Bogata swatowa postawiła swoje warunki przed ślubem dzieci, a ja znalazłam się w sytuacji bez wyjścia

Samodzielna działalność człowieka jest podstawą jego rozwoju osobistego i samookreślenia. Mówiąc inaczej, “ile pracujesz, tyle zarabiasz”. W dzisiejszych czasach, niestety lub na szczęście, ta zasada nie zawsze działa. Klasyczny pracuś może harować na trzy zmiany i zarabiać grosze. A kreatywny leniuch zgarnie fortunę.

Z powodu takiej nierówności społecznej często pojawiają się nieporozumienia w codziennym życiu. Starszemu pokoleniu trudno zrozumieć, dlaczego ich dzieci nie chcą pracować fizycznie. A młodsze pokolenie coraz częściej staje się nieprzystosowane do dorosłego życia. Wszystko dlatego, że współczesna działalność ludzi jest wynagradzana nierównomiernie.

Mój mąż, świętej pamięci Andrzej, był bardzo mądrym, uczciwym i pracowitym człowiekiem. Niestety, opuścił nas 14 lat temu. Od tego czasu nasza rodzina boryka się z problemami. Andrzej zajmował dobrą posadę w urzędzie miejskim i był bardzo szanowany. Dzięki temu jeszcze za życia nasze państwo przyznało mu trzypokojowe mieszkanie w dobrej dzielnicy.

W tym mieszkaniu mieszkamy do dziś. Mam na myśli siebie i dwie córki: Annę i Marię. Niestety, tak się złożyło, że nie mogłam znaleźć pracy odpowiedniej do moich możliwości. W młodości udało mi się skończyć tylko szkołę średnią, a na studia zabrakło miejsc na budżecie. Poza tym poznałam mojego przyszłego męża, więc nie miałam czasu na zdobycie porządnego wykształcenia.

Dobrze, że jako wdowa miałam prawo do wsparcia finansowego. Przez pewien czas utrzymywałam się z tej pomocy. Później znajomy mojego męża załatwił mi pracę w biurze na pół etatu, co poprawiło moją sytuację finansową. Szanuję mężczyzn, którzy cenią starą przyjaźń. Teraz mam 56 lat i stoję przed nowym problemem, którego nigdy wcześniej nie przewidywałam.

Chodzi o to, że moje córki dorosły i, jak można się domyślić, mają już swoich adoratorów. Starsza córka Anna postanowiła wyjść za mąż. Kilka razy widziałam jej narzeczonego, wydaje się być porządnym młodzieńcem. Jest asystentem stomatologa z perspektywą zostania lekarzem. Może nie jestem specjalistką w tych sprawach, ale leczenie zębów zawsze było kosztowne. Ten wybór bardzo mi się podobał.

Główna trudność Największy problem to jednak Barbara, moja przyszła swatka. Jest to kobieta z dość specyficznym charakterem. Pochodzi z wiejskiej rodziny i kiedyś z powodu biedy wyjechała za granicę, by zarabiać. Miała szczęście znaleźć tam dobrą pracę, a po 16 czy 17 latach wróciła do kraju z pieniędzmi. Zainwestowała w biznes i teraz żyje na bardzo wysokim poziomie.

Ale z powodu doświadczeń z młodości teraz traktuje wszystkich z wyższością i pogardą. Przynajmniej takie odniosłam wrażenie. Spotkałyśmy się z Barbarą w kawiarni, by omówić szczegóły dotyczące wesela. Powiem wprost, ta kobieta potrafi wywierać presję i negocjować jak nikt inny.

Barbara zaczęła od tego, że rozumie naszą trudną sytuację finansową. Dlatego zgodziła się zapłacić za wystawne wesele w najlepszej restauracji w mieście. Jedzenie, napoje, atrakcje — wszystko miało być po stronie pana młodego. Ale młodzi muszą gdzieś mieszkać, najlepiej w przestronnym miejscu, bo za rok czy dwa pojawią się dzieci, a ciasnota nie sprzyja rodzinie.

W związku z tym Barbara zaproponowała, abym wyszła naprzeciw szczęściu córki. Konkretnie chodziło o zamianę naszego mieszkania na coś większego. Miałam wybór: albo oddaję mieszkanie młodym, a swatka znajdzie dla mnie coś innego, albo sprzedaję mieszkanie Barbarze, a pieniędzmi dysponuję według własnego uznania.

Oczywiście, biorąc pod uwagę, że wesele opłaca jej strona, a młodym chce dać prezent, za moje mieszkanie nie zapłaci pełnej ceny. Ale według niej to uczciwy kompromis dla wszystkich. Tak czy inaczej, ja i Maria, moja młodsza córka, zostajemy bez swojego domu.

Wyprowadzka z mieszkania, które otrzymałam po mężu, to ostatnia rzecz, na którą mam ochotę. Nie po to przez te lata za nie płaciłam, by teraz je opuścić. Podoba mi się nasza okolica, infrastruktura. Rozumiem, że moglibyśmy zamienić je na niezłe dwupokojowe mieszkanie z dopłatą, ale to już nie to samo. Co mam zrobić, skoro Barbara nie zgadza się na inne rozwiązania, a Anna prosi mnie o zgodę?

Mam wrażenie, że Barbara celowo upatrzyła sobie nasze mieszkanie, by jej syn mógł w nim zamieszkać. Jak postąpić w tej sytuacji, skoro każda decyzja doprowadzi do niezadowolenia którejś z córek? Bardzo chciałabym tego uniknąć.