Córka nie bawi się lalkami. Teściowa uważa, że źle ją wychowuję

Kilka miesięcy temu nasza córka skończyła cztery lata. Wychowujemy jeszcze dwóch synów. Od początku mówiliśmy z mężem, że chcemy mieć dużą rodzinę, braci i siostry. Urodziłam dwóch starszych synów, a trzecia była upragnioną księżniczką. Nie jesteśmy biedni, możemy sobie pozwolić na dużą rodzinę, chociaż nie szalejemy z wydatkami. Wiele osób myśli, że wielodzietne rodziny są biedne, ale tylko nieliczni rozumieją, jakie to szczęście.

Okazujemy swoją miłość do dzieci równo, nikogo nie faworyzujemy. Mąż także nie może się nacieszyć dziećmi. Staramy się słuchać ich opinii, uwzględniamy ich zainteresowania i pragnienia, kiedy kupujemy ubrania, zabawki czy rozmawiamy o nauce. Nasza Sonia od małego czuje braterską miłość, chłopcy ją przytulają, całują i rozpieszczają. Dzieci są zawsze razem. Myślę, że właśnie dlatego nasza córeczka uwielbia bawić się samochodzikami, kolejkami i budować domy z klocków Lego. Nasza córka nie interesuje się lalkami ani różowymi kokardkami.

Babcie od samego początku dawały jej lalki. Ale nasza Sonia jest wobec nich obojętna. Z jednej strony, jaka różnica, jakimi zabawkami bawi się dziewczynka? W dzieciństwie gusta i zainteresowania zmieniają się wielokrotnie. Nie będę ukrywać, na początku także starałam się ubierać Sonię jak księżniczkę. Kupowałam kokardki, spinki, puszyste sukienki, zaplatałam włosy. Ale Sonia nie zwracała na te rzeczy uwagi, kiedy wychodziliśmy razem. Wolała spodnie, szorty i koszulki bez żadnych cekinów czy brokatów.

Kilka dni przed urodzinami córki podeszła do mnie teściowa. Chciała poradzić się, jaki prezent kupić, żeby spodobał się dziecku. Teściowa chciała, żeby wnuczka bawiła się z radością prezentem, a nie rzuciła go do pudła pod łóżkiem. Powiedziałam od razu, że lalki odpadają, można kupić dowolny samochód, zestaw klocków lub tor. Zaproponowałam również, żeby teściowa dała pieniądze, a my poszlibyśmy z córką do sklepu, aby mogła sama wybrać, co jej się najbardziej podoba. Teściowa zgodziła się i wróciła do domu zadowolona.

Nadszedł upragniony dzień urodzin, a teściowa pojawiła się w drzwiach z ogromnym pudłem, w którym była wielka lalka, nie mniejsza niż 70 cm. W zestawie były także sukienki, kostiumy, akcesoria i wózek. Sonia przez kilka minut z zainteresowaniem oglądała zawartość pudła, a potem poszła bawić się samochodzikami z chłopcami.

Oczywiście, teściowa natychmiast straciła humor, jej oczy stały się okrągłe ze zdziwienia. Nie mogła zrozumieć, jak można porzucić taką zabawkę? Po pierwszym szoku zaczęła mnie oskarżać, że źle wychowuję niewdzięczne dziecko, bo o takiej lalce można tylko marzyć! Odpowiedziałam jej tylko, że przecież ostrzegałam i prosiłam, żeby nie kupować lalek.

Po urodzinach teściowa codziennie dzwoni i zadaje to samo pytanie – czy Sonia zaczęła się bawić lalką? Odpowiadam szczerze – nie. Potem przez kilka minut słucham ja lub mąż westchnień i narzekań teściowej, że jesteśmy złymi rodzicami i źle wychowujemy córkę. Osobiście jej nie rozumiem, w czym moja wina? Mówiłam prawdę o zainteresowaniach dziecka, a jeśli teściowa nie potrafi słuchać, to nie mój problem. Mam nadzieję, że w przyszłym roku będzie na tyle mądra, żeby uwzględnić życzenia wnuczki.