak – odpowiedziała szybko Maria – teraz cię słyszę. To musi być coś z połączeniem. Mówiłeś tak szybko, a telefon szeleścił, że nic nie rozumiałam. Możesz powtórzyć?
– Jak to nie zrozumiałaś, Mario? – zapytał cicho.
– Nie słyszę cię – krzyknęła Maria – mów głośniej.
– O czym ty mówisz? – krzyknął. – Czy ty w ogóle nic nie zrozumiałaś?
– Nic! 0krzyknęła Maria. – Co mam rozumieć, skoro nic nie słyszę?
– Ale coś słyszałaś, prawda?
– Trochę – zawołała Maria – ale prawie nic nie zrozumiałam.
– Co zrozumiałaś?
– Że mamy dorosłe dzieci i wnuki. Nic więcej nie zrozumiałam. Czy coś im się stało?
– Nie! – krzyknął Andrzej – Dzieciom i wnukom nic się nie stało. Nie to powiedziałem.
– To powiedz to jeszcze raz. Ale nie tak szybko! I mów głośniej. Mamroczesz coś do siebie. Nic nie rozumiem.
Andrzej zamknął oczy i odetchnął.
“Jestem odważnym człowiekiem – pomyślał – Jestem zdeterminowany i odważny. Anna we mnie wierzy, chce mieć ze mną dziecko. Mogę to zrobić.”
Wziął oddech i powiedział powoli i głośno:
– Ale proszę, Mario, nie przerywaj mi, bo jeśli to zrobisz, zapomnę o czymś i nie powiem ci najważniejszego. A muszę, żebyś wszystko słyszała…
– Nie rozumiem, – krzyknęła Maria. – Żujesz coś, czy co?
– Ja nie jem! – krzyknął Andrzej.
– Mówisz ledwo słyszalnie i też przeżuwasz. Co to za nawyk? Przeżuwaj, a potem mów.
– Ja nie żuję!
– Nie żujesz teraz. Wcześniej żułeś. I nigdy więcej nie mów do mnie z pełnymi ustami. Nigdy więcej. Tyle razy cię o to prosiłam!
“Boże – pomyślał Andrzej – daj mi siłę.”
– Zacznij od początku – krzyknęła Maria – tylko wolniej, wyraźniej i głośniej. Tak jak powiedziałeś przed chwilą. Dasz radę. No dalej. Słucham.
Andrzej ponownie zamknął oczy i zrobił wydech. Zbierając siły, wziął wdech i zaczął.
– Tylko! – zawołał. – Bardzo! Proszę! Ciebie! Marię!
– Ale co ty, – stanowczo krzyknęła Maria. – Celowo sobie ze mnie żartujesz?! Tak, czy co?
– Dlaczego od razu “żartujesz”? – krzyknął Andrzej. – Ja jeszcze nic nie powiedziałem.
– No bo, – krzyczała Maria. – Nic nie jest jasne.
– Nie moja wina, że zła jakość połączenia! – krzyknął Andrzej.
– Ach, połączenie! Mogłeś tak powiedzieć.
– Właśnie to powiedziałem!
– A co z połączeniem?
– Jest złe.
– Jakie?
– Okropne!
– I co z tego?
– Nic.
– I to wszystko, co chciałeś powiedzieć?
– Nie! – zawołał Andrzej. – Nie wszystko!
– To mów!
– Powiem.
– Więc powiedz.
– Myślisz, że nie powiem?
– Teraz już nie wiem.
– Powiem!
– Po prostu to powiedz. Nie mam już siły.
– Ale proszę, Mario, nie przerywaj mi!
– Nie zniosę tego dłużej – powiedziała zdecydowanie Maria. Nic nie rozumiem z tego, co mówisz. Zróbmy tak. Kiedy wrócisz do domu z pracy, opowiesz mi wszystko. Umowa stoi?
– Ma na imię Anna! – krzyknął Andrzej.
Ale Maria już wyłączyła telefon.
A kiedy Andrzej wrócił wieczorem z pracy, oczywiście nic Marii nie powiedział. Nie miał odwagi. Kiedy żona zapytała go, o czym chce porozmawiać, Andrzej leniwie ją zbył.
Zdała sobie sprawę, że jej mąż nie miał odwagi powiedzieć jej prawdy, patrząc jej w oczy.
