— Co tak siedzisz? Kto będzie gotował obiad? — zapytała przyszła teściowa. To, co zrobiła Ania, zaskoczyło wszystkich
Ania i Borys poznali się w studenckiej stołówce. Usiadł obok niej i zaczął głośno mieszać cukier w filiżance, co irytowało Anię. Przygotowywała się do egzaminu, więc zamknęła książkę i spojrzała w oczy swojemu „irytującemu” towarzyszowi.
— Młody człowieku… możesz zachowywać się ciszej?
— Nie mogę. Chcesz się uczyć, idź do biblioteki. A tu jest stołówka, — roześmiał się, a Ania miała ochotę uderzyć go książką po głowie. Tak zaczęła się ich znajomość.
Borys zachowywał się jak chłopiec: żartował z prymuski z równoległej grupy, rzucał jej dowcipy, a Ania wzdychała i czekała, aż w końcu zacznie zachowywać się jak mężczyzna i zaprosi ją na randkę.
I w końcu to się stało.
Pewnego dnia Borys zaprosił Anię do kina, a potem zaproponował jej, aby poznała jego rodziców.
Ania była trochę zaskoczona, ale ucieszyła się, myśląc, że ma poważne zamiary.
Skromna Ania spodobała się rodzicom Borysa i „pobłogosławili” parę.
— Możecie zamieszkać razem w mieszkaniu po babci. I tak stoi puste.
Ania wówczas mieszkała w akademiku. Przyjechała do stolicy z małego miasteczka i nawet nie marzyła, że spotka tak bogatego narzeczonego. Koleżanki otwarcie zazdrościły Ani, nie rozumiejąc, czym oczarowała Borysa. Każda inna dziewczyna już dawno by się do niego przeprowadziła. Ale Ania się nie spieszyła.
— Co się dzieje, Aniu? — marszczył brwi Borys, gdy po randkach znowu i znowu prosiła, aby odprowadził ją do akademika.
— Moi rodzice są przeciwni mieszkaniu razem. Wychowałam się w tradycyjnej rodzinie.
— To staromodne!
— Ale dla mnie to ważne.
— Problem polega na tym, że jeśli zamieszkamy razem, to będziemy musieli razem spać?
— Tak.
— Dobrze. Zgadzam się poczekać i spać w osobnych pokojach. Przeprowadzisz się do mnie, bo tak będzie wygodniej. Chcę spędzać z tobą więcej czasu. Nie będę cię nachodzić, — powiedział Borys, sam nie wierząc w swoje słowa. Chciał zdobyć Anię, a reszta była kwestią czasu.
Rodzice gorąco go poparli i Ania się poddała. Rozumiała, że nikt nie będzie jej długo przekonywał i zostanie z niczym. Borys był niezłym wyborem, poza tym Ania go lubiła.
Powiedziała rodzicom, że wkrótce wezmą ślub, a tymczasem będą prowadzić wspólne życie, nie przekraczając granic przyzwoitości, i przeprowadziła się do Borysa.
Ania rozumiała, że teraz czeka ją nowe, dorosłe życie i chciała udowodnić Borysowi i jego rodzinie, że nie mylili się, wybierając ją na narzeczoną.
Gotowała, sprzątała, prała, dbała o Borysa, nadążała z nauką za dwoje i nie zapominała o przyszłej teściowej.
Co trzy dni odwiedzała ich „inspekcja”. Anna Wiśniewska sprawdzała, czy syn jest nakarmiony, czy w mieszkaniu jest czysto i czy wszystko w porządku u młodych. Ania była zmęczona, ale bardzo starała się przypodobać teściowej, a Anna Wiśniewska nie szczędziła pochwał.
— Co za dziewczyna, mądra! Złotą żoną będziesz dla naszego synka, — mówiła. Borys kiwał głową i uśmiechał się. Był zadowolony i nawet nie martwił się o bliskość. Kilka razy otrzymawszy odmowę, dał Ani spokój, a ona starała się go nie kusić. W domu nosiła bezkształtne spodnie i koszulki, nie malowała się, związywała włosy w luźny kok… zachowywała się cicho jak mysz i wyglądała skromnie.
Tak minęła zima.
Nadeszła wiosna, Anna Wiśniewska przyjechała w gości i powiedziała, że czas przygotować ogród na lato.
— Mam dużo pracy, mamo. Przepraszam. Weź Anię, ona już wszystko zdała wcześniej. Ja, jak zwykle, mam zaległości.
Ania spojrzała na Borysa. Uczyła się za dwoje, ale nie wszystkie przedmioty mogła za niego zdać. Odmowa przyszłej teściowej była straszna i niewłaściwa. Dlatego do ogrodu pojechali w ograniczonym składzie: Ania i rodzice Borysa.
Przyzwyczajona do pracy w ogrodzie od dziecka, Ania bardzo sumiennie pomogła przyszłej teściowej. Anna Wiśniewska była zachwycona wyjazdem i od tego momentu zaczęła zabierać Anię ze sobą regularnie. A Borys zawsze znajdował jakieś wymówki.
Pewnego razu, gdy Ania kopała grządkę, zadzwonił jej telefon. Odebrała i nieopatrznie powiedziała mamie, że pracuje w czyimś ogrodzie. Mama zaczęła ją ganić i wyrażać swoje zdanie.
