Córka rozwiodła się z zięciem, a dziecko nikomu nie jest potrzebne
Nie myślałam, że moja córka jest taka głupia. I zięć dokładnie taki sam. Wcale mi ich nie żal, że się rozwodzą. Tylko dziecko cierpi. Patrząc na ich postępowanie, rozumiem, że nikomu na nim nie zależy.
Nie zliczę, ile razy próbowali zaczynać wszystko od nowa. Przez wszystkie lata małżeństwa nie było dnia bez kłótni. Zięć przez jakiś czas nawet mieszkał osobno. U nich zawsze było „wesoło”.
Miałam nadzieję, że się spotkają i rozejdą, bo przed ślubem ich związek wyglądał podobnie. Jednak córka zaszła w ciążę i musieli iść do USC. Od początku wiedziałam, że nie będą normalną rodziną w takiej sytuacji. Ale Kasia wierzyła, że pieczątka w paszporcie wiele zmieni.
Jakby nie próbowali żyć pod jednym dachem, nic im się nie udawało. Im dalej, tym gorzej. Dziwię się, że córce udało się urodzić zdrowe dziecko. Zawsze była zdenerwowana i wściekła. Co drugi dzień wpadała w histerię i groziła mężowi rozwodem.
Po narodzinach dziecka nic się nie zmieniło. Kiedy zrozumiałam, że mnie nie słuchają, umyłam ręce. Jaki był sens się wysilać? Jeśli lubią żyć w kłótniach, nic na to nie poradzę.
Początkowo wraz ze swatką wtrącałyśmy się w ich życie i próbowałyśmy ich pouczać, ale zdałyśmy sobie sprawę, że nasze działania nie przynoszą żadnych rezultatów. Jedyne, co robiłyśmy, to zabierałyśmy wnuka, żeby nie widział tego wszystkiego. Potrafili się bić i tłuc naczynia przy dziecku.
Przez pięć lat żyliśmy jak w piekle. Nie było żadnych pozytywnych zmian. Tylko puste rozmowy i obietnice. Teraz oznajmili, że planują rozwód. Nikt nie zamierzał ich przekonywać. Tym bardziej, że nie mieli wspólnego majątku – nie było czego dzielić. A dziecko, jak widać, nikomu nie było potrzebne.
Teraz wnuk jest ich sposobem na manipulację i powodem do kolejnych kłótni. Boję się pomyśleć, jak to wszystko wpływa na jego psychikę. Jednak rodziców to nie interesuje.
Byli małżonkowie obrzucają się błotem i próbują przeciągnąć dziecko na swoją stronę. Córka wszystkim opowiada, że zięć jest narkomanem i pijakiem. Twierdzi, że raz pod wpływem narkotyków prawie ją zabił. A zięć mówi, że moja córka ma problemy z głową. Mówi, że chciała wyskoczyć przez okno z dzieckiem i podciąć sobie żyły.
Szczerze? Nie mam już ochoty rozstrzygać, gdzie leży prawda, a gdzie kłamstwo. Jestem zmęczona ich kłótniami. Chciałabym tylko zabrać dziecko. Swatka też martwi się o wnuka. Zgadzamy się, że razem go wychowamy, byleby tylko chronić go przed nieodpowiedzialnymi rodzicami.
Jeśli się nie uspokoją, zamierzam pozbawić ich praw rodzicielskich. Nie widzę innego wyjścia. Jakby dziecko było dla nich zabawką. Po co w ogóle brali ślub?
