— Co może być gorszego niż nieadekwatna kobieta, która zawsze wtrąca się w cudze sprawy? – grzmiałem, wyrażając swoje niezadowolenie wobec teściowej

Pięć lat z Krystyną w małżeństwie, a przez cały ten czas walka z moją teściową stała się nieodłączną częścią naszego życia rodzinnego.

Natalia Stefańska okazała się trudną osobą o ciężkim charakterze, który ujawniała przy każdej możliwej okazji. Ja, będąc zasadniczo osobą niekonfliktową, nie mogłem jednak bezkarnie znieść naruszania moich granic osobistych.

Historia ta zaczęła się na długo przed ślubem. Natalia Stefańska przekonywała Krystynę, że nie jestem tym, kogo potrzebuje. Przy naszym pierwszym spotkaniu teściowa robiła wszystko, aby pokazać, że jestem jej całkowicie obojętny. To mnie mocno dotknęło, ponieważ liczyłem na przyjaźń z przyszłą teściową. Gdy nadszedł czas ślubu, otwarcie wyraziła swoje niezadowolenie z mojego przyszłego zięcia. Jednak biorąc pod uwagę ciążę Krystyny, udało nam się postawić na swoim.

Po ślubie sytuacja się nie poprawiła. Podczas remontu naszego mieszkania tymczasowo mieszkaliśmy z Natalią Stefańską. Każdy dzień był pełen jej pretensji i niezadowolenia. Niezależnie od tego, czy wróciłem późno z pracy, zapomniałem kupić chleb, czy głośno zamknąłem drzwi lodówki, zawsze znajdował się powód do nowego ataku. Nie wytrzymując takiej atmosfery, postanowiliśmy z Krystyną przeprowadzić się do niedokończonego mieszkania.

„Lepiej żyć w brudzie i kurzu niż słuchać bredni teściowej każdego dnia” – myślałem, wspierany przez żonę. Ale będąc we własnym mieszkaniu, nie zaznałem spokoju.

Każdy weekend teściowa przychodziła do nas w odwiedziny, nie przepuszczając okazji, by mnie krytykować. Tym razem konflikt wybuchł z powodu niekończącego się remontu, który prowadziłem samodzielnie. Ceny remontu były wysokie, więc musiałem pracować po godzinach i w weekendy. „Skończycie remont za pięć lat?” – zapytała szyderczo teściowa. „Jak można tu żyć, ciągle brud i kurz!”

„Dobrze żyjemy, remont na pewno skończymy” – odpowiedziałem spokojnie. „Nie mam się czym przejmować, moja córka jest żałosna, nie posłuchała mnie i teraz żyje nie wiadomo gdzie”. Te słowa wywołały we mnie wściekłość. „Najważniejsze, że nie z panią pod jednym dachem” – odparłem zmęczony jej natarczywością. „Krystynę bardzo kocham i ona nie jest pani kopią”.

Teściowa, nie spodziewając się takiego oporu, groźnie ostrzegła: „Nie rozmawiaj tak ze mną, to nie wyjdzie ci na dobre”. „Co może być gorszego niż nieadekwatna kobieta, która zawsze wtrąca się w cudze sprawy?” – oburzyłem się. „To ja jestem nieadekwatna?” – krzyknęła teściowa. „Porozmawiam z Krystyną, a ty zostaniesz sam”.

Zrozumiałem, że teściowa wypowiedziała mi wojnę. Ale byłem pewien, że Krystyna jest rozsądną kobietą i nie ulegnie manipulacjom swojej matki.

W tamtym momencie byłem uspokojony faktem, że Krystyna jest rozsądna i niezależna, zdolna podejmować własne decyzje. Niestety, radość nie trwała długo.

Teściowa nadal wkraczała w nasze życie jak nieproszony gość. Każda jej wizyta zamieniała się w piekielne doświadczenie. Nie mijał tydzień bez nowych ataków i krytyki. Nawet jeśli mieliśmy jakikolwiek powód do radości, jej cień niszczył każdą pozytywną emocję.

Nasz remont stał się dla teściowej pretekstem do ciągłych kpin. Każda wizyta wiązała się z złośliwymi komentarzami, jak „normalni” ludzie dawno skończyliby budowę, a mój „pieniążek” męczy się. Te słowa cięły uszy jak nóż, ale starałem się utrzymać wewnętrzną burzę pod kontrolą.

Nasze próby wyznaczenia granic i powiedzenia teściowej „stop” były bezskuteczne. Nadal zatruwała nas swoim obecnością. Nawet gdy decydowaliśmy się jej nie zapraszać, bezczelnie wchodziła pod różnymi pretekstami.

Krystyna zaczęła dostrzegać, że w jej relacjach z matką coś się zmienia. Coraz częściej jej decyzje pokrywały się z tym, co było po myśli matki. To mnie niepokoiło, widziałem, jak teściowa skutecznie zasiewa w jej głowie wątpliwości i niezadowolenie z naszego życia rodzinnego.

Każdy nasz konflikt był postrzegany przez teściową jako okazja do dolewania oliwy do ognia. Nie przepuszczała okazji, by powiedzieć Krystynie, jakim jestem okropnym mężem i że powinna pomyśleć o rozwodzie. Byłem w pułapce jej destrukcyjnych wpływów, a nasze z Krystyną szczęście wydawało się zagrożone.

Z każdym nowym dniem stawało się jasne, że teściowa prowadzi w naszej rodzinie wojnę. Całe nasze życie zamieniło się w pole bitwy, gdzie stawiałem czoła wrogowi ukrytemu pod maską pokrewieństwa. W moim wnętrzu szalała burza gniewu, a ja zdawałem sobie sprawę, że teściowa pozostawiła w naszej duszy tylko ruiny.

Tak to trwało długo, jak złowieszczy cień, który śledził każdy nasz krok. Każdy moment szczęścia był niszczony jej ingerencją, a ja nie widziałem końca temu koszmarowi. Wszystkie moje próby zachowania naszego z Krystyną rodzinnego szczęścia wydawały się daremne.