Ani razu nie pokłóciłam się z teściową, choć powodów mogło być wiele. Uważam, że miałam ogromne szczęście, budując takie relacje w rodzinie
Słyszę wiele historii o tym, jak młode synowe narzekają na swoje teściowe, a teściowe na synowe – niezliczona ilość opowieści o tym, że ktoś wtrąca nos w nie swoje sprawy albo wręcz przeciwnie, nie interesuje się niczym poza własnym życiem. Czy naprawdę nikt nie ma dobrych relacji ze swoją rodziną? Dlaczego tak bardzo skupiamy się na tym, co złe?
Być może po prostu miałam szczęście, że zarówno ja, jak i moja teściowa mamy taki, a nie inny charakter. Jednak przez dwanaście lat małżeństwa z jej synem ani razu się nie pokłóciłyśmy. Gdyby się zastanowić i powspominać, to mogło być wiele sytuacji, które mogłyby zakończyć się awanturami, ale jakoś zawsze udawało się nam załagodzić napięcie i nikt nie czuł się urażony.
Na przykład zeszłego lata teściowa zebrała plony na działce i przygotowywała się do robienia przetworów na zimę. Zazwyczaj robiłyśmy to razem, ale wtedy miałam ogrom pracy i praktycznie w ogóle nie miałam wolnego czasu.
– Przywieź mi słoiki, zrobię też trochę dla was – zaproponowała teściowa.
– Nie trzeba – odpowiedziałam – masz już wystarczająco dużo pracy na działce, nie ma sensu, żebyś jeszcze robiła przetwory dla nas.
Teściowa powiedziała, że to dla niej żadna trudność i nie powinnam się tym martwić.
Nie stałam się przez to w jej oczach złą gospodynią ani leniwą kobietą, nikt mnie nie oskarżył o to, że zrzuciłam na nią całą pracę lub że zostawiłam rodzinę bez domowych przetworów na zimę.
Wiosną na działce również było mnóstwo pracy. Teściowie nie mają samochodu, więc co weekend to mój mąż ich tam zawoził. Pewnego razu jednak tak się złożyło, że moja mama potrzebowała naszej pomocy – trzeba było odebrać ją z dworca i pomóc jej w domu.
– Przepraszam, ale w tę sobotę nie będziemy mogli was zawieźć – zadzwoniłam do teściowej.
– Nic się nie stało, Anno, poradzimy sobie sami – odpowiedziała bez żadnych pretensji.
– Moja mama potrzebuje pomocy – zaczęłam się tłumaczyć.
– Nie przejmuj się, wszystko w porządku. Pozdrów swoją mamę – powiedziała teściowa.
I nikt nie zrobił z tego dramatu, nikt nie oskarżał mnie o to, że zmusiłam syna do wybrania teściowej zamiast własnej matki. Wszyscy się rozumieją i zawsze starają się sobie pomagać oraz wspierać. Myślę, że to są normalne, zdrowe relacje rodzinne.
Często słyszę od swoich koleżanek, że kłócą się ze swoimi teściowymi o dzieci. Mam dwie córki i przez te lata mogło być mnóstwo powodów do sprzeczek.
Pierwsza sytuacja, którą pamiętam, to kiedy zostawiłam córki u teściowej na weekend, a ona na chwilę straciła nad nimi kontrolę.
– Anno, wybacz mi, wyszłam na chwilę do sąsiadki, a one w tym czasie obcięły sobie nawzajem włosy tymi nożyczkami. Mogę je zabrać do fryzjera, żeby jakoś naprawić ich „dzieło”? – przepraszała teściowa.
Jak się pewnie domyślacie, dziewczynki bawiły się w fryzjerów i zrobiły sobie bardzo „modne” fryzury. Uspokoiłam teściową, mówiąc, że to nic strasznego – przecież prawie każde dziecko w dzieciństwie próbowało się samodzielnie obciąć. Najważniejsze, że się nie skaleczyły, a włosy odrosną.
– Nie przejmuj się, nie wydawaj pieniędzy, i tak planowałam w najbliższym czasie zabrać je do fryzjera. Wszystko w porządku – zapewniłam teściową.
Naprawdę nie miałam do niej żalu. To dzieci, mogą zrobić różne rzeczy. Wręcz przeciwnie, byłam wdzięczna teściowej, że od czasu do czasu pozwala nam z mężem pobyć sam na sam i zaprasza wnuczki do siebie na weekendowe nocowanie.
Następnego dnia zabrałam dziewczynki do fryzjerki, którą dobrze znałam.
– Gdyby moja teściowa tak zaniedbała moje dziecko, to miałaby przechlapane – skomentowała moja znajoma, gdy usłyszała historię o fryzjerskich przygodach moich córek.
Ja jednak staram się do wszystkiego podchodzić z dystansem i szukać pozytywów. Teraz moje córki będą miały zabawną historię do wspominania. Nie widzę w tym nic złego i na pewno nie jest to powód do awantury.
Co więcej, zawsze cieszę się, gdy teściowa nas odwiedza. W końcu tutaj mieszka jej syn i wnuczki. Zawsze powtarzam, że drzwi naszego domu są dla niej otwarte, jednak jeszcze nigdy nie zdarzyło się, żeby przyszła bez zapowiedzi. Zawsze uprzedza o wizycie i przynosi coś smacznego – albo swoje domowe wypieki, albo coś do herbaty.
Uważam, że wielu kłótni można uniknąć i nie ma sensu wywoływać burzy w szklance wody. Oczywiście, są ludzie, którzy lubią sprawiać innym przykrość i wszędzie szukają wad, ale najlepiej starać się łagodzić konflikty i szukać wspólnego języka.
Bardzo się cieszę, że w tej kwestii mam podobne podejście do mojej teściowej. Kiedy słucham opowieści koleżanek o ich rodzinnych relacjach, uświadamiam sobie, jak bardzo mi się poszczęściło.
