Babcia z zasady nie otworzyła drzwi wnukowi z kwiatami, które przyniósł jej z okazji urodzin

Wczoraj wydarzyła się sytuacja, która osobiście mnie całkowicie zaskoczyła. Nie zdarzyło się to ze mną, ale z moją przyjaciółką. Zadzwoniła do mnie późnym wieczorem i prawie ze łzami w oczach opowiedziała, jak była była teściową nie otworzyła drzwi swojemu synowi (swojemu własnemu wnukowi), będąc w domu. Nie otworzyła z zasady.

Moja przyjaciółka jest rozwiedziona od około 8 lat. Ma dwójkę dzieci z tego związku, obecnie chłopcy mają 13 i 15 lat, już są dorosli. Ponownie nie wyszła za mąż.

Były mąż wyjechał do innego kraju rok po rozwodzie. Płaci alimenty na dzieci.

Rodzina byłego męża (teściowie) mieszka z nią na tej samej ulicy. Relacje z nimi nie układały się od początku, a po rozwodzie jeszcze bardziej się pogorszyły.

Pierwsze kilka lat nie rozmawiali ze sobą w ogóle. Nawet jeśli przypadkiem spotykali się na ulicy, udawali, że się nie widzą. Mimo że moja przyjaciółka nie żywiła do nich żadnych złych uczuć i była smutna, że nawet wnukami ich nie interesuje, mieszkając kilka domów od siebie. Przeżywała to nie za siebie, ale za dzieci, które byli ignorowani przez swojego dziadka i babcię.

Potem była była teściowa poważnie zachorowała. I chyba na tym tle jej sumienie się obudziło. Ogólnie rzecz biorąc, ich relacje zaczęły się układać na ludzki sposób.

Nie stali się bliskimi, ale chociaż zaczęła odwiedzać wnuki w dni urodzin, czasami wpadali, aby pozdrowić babcię i dziadka. Parę razy zabierała chłopców do siebie na działkę.

Od czasu, kiedy relacje się jakoś unormowały (było to już około 4 lata temu), moja przyjaciółka co roku kupowała pudełko dobrych cukierków, ładny bukiet kwiatów i wysyłała starszego syna, aby pogratulować babci z okazji urodzin.

Ale 7 miesięcy temu nagle pojawił się były mąż. Przyjaciółka opowiada, że sto lat nie dzwonił w południe, a tu zaczął dzwonić, rozmawiać z dziećmi przez wideokonferencję. Kilka razy do niej dzwonił i próbował się jakby “przyczołgać” ponownie. Miał tam współlokatora, ale chyba się z nim nie dogadał, teraz jest sam. Mówił, że niedługo wróci na ojczyznę.

Mówi mi, że wygląda źle, widać, że zaczął pić, chudy, zaniedbany. Nie ma żadnych uczuć ani chęci wrócić do niej. Ogólnie nie jest jej miło rozmawiać z nim, choć dzieciom nie zabraniała. Ona od dawna ma swoje życie, nie chce wracać do przeszłości.

Niedawno znów do niej dzwonił i znowu próbował coś “odnowić”. Przyjaciółce się to znudziło, i żeby podobne rzeczy się nie powtarzały, powiedziała mu wprost, że wszystko dawno się skończyło, jest zapomniane i żadnych szans mu nie da. Poprosiła, żeby jej więcej nie truć życia. Pokazała mu jednoznacznie, że nic z tego nie będzie.

Wczoraj była u byłej teściowej urodziny. Przyjaciółka, jak zawsze, kupiła cukierki, ładny bukiet kwiatów i wysłała starszego syna, aby pogratulować. Ale ta nie otworzyła drzwi.

Oczywiście, można by pomyśleć, że jej nie ma w domu. I pewnie by tak pomyśleli, gdyby nie jedno ale. Kiedy syn szedł do jej domu, widział, jak migocze na kuchni. Wieczorem już było ciemno, a w płonącym oknie wyraźnie widać było sylwetkę.

Ale sprytna babcia pewnie obraziła się znowu na byłą synową, że nie chciała przyjąć jej synka (na pewno omawiali to między sobą), i znowu postanowiła zorganizować bojkot wnukom.

Kiedy syn wrócił do domu i opowiedział o tym, przyjaciółka zaczęła dzwonić do niej, żeby wyjaśnić, co za głupoty wyprawia, ale ta nawet nie podniosła słuchawki.

Aby się upewnić, że z teściową wszystko w porządku i że nie otworzyła drzwi z zasady, gdzieś za godzinę przyjaciółka zadzwoniła do niej z nieznajomego numeru (weszła do sąsiadki), a ona odpowiedziała radosnym głosem.

Przyjaciółka nie powstrzymała się od wyzwisk, powiedziała wszystko, co myśli, że robi bardzo wstrętne rzeczy, bo dzieci nie są winne niczemu i nie zasługują na takie traktowanie od własnej babci tylko dlatego, że między ich ojcem a matką jest konflikt.

Określiła ją mianem głupiej (to delikatnie mówiąc), że pozbawia dzieci ojca, który zdecydował się wrócić i odbudować rodzinę.

Ogólnie rzecz biorąc, pokłócili się do krwi.

A ja teraz myślę, co to za ludzie… Pewnie teściową można by było bezlitośnie krytykować. Ale jak można tak traktować wnuki. Gdy własny wnuk stoi przed drzwiami z kwiatami – spojrzeć mu w oczy i nie otworzyć… co jest w duszy takich ludzi?

Wydaje mi się, że takie osoby nic nie naprawią, mają zbyt ciemne serce.