Byłam z biednej, wielodzietnej rodziny, nigdy nie mieliśmy pieniędzy. Poznałam swojego męża na uniwersytecie. Postanowiliśmy się pobrać. Jednak przyszła teściowa mnie nie zaakceptowała
Poznaliśmy się na uniwersytecie. Był o dwa lata starszy ode mnie. Po dwóch latach znajomości zdecydowaliśmy się na ślub. Nie myślałam jednak, że tak bardzo nie zostanę zaakceptowana w rodzinie Pawła. Problem polegał na tym, że pochodzę z biednej, wielodzietnej rodziny. Swojego ojca wcale nie pamiętam, odszedł od nas, gdy byłam jeszcze mała, a matka została z czterema dziećmi. Kilka lat później zachorowała i zmarła. Trzech braci zostało oddanych do internatu, a ja zostałam u babci.
Stara kobieta nie darzyła mnie zbytnio miłością, zawsze mówiła, że jestem dla niej ciężarem. Dlatego musiałam sama dbać o siebie. Żyliśmy z pensji babci, czasem nawet na chleb ledwo nam starczało. Ukończyłam szkołę z wyróżnieniem i dostałam się na darmowe studia na lokalnym uniwersytecie. To tam spotkałam mojego przyszłego męża.
Kiedy Paweł oświadczył się, byłam w siódmym niebie z szczęścia. Marzyłam o skromnym weselu i wspólnym, szczęśliwym życiu. Jednak nie wszystko układa się tak, jakbyśmy tego chcieli. Kiedy Paweł zaprosił mnie, by poznać jego rodziców, byłam bardzo podekscytowana, denerwowałam się i chciałam im się spodobać.
Gdy tylko przekroczyliśmy próg domu jego rodziców, przyszła teściowa spojrzała mi prosto w oczy i powiedziała, żebym nie traciła swojego czasu i czasu jej syna, i żebym się z domu wyniosła. Nie potrzebowali takiej biedaczki, która nie jest godna ich syna. Byłam w tym momencie tak wstrząśnięta, że po prostu nie wiedziałam, co zrobić.
Dwa miesiące po wizycie u rodziców zdecydowaliśmy się wziąć ślub. Postanowiliśmy uczcić to wydarzenie w skromny sposób. Wciąż miałam nadzieję, że rodzice mojego męża zmienią zdanie, przyjdą i po prostu przeproszą za swoje zachowanie. Oni mnie zupełnie nie znają. Czy osoba z biednej rodziny to już jakaś plama?
Staram się jak mogę dla ich syna – gotuję, pierzesz. Uważam się za niezłą gospodynię, mimo że mieszkamy w wynajmowanym pokoju. Jednak rodzice Pawła tak i nie pojawili się. Byłam z tego powodu zraniona dla nas obojga. Czy teściowej naprawdę zależało na tym, by para dla jej syna pochodziła z zamożnej rodziny? Czy nie rozumiała, że szczęście nie polega na tym?
Następnego dnia zadzwoniła i powiedziała, żeby syn nawet nie śmiał przychodzić i prosić o pomoc, ponieważ nigdy nie zaakceptują takiej synowej jak ja. Później dowiedziałam się, że teściowa chciała przedstawić swojego syna w zupełnie inny sposób – jako kogoś z bogatej i szanowanej rodziny. Opowiadała wszystkim, że jestem biedna i oczarowałam jej jedynego syna. Że przy mnie będzie żył w biedzie i nigdy nie będziemy mieć nic.
Po ukończeniu uniwersytetu, wraz z mężem wyjechaliśmy za granicę, by pracować. Tam zostaliśmy. Obecnie mamy dwoje wspaniałych dzieci – Marię i Michała. Niedawno kupiliśmy własny dom. Obaj mamy samochody.
Pewnego razu teściowa próbowała dzwonić, prosić o przebaczenie, mówiąc, że popełniła błąd i chciała jak najlepiej. Prosiła, bym przywiozła wnuki do poznania. Jednak mój mąż odpowiedział jej, że nic od niej nie potrzebuje i że wnuków jej nie zobaczą.
