– Anno, daj, pomogę ci z sałatkami. Przecież i tak nie gotujesz tak smacznie jak ja – to były pierwsze słowa teściowej, gdy przyszła do dzieci na Nowy Rok. Szwagierka natychmiast ją poparła: – Tak, mamo, pokaż jej swój sekretny przepis! Bo ostatnim razem sałatka jarzynowa w ogóle nie była smaczna. Anna w milczeniu odsunęła się i patrzyła, jak teściowa i szwagierka krzątają się w jej kuchni. Wtedy jeszcze nie wiedziała, że tę noc będzie wspominać bardzo długo
Gdy nadchodziła tegoroczna zima, nie była zbyt mroźna i śnieżna, więc śnieg odbierało się z dziecięcą radością. Anna stała przy oknie, obserwując, jak duże płatki śniegu powoli opadają na ziemię.
Ostatni dzień grudnia był dokładnie taki, jak w dzieciństwie wyobrażała sobie idealny wieczór sylwestrowy. W mieszkaniu pachniało mandarynkami i świeżym ciastem.
Na świątecznym stole leżał kolorowy obrus, elegancka zastawa i świece w srebrzystych świecznikach — wszystko to odziedziczone po babci.
Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi i Anna aż podskoczyła. W progu stanął Andrzej z wielkimi torbami z zakupami.
– Wyobraź sobie, ledwo udało mi się kupić wędzone śledzie! Kolejka była nieskończona – Andrzej otrzepał śnieg z kurtki. – Mama już dzwoniła, że są w drodze.
Anna poczuła, jak coś zacisnęło się jej w środku. Oczywiście Andrzej miał prawo zaprosić swoich krewnych na święta. Ale wyglądało na to, że ten Nowy Rok wcale nie będzie taki, o jakim marzyła.
– Przypomnisz, o której planują wrócić do siebie? – spytała, starając się opanować emocje, gdy rozpakowywała przyniesione zakupy.
– Co? Aniu, jakie „wrócić”? Przecież to Sylwester! – Andrzej machnął ręką. – Będzie nam wszystkim wesoło, pogadamy z moimi rodzicami.
Anna nie chciała się kłócić, więc wróciła do swoich zajęć i próbowała nie myśleć o gościach, których miała wkrótce przyjmować.
Mama Andrzeja, Irena, szwagierka Natalia z mężem Wiktorem i ich dzieci – głośna gromada, od której Anna miała wrażenie zamętu w głowie jeszcze przed ich przybyciem.
W końcu ktoś zadzwonił do drzwi. Tym razem weszła cała rodzina.
Irena, ledwie przekroczyła próg, już zaczęła rządzić:
– Aniu, chodź, pomogę ci z sałatkami. I tak nie robisz ich tak, jak trzeba.
Natalia natychmiast ją wsparła:
– Dokładnie, mamo, pokaż jej swój sekretny przepis! Bo ostatnio ta sałatka Cezar była inna, niż my znamy – taka jakaś nijaka, mówiąc delikatnie.
Anna bez słowa cofnęła się i patrzyła, jak teściowa i szwagierka zajmują się kuchnią.
Andrzej i Wiktor już rozlokowali się w salonie, omawiając jakieś nowinki, a dzieci biegały po mieszkaniu, co chwilę coś rzucając.
Do wieczora mieszkanie wypełniło się hałasem, śmiechem i rozmowami. Irena zajęła honorowe miejsce przy stole i nieustannie dorzucała wszystkim jedzenia:
– Jedzcie, jedzcie! Wiem, że Ania rzadko gotuje porządnie, to się najedzcie!
Anna była zła, ale milczała. Zostało kilka godzin do północy i miała nadzieję, że po wybiciu Nowego Roku goście zaczną się zbierać do domu.
Zegar wybił dwunastą. Wszyscy się ściskali, składali życzenia, otwierali prezenty, jedli i pili. Zdawało się, że zabawa osiągnęła punkt kulminacyjny. A rodzina nawet nie pomyślała o tym, żeby wracać do siebie.
– To może pograjmy w coś? – zaproponował Wiktor.
– Super pomysł! – przytaknęła Natalia. – Jak kiedyś, za dawnych dobrych czasów!
Anna zerknęła na zegarek – była 01:30 w nocy. Dzieci zasnęły już na kanapie, okryte kocami. A dorośli zdawali się dopiero rozkręcać.
– Może to już późno? – zasugerowała ostrożnie Anna.
– Późno?! – zdziwiła się Irena. – Ależ skąd! Nowy Rok dopiero się zaczął! Andrzej, nalej mi czegoś jeszcze!
Andrzej od razu sięgnął po butelkę. Anna próbowała złapać jego spojrzenie, lecz on podekscytowany opowiadał coś Wiktorowi.
O trzeciej nad ranem Anna miała już dość. Bolała ją głowa, oczy się kleiły, była wyczerpana po całym dniu przygotowań i zwyczajnie chciała się wyspać.
– Andrzeju, mogę cię na chwilę? – zawołała go do kuchni.
– O co chodzi? – zapytał Andrzej, wyraźnie niezadowolony, że przerywa się jego wesołą rozmowę.