“Rozwiodę się z nim”, pomyślała Maria, “ale nie teraz. Później. Kiedy to będzie zależało ode mnie. Nie od niego. Ale nie zamierzam go dłużej niańczyć.
Nie będę też dłużej zwracać uwagi na jego zrzędzenie. Wystarczy. Teraz będę go tylko w milczeniu obserwować i przygotowywać się do korzystnego dla mnie rozwodu”.
Andrzej uznał, że skoro przez ostatnie dwa lata nie czepiał się wszystkiego w domu, to teraz każdy drobiazg będzie budził jego niezadowolenie i irytację.
“Nie będzie w stanie tego znieść, – pomyślał, – i zacznie mówić o rozwodzie. I to sama! Nawet nie będę musiał zaczynać z nią rozmowy na ten temat”.
Andrzej przeszedł się po mieszkaniu i rzucił kilka uwag pod adresem Marii. Powiedział, że mieszkanie było dziś wyjątkowo brudne, a sama Maria z dnia na dzień wyglądała coraz gorzej.
“A przy obiedzie -, pomyślał Andrzej, – znowu jej powiem, że nie umie gotować i że jedzenie w naszej fabrycznej stołówce jest lepsze”.
Andrzej spodziewał się, że Maria jak zwykle będzie się usprawiedliwiać. Pośpieszyłaby posprzątać mieszkanie, obiecałaby zadbać o swój wygląd i zapytałaby go, co chciałby zjeść na kolację. Ale Maria zachowała się inaczej.
Ona nie pobiegła nigdzie. I o jedzeniu też nie wspomniała ani nie zapytała. Ponieważ nie było żadnej kolacji.
– Jak to? – zapytał zdezorientowany Andrzej.
– Postanowiłam nie tоrturować cię już moim jedzeniem – odpowiedziała Maria. Dlaczego musisz jeść coś, czego nie lubisz? Możesz gotować dla siebie lub jeść w swojej ulubionej fabrycznej stołówce. I jeśli jeszcze raz powiesz mi, że nie jestem dobry w tym czy tamtym, będziesz musiał zrobić to sam.
– Ale…
– Sam, Andrzej, sam. Albo znajdź sobie inną żonę. A może już znalazłeś kogoś innego? To po prostu powiedz! Powiedz to teraz. Spójrz mi prosto w oczy.
W tym samym czasie Maria spojrzała mężowi prosto w oczy.
“Ciekawe”, pomyślała, “czy będzie miał odwagę powiedzieć to teraz? Czy nie?”
– Nie – odpowiedział zmieszany. – Nie mam nikogo
“Brakło odwagi, – pomyślała Maria. – Więc wszystko będzie tak, jak ja zdecyduję! I kiedy zdecyduję! A atmosfera, jaką stworzę w domu, doprowadzi cię do takiego stanu, że nie tylko twoja Anna przestanie ci się wydawać interesująca, ale w ogóle nie będziesz w stanie patrzeć na kobiety. Zobaczysz! Tak będzie! I w wyniku tego nie minie nawet trzech miesięcy, a twoja Anna znajdzie sobie kogoś innego. A zaraz po tym złożę pozew o rozwód”.
– Idź spać – zimno powiedziała Maria. – Już późno. Rozłożyłam ci tam kanapę w salonie.
“Dlaczego na kanapie? – pomyślał oburzony Andrzej. – Dlaczego na kanapie? Poza tym, że odważyłaś się zostawić mnie bez kolacji, teraz mam spać na tej kanapie?”
Ale nie powiedział tego na głos. Nie miał odwagi.
Spał na kanapie i zastanawiał się, jak powiedzieć żonie prawdę, patrząc jej prosto w oczy.
Minęły dwa miesiące. Przez cały ten czas Andrzej jadał w fabrycznej stołówce i mieszkał w salonie na kanapie. Próbował, ale nie udało mu się powiedzieć Marii, że ma inną kobietę.
Po pierwsze dlatego, że Andrzej nie miał na to odwagi. A po drugie, nerwowa atmosfera w domu tak wpływała na jego stan fizyczny i psychiczny, że już wątpił w to, że kocha Annę i chce do niej chodzić.
“Do diabła z tymi wszystkimi kobietami”, pomyślał, “nie chcę widzieć żadnej z nich. Są bezużyteczne”.
Miesiąc później, gdy Andrzej dowiedział się, że Anna ma innego mężczyznę, Maria powiedziała mu, że składa pozew o rozwód.
