— Chyba chcę rozwodu — cicho powiedziała Elżbieta

Wiktor siedział w kuchni, zamyślony, wpatrując się w okno. Jego żona, Elżbieta, krzątała się przy kuchence, przygotowując kolację. Zwykły wieczór, jak setki wcześniejszych. Ale tego dnia coś się zmieniło.

– Ela, musimy porozmawiać – powiedział Wiktor cicho.

Elżbieta odwróciła się, wycierając ręce o fartuch. – Co się stało, Wiktorze?

– Nie mogę już tak dłużej. Ta rutyna… ona mnie zabija. Musimy coś zmienić w naszym życiu.

Elżbieta zmarszczyła brwi. – Co masz na myśli, mówiąc “zmienić”? Wszystko jest w porządku, stabilnie. Czego ci brakuje?

– Czuję, że życie ucieka mi przez palce. Każdy dzień wygląda tak samo – praca, dom, telewizor, sen. I tak w kółko. Chcę czegoś nowego, jakichś emocji – Wiktor mówił coraz żywiej.

– Jesteś poważny? – Elżbieta usiadła obok. – Wiktorze, nie mamy już dwudziestu lat. Mamy rodzinę, dzieci. Jakich jeszcze emocji potrzebujesz?

– Nie wiem, Elu. Może powinniśmy zacząć podróżować, znaleźć nowe hobby, częściej spotykać się z przyjaciółmi…

– Z jakimi przyjaciółmi? Przecież sam mówiłeś, że zerwałeś z nimi kontakty – zdziwiła się Elżbieta.

– Właśnie dlatego! Trzeba to naprawić! – Wiktor uderzył pięścią w stół, co sprawiło, że Elżbieta lekko się wzdrygnęła.

Pokręciła głową. – Wiktorze, nie podejmuj pochopnych decyzji. Pomyśl. Może to tylko kryzys wieku średniego?

Ale Wiktor już jej nie słuchał. W jego oczach pojawił się blask, którego Elżbieta nie widziała od wielu lat.

Minęło kilka tygodni. Wiktor zaczął wprowadzać drobne zmiany w swoim życiu – po pracy zaczął dłużej zostawać z kolegami, czasem odwiedzał bar, by wypić piwo.

Elżbieta nie przywiązywała do tego większej wagi, myśląc, że to chwilowe. Ale kiedy Wiktor oznajmił, że w weekend jedzie na ryby z nowym znajomym, zaczęła się martwić.

– Nigdy nie lubiłeś wędkować – powiedziała zdziwiona.

– Postanowiłem spróbować. Może mi się spodoba – uśmiechnął się Wiktor, pakując plecak.

– A co z naszymi planami? Mieliśmy jechać na działkę i posadzić kwiaty…

– Ela, jakie kwiaty? Przecież mówiłem, że chcę zmian. Zacznę od małych rzeczy – Wiktor pocałował ją w policzek i wyszedł z domu.

Elżbieta została w korytarzu, nie wiedząc, co myśleć. Czuła, że traci kontrolę nad sytuacją, co ją przerażało.

Wieczorem Wiktor wrócił zadowolony, pachniał dymem ogniska i, o dziwo, nie miał żadnych ryb. Na pytania żony odpowiadał wymijająco, ale z entuzjazmem opowiadał o urokach przyrody i o tym, jak wspaniale było “odciąć się od cywilizacji”.

– Wiesz, Ela, czuję się, jakbym się na nowo urodził – powiedział, zasypiając. – Musimy kiedyś wyjechać razem.

Elżbieta leżała obok, patrząc w sufit. Nie podzielała jego entuzjazmu. Było jej dobrze w ich spokojnym, ustabilizowanym życiu i nie rozumiała, dlaczego Wiktor chce coś zmieniać.

Mijały miesiące. Wiktor spędzał coraz więcej czasu poza domem. Miał nowych znajomych, z którymi jeździł na ryby, chodził na wędrówki, odwiedzał różne wydarzenia. Elżbieta czuła się coraz bardziej samotna i niezrozumiana.

