Córka się bawi, a ja muszę siedzieć z wnukami. Mam dość!
Niedawno skończyłam pięćdziesiąt lat. Jestem już babcią, ale nie taką, jakiej moja córka by sobie życzyła. Niedawno wybuchła między nami poważna kłótnia. Nie chcę zajmować się wnukami — to główny powód jej niezadowolenia. Miałam ciężkie życie, całe lata poświęciłam mężowi i dzieciom. Teraz mój mąż jest chory, potrzebuje całodobowej opieki, co także pochłania mnóstwo sił.
Mam dwoje wnuków. Córka wiecznie narzeka, że jej ciężko, ale przecież ja wychowywałam swoje dzieci bez niczyjej pomocy. Moi rodzice mieszkali daleko, a mąż ciągle znikał w pracy. Był wojskowym, często się przeprowadzaliśmy, więc nawet nie miałam czasu na przyjaźnie. Zajmowałam się dziećmi, o sobie zupełnie zapominałam. Męczyłam się, ale milczałam.
Moja córka ma już 35 lat, ale nie pracuje. Wcześniej zawsze zajmowałam się jej dziećmi, pozwalając jej wychodzić na spotkania czy załatwiać sprawy. Ale ostatnio zaczęto mnie dosłownie wykorzystywać — wnuki są u mnie częściej niż ze swoimi rodzicami. Córka i jej mąż wyjeżdżają na wakacje, a chłopców zostawiają mnie, bo, jak twierdzą, z dziećmi nie da się odpocząć. Nikt nie bierze pod uwagę, że ja też się męczę, bo lata już nie te. Wczoraj córka całkiem mnie zaskoczyła — oznajmiła, że jedzie z mężem do Egiptu na dwa tygodnie, więc wnuki zostają u mnie. Nawet mnie nie zapytała, po prostu poinformowała. Odmówiłam.
Rodzice zięcia mieszkają blisko, mogliby również zająć się wnukami, ale oni pokazują się tylko od święta. Jestem zmęczona i jasno powiedziałam dzieciom, co myślę. Mam nadciśnienie, zdrowie męża się pogarsza — jak mam sobie poradzić z dwojgiem dzieci przez dwa tygodnie? Córka się obraziła i nazwała mnie egoistką. Zabolało mnie to, bo dla niej poświęciłam wszystko. Kupowałam jej modne ubrania, sama chodząc w sukienkach sprzed dziesięciu lat. Rozpieszczałam ją, chciałam wychować szczęśliwe i wdzięczne dziecko. Chciałam, by wiedziała, że zawsze ma we mnie wsparcie, ale najwyraźniej coś przeoczyłam.
Nigdy wcześniej jej nie odmawiałam. Ale kiedy odważyłam się raz powiedzieć “nie”, od razu stałam się tą złą. Trochę mi wstyd, ale nie chcę ustępować. W tym wieku potrzebuję ciszy i spokoju, a nie biegania za piłką czy zabawy w berka. Jestem zmęczona, chcę wreszcie pomyśleć o sobie.
Córka uważa jednak, że jestem jej coś winna. Chciałam się z nią pogodzić i wszystko wyjaśnić, ale nie chce mnie słuchać. Mąż stoi po mojej stronie, ale nie chce wtrącać się w konflikt.
Myślę, że w końcu mnie zrozumie. Przecież nie robię tego ze złośliwości. Chcę, żeby mnie rozumiano, a nie tylko wykorzystywano.
Chcę być ważna, a nie tylko potrzebna. Byłam wzorową matką, a babcią będę taką, jaką chcę. Czy jestem złym człowiekiem? Jak wy byście postąpili na moim miejscu?