– Może zasugerujmy twoim rodzicom, że już jest późno i mogliby wrócić do siebie? Jest bardzo późno…
– Ania, no proszę cię, jak dziecko się zachowujesz? – Andrzej zmarszczył czoło. – Przecież wszyscy fajnie się bawią, po co się czepiasz?
– Nie czepiam się, tylko…
– Ania! – dobiegł głos Ireny z pokoju. – Chodź do nas, nie możemy zacząć gry bez ciebie!
Andrzej szybko wrócił do salonu, zostawiając Annę w kuchni. Spojrzała przez okno, gdzie śnieg cicho opadał na miasto, przykrywając je białym puchem.
Anna westchnęła i zaczęła sprzątać naczynia. Może do rana goście w końcu się rozejdą.
Ale 1 stycznia nie przyniósł ulgi. Gdy Anna wstała o dziewiątej rano, cała rodzina wciąż była obecna. Irena już przygotowywała śniadanie.
– Dzień dobry, synowo! – przywitała się teściowa. – Postanowiłam usmażyć racuszki, bo w twojej lodówce nic nie ma.
Natalia i Wiktor siedzieli w salonie, oglądając stary album ze zdjęciami, a dzieci znów biegały po mieszkaniu.
– A w ogóle – powiedziała Irena – to pomyśleliśmy, że może zostaniemy u was do jutra, odpoczniemy, pogadamy? Święta przecież długie, wyjedziemy dopiero za parę dni.
Anna poczuła, jak coś ściska jej serce. Jeszcze jeden dzień z rodziną? Nie da rady wytrzymać nawet kolejnych godzin tego „świętowania”.
– Andrzeju, możemy na chwilę? – Anna próbowała brzmieć spokojnie, choć ręce jej już drżały.
Andrzej, niechętnie, wyszedł z salonu.
– I znowu co? – zapytał.
Słyszałeś, co powiedziała twoja mama? Chcą zostać jeszcze na dobę! – powiedziała Anna.
Andrzej wzruszył ramionami:
– I co z tego? To przecież rodzina, Anno. Nie chcesz, żeby twoi krewni zostali z nami?
Anna wzięła głębszy oddech, próbując się uspokoić:
– Tu nie o to chodzi. Za dwa dni mam ważne spotkanie w pracy. Muszę się spokojnie przygotować i wyspać. Jak mam to zrobić, skoro w domu ciągle hałas?
– Rodzina to święto – odparł ostro Andrzej. – Trzeba trochę wytrzymać.
Z tymi słowami wrócił do salonu, zostawiając Annę w przedpokoju z narastającym uczuciem frustracji.
Do wieczora sytuacja stała się jeszcze bardziej napięta. Mieszkanie zamieniło się w przelotowy dworzec. Irena przejęła kuchnię i bezustannie rzucała krytyczne uwagi. Dzieci rozrzucały zabawki po całym salonie. Andrzej i Wiktor siedzieli i prowadzili niekończące się rozmowy.
– Andrzeju, musimy poważnie porozmawiać – Anna złapała go przy łazience.
– Znowu? – westchnął Andrzej.
– Tak, znowu! – w jej głosie dało się słyszeć ostry ton. – Sylwester już minął, pora pożegnać gości!
– Ciszej! – Andrzej rozejrzał się, by nikt nie słyszał.
– Niech słyszą! – Anna nie mogła już powstrzymać emocji. – To też mój dom! Mam prawo mieć tu spokój!
– Przecież nic złego nie robią – zaczął się tłumaczyć Andrzej. – Po prostu odpoczywają.
– „Po prostu odpoczywają”?! – Anna nie wytrzymała. – Twoja mama przemeblowała całą kuchnię, dzieci wszędzie porozrzucały zabawki, a ty…
– Co ja? – przerwał jej Andrzej.
– Ty z bratem coś tam sobie dyskutujecie, mnie to w ogóle nie interesuje! Nie słyszysz mnie! Zapomniałeś, że ja też mam prawo do odpoczynku? – Anna zrobiła krótką pauzę. – Trzeba coś z tym zrobić! Albo ty teraz to załatwisz, albo ja sama się tym zajmę!
Mąż milczał.
Anna więc sama poszła do salonu i poprosiła, by wszyscy spakowali swoje rzeczy i wrócili do siebie, bo jest zmęczona i chcieliby już z mężem odpocząć. Śmiało przyznała, że tak długie odwiedziny bardzo im przeszkadzają.
Teściowa oburzyła się, szwagierka też, szybko zebrali swoje rzeczy, a mąż szwagierki również się ubrał.
Matka wciąż powtarzała, że nie spodziewała się, że dzieci będą ją wyrzucać z domu, a Anna – choć było jej niezręcznie – nie zamierzała się cofać. Kazała Andrzejowi iść do sypialni i nie odzywać się.
Teściowa bardzo się obraziła, płakała jeszcze przy ubieraniu.
Gdy jednak cała rodzina wyszła, Anna poczuła ulgę. Wiedziała, że się na nią gniewają i że kiedyś będzie musiała próbować odbudować relacje, ale czyż nie miała racji? Czyż faktycznie w czymś zawiniła wobec rodziny męża?
Mąż przez długi czas nalegał, by zadzwoniła do jego matki i przeprosiła. Tylko czy Anna naprawdę musi przepraszać? Przecież była dla nich gościnna.