Pewnego wieczoru, kiedy Wiktor znowu szykował się do wyjścia, Elżbieta nie wytrzymała.

– Wiktorze, musimy porozmawiać – powiedziała poważnie.

Wiktor westchnął. – Ela, tylko nie zaczynaj znowu kazań, dobrze?

– Jakich kazań? Chcę tylko zrozumieć, co się dzieje. Całkowicie się oddaliłeś od rodziny. Prawie się nie widujemy, nie rozmawiamy…

– O czym mielibyśmy rozmawiać, Elu? O tym, jakie kwiaty posadziłaś na działce? Albo o nowym serialu, który oglądasz? – Wiktor odpowiedział z irytacją.

Elżbieta była zszokowana. – Czyli nie interesuje cię moje życie?

– Nie o to chodzi. Po prostu… chcę żyć, rozumiesz? A nie tylko istnieć. Próbowałem cię wyciągnąć z tej monotonii, zapraszałem cię, ale ty nie chcesz nic zmieniać!

– Bo mnie jest dobrze tak, jak jest! – niemal krzyknęła Elżbieta. – Dlaczego nie możesz tego zrozumieć?

– A dlaczego ty nie możesz zrozumieć mnie? – odpowiedział Wiktor.

Stali naprzeciwko siebie, a między nimi wydawała się rosnąć niewidzialna ściana.

– Wiesz co – cicho powiedziała Elżbieta – idź, dokąd chcesz. Nie będę cię zatrzymywać.

Wiktor milcząc, wziął kurtkę i wyszedł. Elżbieta opadła na kanapę, czując, jak po policzkach płyną jej łzy.

Minęło kilka miesięcy. Wiktor i Elżbieta żyli jak obcy pod jednym dachem. On spędzał większość czasu poza domem, ona skupiła się na pracy i opiece nad dziećmi, które, choć już dorosłe, wciąż potrzebowały matczynej troski.

Pewnego wieczoru Wiktor wrócił później niż zwykle. Czuć było od niego alkohol, choć nie był pijany, tylko lekko wstawiony.

– Elu, nie śpisz? – zapytał, zaglądając do sypialni.

Elżbieta siedziała w fotelu z książką. – Nie, jak widzisz.

– Słuchaj, myślałem… Może pojedziemy gdzieś razem? Planuję z chłopakami wyjazd w góry, mogłabyś…

– Nie – przerwała mu ostro Elżbieta. – Nigdzie nie pojadę.

Wiktor westchnął. – Ela, ile to jeszcze potrwa? Próbuję odbudować nasze relacje.

– Odbudować relacje? – Elżbieta odłożyła książkę. – A to, że miesiącami znikasz, to, według ciebie, jest odbudowywanie relacji?

– Nie znikam! Żyję pełnią życia! I zapraszam cię do tego świata! – Wiktor zaczynał się irytować.

– Nie, Wiktorze. Żyjesz swoim życiem. Ja już dawno przestałam w nim istnieć – odpowiedziała gorzko Elżbieta.

– Bo sama tego nie chcesz!

– A może to ty nie chcesz być częścią mojego życia?

Patrzyli na siebie, oboje rozumiejąc, że to koniec.

– Wiesz co – powiedziała cicho Elżbieta – chyba chcę rozwodu.

Wiktor nie sprzeciwił się. Po prostu skinął głową i wyszedł z pokoju.

Rozwód przebiegł zaskakująco spokojnie. Dzieci, które były już dorosłe, ze zrozumieniem przyjęły decyzję rodziców. Wiktor przeprowadził się do starego mieszkania swoich rodziców, które przez długi czas stało puste.

Pierwsze tygodnie po rozwodzie czuł dziwną pustkę. Wolność, do której tak dążył, nagle wydała mu się mniej pociągają

ca. Jednak z czasem zaczął układać sobie nowe życie.

Wiktor zajął się remontem mieszkania. Sam wybierał meble, malował ściany, wymieniał instalacje. To zajęcie niespodziewanie go wciągnęło.

