Będę pomagać synowi, ale synowej – nie!

Ania praktycznie nigdy nie odbierała telefonów od pani Niny. Po pewnym czasie to jej mąż sam dzwonił do swojej matki. Nawet kiedy teściowa przychodziła w odwiedziny, Ania natychmiast znajdowała sobie zajęcie, byleby tylko nie siedzieć w domu.

– Kiedy u was wszystko jest w porządku, to nawet o mnie nie pamiętacie – mówiła pani Nina. – Synowa ciągle mnie unikała, nigdy nie chciała ze mną rozmawiać. A ja nigdy jej nic złego nie powiedziałam. Kiedy dzwonię do syna, mówi: „Mamo, nie mam czasu. Jeśli to coś ważnego, mów szybko”. Ale gdy pojawiają się problemy, od razu do mnie biegną.

– Czego chcieli?

– Kiedyś przyszedł do mnie syn i powiedział, że potrzebuje młotka i gwoździ. To mnie zdziwiło, bo przecież wynajmują mieszkanie na umowę, więc żadnych remontów nie mogą robić. A potem zapytał: „Mamo, pozwól nam zamieszkać u ciebie z żoną. Możemy?”. Po dziesięciu minutach dowiedziałam się, że właścicielka mieszkania ich wyrzuciła, bo nie płacili. Ania jest w tej chwili na urlopie macierzyńskim.

– Co tu dużo mówić? Będzie się działo w twoim mieszkaniu.

– Odmówiłam, nie chcę, żeby u mnie mieszkali. Syn może zamieszkać, nie żałuję mu miejsca i może zabierać wnuczkę ze sobą. Ale jego żony tutaj nie chcę widzieć, niech jedzie do swoich rodziców.

Pani Nina ma trzypokojowe mieszkanie. Jest jej własnością, kiedyś kupili je razem z byłym mężem.

Mieszkanie, choć duże i przestronne, jest bardzo skromne. Mąż odszedł od pani Niny dziewięć lat temu do innej kobiety.

Jeszcze w czasach studenckich syn wyprowadził się do akademika. Od tego czasu zaczął żyć na własny rachunek. Po pewnym czasie syn poznał Anię. Zaczęli się spotykać i wkrótce wynajęli mieszkanie, gdzie zamieszkali razem.

Po dwóch latach wzięli ślub i oficjalnie zarejestrowali związek.

Zaraz po ślubie młodzi chcieli wziąć kredyt hipoteczny. Jednak coś poszło nie tak i nic z tego nie wyszło.

Pewnego dnia zapytałam ich, co zamierzają zrobić z domem, a w odpowiedzi usłyszałam:

– Mamo, nie wtykaj nosa w nie swoje sprawy. Sami sobie poradzimy.

Pani Nina od pierwszych chwil znajomości z synową nie potrafiła się z nią dogadać. Chociaż nic krytycznego się nie wydarzyło, mniej więcej rozmawiały ze sobą spokojnie. Ale czuć było napięcie między nimi.

– Na początku bardzo się przejmowałam, dlaczego synowa tak mnie traktuje, ciągle mnie ignoruje. Nieraz pytałam syna, co jest ze mną nie tak. Odpowiadał, że Ania po prostu nie jest towarzyska i żebym się tym nie przejmowała.

– Bardzo w to wątpiłam, bo skoro wyszła za mojego syna, to znaczy, że umie i lubi rozmawiać. Dlaczego więc tak trudno jest jej się ze mną przywitać, odpowiedzieć na proste pytania? Przecież nie gryzę.

Ania bardzo rzadko odbiera telefon, kiedy dzwoni teściowa. Dlatego zwykle syn później oddzwania do matki. Synowa nigdy nie przychodzi do pani Niny w odwiedziny i zawsze wychodzi z domu, gdy teściowa ma przyjść do nich.

Kiedy urodziła się wnuczka, nic się nie zmieniło. Pani Nina bardzo czekała na przyjście wnuczki na świat. Chciała być najlepszą babcią. Jednak synowa szybko dała do zrozumienia, że tak nie będzie. Ania ograniczyła kontakt wnuczki z babcią do minimum.

– Żeby móc przyjść i zobaczyć się z własną wnuczką, musiałam zdobyć pozwolenie, ale to zdarzało się bardzo rzadko. Widzimy się bardzo rzadko, dziecko mnie prawie nie rozpoznaje. Ania ciągle sama z nią siedzi, prawie nigdy nie mają gości.

Rodzice Ani mieszkają bardzo daleko. W ogóle nie interesują się ani dziećmi, ani wnuczką. Pani Nina również przestała się narzucać i zabiegać o spotkania.

– Może czasami przesadzałam, ale po prostu chciałam zobaczyć wnuczkę! Może to lepiej, że nie jestem zbyt mocno związana z dzieckiem.

U mojego syna zaczęły się problemy. U Ani kończy się urlop macierzyński, ale niedawno dowiedzieli się, że pracy już dla niej nie ma. W firmie, w której pracował syn, również doszło do redukcji etatów i on też został zwolniony.

Kilka dni temu właścicielka mieszkania dała im tydzień na wyprowadzkę. Planuje sprzedać mieszkanie. Jasne jest, że skoro syn nie ma pracy, to nie ma też pieniędzy, żeby wynająć nowe mieszkanie. Dlatego przyszedł do mnie, żebyśmy ich przyjęli.

Pani Nina przypomniała sobie wszystkie przeszłe urazy:

– Jeszcze trzy dni temu nie odbierali moich telefonów, nie chcieli mnie widzieć, a teraz nagle sobie o mnie przypomnieli! Mam tylko jedno wyjście – syn i wnuczka mogą u mnie zamieszkać, ale synowa niech jedzie do swoich rodziców. Do mojego mieszkania jej nie wpuszczę!

– Dlaczego tak uparłaś się? – pytała przyjaciółka. – Twój syn potrzebuje pomocy.

– Synowi pomogę! – odpowiedziała pani Nina. – Niech weźmie córkę i przeprowadza się do mnie. Ania niech jedzie do swoich rodziców!

– Wiesz dobrze, że syn tak szybko nie znajdzie pracy. Może minąć dużo czasu. A święta już za pasem.

– To nie moje problemy, nie interesują mnie – odpowiedziała pani Nina.

Mało prawdopodobne, żeby synowa, nawet gdyby przeprowadziła się do teściowej, zmieniła swoje nastawienie.

Co sądzicie o tej sytuacji? Czy pani Nina postąpiła słusznie?