— Już pół roku nie przyjeżdżasz do nas, a harujesz dla obcych ludzi! Nie wstyd ci? Gdzie twój Borys? Obiecał ślub, a daty nadal nie wyznaczyliście? Jak długo będziesz u nich pracować za darmo?
Podczas gdy mama krzyczała do słuchawki, na Anię patrzyła uważnie Anna Wiśniewska. Stała obok i doskonale słyszała wszystko, co nie było przeznaczone dla jej uszu.
W końcu skrzyżowała ręce na piersi i oznajmiła, że rodzina Ani jest niewdzięczna. I że Ania powinna przestać kontaktować się z matką, dopóki ta nie przeprosi jej i jej rodziny.
Choć Ania bardzo kochała Borysa, nie mogła zerwać kontaktu z mamą. Zakończyła pracę przy grządce, umyła się lodowatą wodą i usiadła na trawie.
— Co tak siedzisz? Zmęczona? Jeszcze obiad musisz ugotować, — powiedziała Anna Wiśniewska.
— Młodzież teraz taka słaba… — roześmiał się Konstanty Wiśniewski, ojciec Borysa.
Niby powiedzieli to w żartach, ale Ania nagle pomyślała, że to wcale nie był żart. Pod przykrywką żartów i pochwał traktowali ją jak służącą.
Ania tego wieczoru była bardzo zmartwiona. Postanowiła zadzwonić do Borysa i poprosić, żeby po nią przyjechał. Ale nie odebrał telefonu.
Zadzwoniła więc do jego przyjaciela, z którym tego dnia mieli zdawać zaległe egzaminy.
Igor odebrał od razu.
— Cześć, Aniu. Jak się czujesz?
— Eee… — zmieszała się. — Szczerze mówiąc, nie za dobrze. Ale to nie ma nic wspólnego ze zdrowiem. A dlaczego pytasz?
— Borys powiedział, że masz zapalenie płuc. Że jesteś w szpitalu już trzeci tydzień. Chcieliśmy cię odwiedzić z chłopakami, ale Borys powiedział, że to zaraźliwe…
— Co jeszcze powiedział?
— No… zadzwonię później, przepraszam, — Igor zrozumiał, że powiedział za dużo i rozłączył się. Ania rzuciła chochlę, zdjęła fartuch i wyszła z kuchni.
— Gdzie idziesz?
— Mam sprawy.
— Jakie sprawy? — zmarszczyła brwi Anna Wiśniewska. — Wszystkie twoje sprawy są tutaj.
— Sól się skończyła. Idę po sól.
— Tak? A dobrze szukałaś na półkach?
— Bardzo dobrze. Pilnujcie zupy. Zaraz wrócę, — skłamała Ania. Nie chciała mówić matce Borysa, że jedzie do niego. Bała się, że Anna Wiśniewska go uprzedzi.
Na szczęście pociągi jeździły bez korków. Po godzinie Ania już wsiadała do metra. Kiedy się zorientowali, że jej nie ma, otwierała drzwi swoimi kluczami.
W domu było cicho, ale bardzo brudno. Przez dwa tygodnie Borys ani razu nie umył podłogi, nie wyrzucił śmieci i nawet nie umył naczyń. Ale to nie było najgorsze, najważniejsze było to, że Ania nie zastała Borysa z inną dziewczyną, choć podejrzewała, że mógłby tak zrobić. Trochę się uspokoiła, myśląc, że nie jest tak zły, jak jej się wydawało. Ania pomyślała, że Igor mógł specjalnie skłamać, żeby ich poróżnić. Mówiło się, że Borys kiedyś odbił Igorowi dziewczynę i od tego czasu Igor marzył o zemście.
Po posprzątaniu, wyjęła z zamrażarki kurczaka i postanowiła zrobić Borysowi niespodziankę. Ale nie przyszedł ani po godzinie, ani po dwóch. W końcu sam zadzwonił.
— Cześć, Aniu. Jak tam? Przekopałaś wszystkie grządki?
— Jeszcze trochę zostało. A ty jak?
— Uczę się i zdaję egzaminy. Właśnie wróciłem do domu… zaraz coś zjem i idę spać. Bardzo brakuje mi twojego gotowania. Żywię się kanapkami, cały żołądek sobie zepsułem!
— A co to za śmiech w tle?
— Telewizor głośno gra. No dobrze, Aniu, jestem zmęczony i głodny. Kiedy wracasz do domu?
— Jeszcze nieprędko… wiesz, ile jest do zrobienia, — Ania weszła na profil Igora na portalu społecznościowym i zobaczyła zdjęcia z imprezy, na której był w tym momencie jej Borys. „Zmęczony i głodny” tańczył z jej koleżanką i nie przejmował się, że rodzice szukają jej w całej wsi. Była im po prostu potrzebna, bo tylko Ania wiedziała, jak prawidłowo sadzić pomidory.
— Szkoda, wielka szkoda, — westchnął Borys, a Ania zrozumiała, że jej też bardzo szkoda czasu, który zmarnowała na tę rodzinę pasożytów.
Ania zjadła sama, a potem, zostawiając brudne naczynia na stole, spakowała rzeczy i wróciła do rodziców.
Tam czekały na nią „swoje” grządki. Numer Borysa i jego rodziny zablokowała.
Jak uważacie, czy Ania postąpiła właściwie, opuszczając Borysa?