– Kto by pomyślał, że ja, informatyk, będę czerpał przyjemność z pracy fizycznej – śmiał się, opowiadając kolegom o swoich postępach.

Elżbieta także nie stała w miejscu. Po rozwodzie postanowiła, że czas na zmiany w jej życiu. Zapisala się na kursy językowe, o których od dawna marzyła, ale zawsze odkładała je na później.

– Mamo, jesteś niesamowita – mówiła jej córka. – Cieszę się, że znalazłaś coś, co sprawia ci radość.

Elżbieta uśmiechała się. Sama nie przypuszczała, że nauka przyniesie jej tyle satysfakcji.

Minął rok. Wiktor siedział w barze z kolegami, świętując zakończenie projektu. Już miał się zbierać do wyjścia, kiedy jego wzrok padł na kobietę siedzącą przy stoliku przy oknie.

– Niemożliwe – mruknął pod nosem.

Za stolikiem siedziała Elżbieta. Wyglądała inaczej. Jej włosy były starannie ułożone, miała delikatny makijaż i elegancką sukienkę. Przed nią stał kieliszek wina.

Wiktor podszedł do jej stolika.

– Cześć – powiedział.

Elżbieta podniosła wzrok i uśmiechnęła się. – Cześć, Wiktorze.

– Mogę się dosiąść?

– Oczywiście.

Patrzyli na siebie, nie wiedząc, od czego zacząć rozmowę.

– Świetnie wyglądasz – powiedział w końcu Wiktor.

– Dziękuję. Ty też – odpowiedziała Elżbieta.

– Nie spodziewałem się cię tu zobaczyć – uśmiechnął się Wiktor.

– Ja ciebie też – zaśmiała się Elżbieta. – Wiesz, miałeś rację. Czasem rzeczywiście warto coś zmienić w życiu.

Wiktor skinął głową. – A ja zrozumiałem, że nie zawsze zmiany muszą być radykalne.

Rozmawiali długo – o pracy, o dzieciach, o swoich nowych pasjach. Oboje czuli ulgę, że mogą po prostu porozmawiać, bez pretensji i żalu.

Kiedy wyszli z baru, było już ciemno. Wiktor zaproponował, że odprowadzi Elżbietę do domu.

– Wiesz – powiedział w drodze – często myślałem o tym, co się między nami wydarzyło. Może byłem zbyt egoistyczny, wymagając od ciebie zmian.

Elżbieta pokręciła głową. – A ja byłam zbyt uparta, nie chcąc niczego zmieniać. Oboje popełniliśmy błędy, Wiktorze.

Zatrzymali się przed jej blokiem.

– Dziękuję za wieczór – powiedziała Elżbieta. – Było… zaskakująco miło.

Stali przez chwilę w milczeniu, patrząc na siebie. W powietrzu wisiało coś niewypowiedzianego, ale już nie ciężkie, jak kiedyś, a raczej ciepłe i nostalgiczne.

– No cóż – powiedział Wiktor – czas się pożegnać.

Zrobił krok do przodu i delikatnie pocałował Elżbietę w policzek. Pachniała znajomymi perfumami, i przez chwilę Wiktorowi wydawało się, że czas się cofnął. Ale było to tylko przelotne wrażenie.

– Do zobaczenia w barze! – powiedział z uśmiechem, odchodząc.

Elżbieta nic nie odpowiedziała, tylko uśmiechnęła się i pomachała mu na pożegnanie. Patrzyła, jak Wiktor odchodzi wzdłuż nocnej ulicy, a w jej głowie kłębiły się myśli o przeszłości i przyszłości.

Czy znowu się spotkają? A może to była tylko symboliczna forma pożegnania z przeszłością? Elżbieta nie znała odpowiedzi. I może nie było jej teraz potrzeba.

Odwróciła się i weszła do klatki, czując dziwny spokój. Co by się nie wydarzyło dalej, ten wieczór pogodził ją z przeszłością i otworzył drzwi do przyszłości – jakakolwiek by nie była.