Córka przyprowadziła do domu swojego narzeczonego, żebyśmy się poznali. Spędziłam pięć godzin w kuchni, przygotowując się na ich przyjście. Zauważyłam, że chłopak jest powściągliwy i dobrze wychowany, co mnie cieszyło, tym bardziej że moja córka też jest bardzo skromna. Jednak później moje zdanie się zmieniło

– Mamo, poznaj, to jest Artur. Mój chłopak. W końcu, co tu opowiadać, myślę, że przy stole uda wam się lepiej poznać. Słowa są tutaj zbędne.

Z takimi słowami moja córka Wiktoria przyprowadziła do domu swojego chłopaka. Usiadł przy stole, na początku starał się unikać mojego spojrzenia, a gdy już je napotkał, od razu odwracał wzrok. Próbowałam podtrzymać rozmowę i zrobić na nim dobre wrażenie. Rozmawialiśmy o naszym psie, jaki jest mądry. A potem zaczęłam mówić o kolacji, na którą poświęciłam pięć godzin. To właśnie o niej będzie mowa.

Zauważyłam, że chłopak jest powściągliwy i dobrze wychowany, co mnie cieszyło, tym bardziej że moja córka też jest bardzo skromna. Jednak później moje zdanie się zmieniło. Gdy tylko usiedliśmy do stołu, Artur dziwnie spojrzał na moją córkę. A potem po raz pierwszy zdecydował się spojrzeć mi w oczy.

— Pani Olgo, proszę mi wybaczyć, ale to wszystko jest bardzo kaloryczne. Nie spożywam takich potraw. W dzisiejszych czasach trzeba dbać o zdrowie i kontrolować dietę. Poczekam w innym pokoju, aż Wiktoria skończy jeść. I nie polecam pani tego konsumować.

A o jakie potrawy chodziło? Na stole był sałatka “Mimosa”, moje firmowe pierożki z ziemniakami i grzybami, a także ziemniaki z kotletami. Były również wędliny (kiełbasa, szynka), ser, warzywa i owoce. Starałam się przygotować wszystko smacznie. Oczywiście rozumiem, każdy może się żywić, jak mu się podoba, jednak podstawowych zasad zachowania przy stole nikt nie odwołał, tym bardziej szacunku dla starszych.

Wyraziłam swoje zdanie córce, a potem trzasknęłam drzwiami i poszłam do sąsiadki. Może zachowałam się zbyt impulsywnie, ale to naprawdę było przykre. Pięć godzin w kuchni – i taka wdzięczność. Można było jakoś uprzejmiej i milej powiedzieć, że czegoś się nie jada. W obcym domu nie narzuca się swoich zwyczajów. W pełni popieram to zdanie. A jak wy byście zareagowali na takie zachowanie przyszłego zięcia?