Była ósma rano, kiedy kierowca podwiózł mnie pod samą bramę. Zaczęliśmy wnosić torby na podwórze, gdy nagle zobaczyłam, że podjeżdża kolejny samochód i zatrzymuje się za busem. Byłam bardzo zdziwiona, ponieważ nikogo się nie spodziewałam. Córka z zięciem uprzedzili mnie, że są w pracy i nie będą mogli mnie odebrać, więc nawet nie wyobrażałam sobie, kto to mógłby być. Jednak długo nie musiałam się zastanawiać, ponieważ na moim podwórzu pojawił się Michał, mój były mąż, którego nie widziałam od 17 lat.
Autobus dowiózł mnie i inne pracujące za granicą kobiety do Łodzi, a tam nas rozdzielili do mniejszych busów, które rozwoziły nas w zależności od kierunku. Najważniejsze było, żeby nie pomylić walizek przy przesiadce, a bagażu było sporo. Sama miałam aż 8 dużych toreb.
Gdybyście tylko wiedzieli, jak bardzo chciałam wrócić do domu! Liczyłam dni, kiedy w końcu postawię nogę na swoim podwórku. Spędziłam ostatnie 17 lat w Wielkiej Brytanii na zarobku i postanowiłam, że czas zakończyć tę przygodę.
Praca za granicą to dobra rzecz, dzięki niej wiele osiągnęłam. Kupiłam córce mieszkanie, podarowałam zięciowi samochód, a dla siebie odbudowałam dom na wsi. Te 17 lat w Londynie nie poszło na marne.
Wracając do domu, wspominałam, jak to wszystko się zaczęło. Wtedy miałam 37 lat, a teraz mam już 54. Mogłabym jeszcze pracować, ale po prostu nie chciałam. Czułam, jakby jakaś siła ciągnęła mnie do domu. W Wielkiej Brytanii udało mi się trochę zaoszczędzić, więc postanowiłam otworzyć mały sklepik i z tego żyć.
Córka popierała moją decyzję i od dawna namawiała mnie do powrotu, ale wtedy nie rozumiałam jej uporu. Dopiero później zdałam sobie sprawę, że robiła to nie bez powodu.
Była ósma rano, kiedy kierowca dowiózł mnie pod samą bramę. Wnosiliśmy bagaże na podwórze, kiedy nagle zobaczyłam, że podjeżdża kolejny samochód i zatrzymuje się za busem.
Byłam bardzo zaskoczona, bo nikogo się nie spodziewałam. Córka i zięć uprzedzili, że są w pracy i nie mogą mnie odebrać, więc nie miałam pojęcia, kto to może być.
Nie musiałam długo się zastanawiać, bo na moje podwórze wszedł Michał – mój były mąż, którego nie widziałam od 17 lat.
Nie mogłam uwierzyć własnym oczom, bo bardzo się zmienił, prawie go nie poznałam. W głowie kłębiły się myśli: skąd on się tu wziął? Jak wiedział, że wracam? Co to za samochód? I dlaczego wygląda tak inaczej?
Gdy wychodziłam za mąż, miałam 18 lat, a Michał był ode mnie starszy o 6 lat. Przekonywał mnie, że kiedy zostanę jego żoną, będę żyć jak w bajce.
Nie myślałam długo – zgodziłam się, bo bardzo mi się podobał. Była to moja pierwsza prawdziwa miłość. Moi rodzice przekazali mi w spadku dom, w którym zamieszkaliśmy z Michałem.
Jednak życie małżeńskie nie wyglądało tak, jak obiecywał. Michał miał ciągłe problemy z pracą. Na początku pomagali nam rodzice, ale gdy zobaczyli, że Michał nigdy nie stanie na własnych nogach, przestali nas wspierać.
Musieli jednak wrócić do pomocy, gdy urodziłam dziecko, a Michał nie był w stanie nas utrzymać. Rozkładał tylko ręce, mówiąc, że robi, co może, ale w rzeczywistości nic nie robił.
Czekałam, aż dziecko podrośnie, a gdy córka skończyła szkołę, zaczęłam mówić o wyjeździe za granicę. Ale najpierw rozwiodłam się z mężem, bo nie chciałam go dalej utrzymywać.
Do czasu ślubu córki zdążyłam kupić mieszkanie. Na weselu dumnie wręczyłam młodym klucze. Później zaczęłam myśleć o sobie. Dzieci pomogły mi wyremontować mój dom. Odłożyłam też trochę na rozpoczęcie małego biznesu. Postanowiłam, że teraz trochę pożyję dla siebie.
I wtedy pojawił się Michał. Rzeczywiście bardzo się zmienił. Powiedział, że moja decyzja o rozwodzie mocno na niego wpłynęła, i on także wyjechał za granicę. Zarobił na dom i samochód.
Michał najpierw odnalazł naszą córkę i zaczął się z nią kontaktować. To ona powiedziała mu, że wracam do domu, a on poprosił ją o pomoc w naszym pogodzeniu. Córka zorganizowała więc nasze spotkanie.
Michał ma plan – prosi, żebym do niego wróciła i zamieszkała z nim w jego domu. A mój dom proponuje oddać naszej córce.
Słowa Michała brzmią ładnie i, szczerze mówiąc, jestem pod wrażeniem. Ale wewnętrznie czuję, że z tego nic nie wyjdzie, choć przyznaję, że Michał bardzo się zmienił, stał się takim, jakiego chciałam widzieć kiedyś. Tylko teraz jest już za późno.
Nie wiem, co robić. Córka bardzo prosi, żebym się z nim pogodziła, a Michał od mojego powrotu wciąż to proponuje. Ale ja nie jestem pewna. Może ktoś mi powie, co to za strach? Przecież Michał jest teraz dobrym człowiekiem, każda kobieta by go przyjęła.
Co mi radzicie? Zaryzykować jeszcze raz?
