„Cześć, przyjaciółko. Jeszcze mnie nie zapomniałaś?” – Takiego SMS-a otrzymała Julia. Kiedyś z Anną mieszkały razem przez pięć lat w jednym pokoju w akademiku. Anna zaprosiła Julię do siebie w gości. Julia bez wahania odpowiedziała, że się zgadza. Nie wiedziała jeszcze, że ta podróż zmieni jej życie.

„Cześć, przyjaciółko. Jeszcze o mnie nie zapomniałaś?” Takiego SMS-a otrzymała Julia. Julia ucieszyła się. Kiedyś z Anną mieszkały przez pięć lat w jednym pokoju w akademiku. To był wesoły okres w jej życiu. Spotykały się z chłopakami, rozstawały, płakały na swoich ramionach. Po ukończeniu studiów rozjechały się. Anna wróciła do siebie do domu, a Julia została w mieście.

Na początku pisały do siebie listy, Julia wiedziała, że Anna wyszła za mąż. Potem Julia wpadła w wir romansu i myśli o przyjaciółce zupełnie wyleciały jej z głowy. Wyszła za mąż, ale nieszczęśliwie. Nie udało im się nawet przeżyć razem pół roku, ich charaktery były zbyt różne. Rozstali się z wielkim skandalem. Dzielili wszystko, nawet rolkę papieru toaletowego. Na szczęście rodzice Julii postarali się i kupili jej mieszkanie, inaczej musiałaby zamieszkać na ulicy.

Nie szło jej też dobrze w pracy. Kolektyw składał się głównie z kobiet, które ciągle się kłóciły i plotkowały. Ich szef był młody, ale żonaty, co jednak nie przeszkodziło im w rozpoczęciu romansu. Jednak prawda szybko wyszła na jaw, a czujne koleżanki poinformowały żonę szefa o wszystkim. Ta przyjechała jak furiatka i urządziła Julii awanturę na oczach całego kolektywu. A szef stał obok i tylko powtarzał: „Olu, nie trzeba. Olu, wystarczy”. A ta, wyładowawszy swoją złość i wskazując na rozczochraną Julię, rozkazała: „Żeby jej tu jutro nie było, rozumiesz? A z tobą porozmawiamy w domu” – i wyszła, strzepując grzywkę z czoła.

Tak oto Julia na Nowy Rok została bez pracy. Zupełnie sama. Nawet nie miała z kim go spędzić. Rodzice wybierali się do znajomych, a co miała robić ona? Siedzieć przed telewizorem i wylewać łzy nad jakąś melodramą?

A tu nagle, jak dar z nieba, pojawiła się Anna. Przepisywały się prawie całą noc. Julia opowiedziała o swoim życiu, a Anna, jako prawdziwa przyjaciółka, zaprosiła ją do siebie. „Przyjeżdżaj do nas. Będzie wesoło. Odpoczniesz od miejskiego życia”. Julia bez zastanowienia odpowiedziała, że się zgadza.

Kupując prezenty, wyruszyła do przyjaciółki. Dotarcie do nich nie było jednak łatwe. Drogi były zasypane, autobusy nie jeździły zgodnie z rozkładem. Julia utknęła na dobę w hotelu, czekając, aż odśnieżą drogi. Tak więc dotarła do nich w przeddzień święta.

Kiedy pełna radości przytuliła ją uśmiechnięta, pełniejsza kobieta, Julia na początku jej nie rozpoznała. Anna w młodości była bardzo szczupła. Teraz stała się pulchna, ale uśmiechnięta dama.

– A ty, Julio, w ogóle się nie zmieniłaś. Wciąż taka piękna.

Nie było czasu na rozmowy, trzeba było przygotować jedzenie na stół. Spodziewano się wielu gości.

– Wyobraź sobie, cała inwazja krewnych. Przyjdzie brat męża, moja siostra z rodziną, rodzice, przyjaciele. Dobrze, że przyjechałaś, pomożesz mi? Czy już zapomniałaś, jak się gotuje? – zażartowała, szturchając Julię w bok.

– Oczywiście, że pomogę.

Chociaż Julia wiedziała, że będzie wielu gości, to nie spodziewała się aż tylu. Oprócz dorosłych było mnóstwo dzieci. Cała gromada maluchów. Przedstawiano jej wszystkich, ale nie nadążała zapamiętywać imion.

Posadzono ją obok surowo wyglądającego mężczyzny. Prawie nie pił i niewiele mówił. Julia cicho zapytała Annę, kim jest. Anna równie cicho odpowiedziała, że to starszy brat jej męża. Po wypadku, w którym zginęła jego ciężarna żona, jest jak duch. Niby jest, ale jakby go nie było. Julia spojrzała na niego ze współczuciem. Zauważył jej spojrzenie i uśmiechnął się:

– Chcesz mnie pożałować? No to chodźmy.

Potem długo gdzieś szli. Julia przewracała się w śniegu i śmiała się. Michał, tak miał na imię, podnosił ją i prowadził dalej. A potem weszli do domu i Julia straciła przytomność. Co było dalej, nie pamiętała.

Obudziła się na kanapie z ciężką głową. Wtedy do pokoju wszedł Michał.

– Obudziłaś się? Lubi spać. Anna już dwa razy tu była. Wstaniesz czy wypijesz kwas?

Suchymi ustami wyszeptała:

– Kwas.

Śmiejąc się, przyniósł jej kwas, który łapczywie wypiła. Potem wstała i zapytała:

– Gdzie mogę się umyć? I przepraszam, proszę, zwykle się tak nie zachowuję.

Julia poszła do Anny. W domu było czysto i schludnie.

– No, Anna, jak ty to wszystko ogarnęłaś? Ledwo chodzę, a ty jakbyś na skrzydłach latała – zazdrościła Julia.

– No co tam, przywykłam. Przez te wszystkie lata małżeństwa jestem już do tego przyzwyczajona. I domem się zajmuję, i dzieci pilnuję, i Filipowi swojemu też poświęcam uwagę – odpowiedziała Anna, przytulając Julię.

– Pamiętasz, jak marzyłyśmy? Będziemy mieszkać obok siebie z rodzinami. Będziemy sobie pomagać. A życie tak się potoczyło. Słuchaj, Julio, zostań u nas. Wkrótce idę na urlop macierzyński, mogłabyś zastąpić mnie w pracy. Zgódź się – prosiła Anna.

Julia odsunęła się od niej.

– Co ty, przyjaciółko. Jestem miastowa do szpiku kości. Tutaj pewnie wieje nudą, zwłaszcza zimą.

Anna odpowiedziała z urazą:

– U nas nigdy nie jest nudno. Mamy nowy dom kultury, jest rodzinne kawiarnie. A jak nie, to chodzimy w odwiedziny. Na święta. A ty tam, z tego, co opowiadałaś, jesteś zupełnie sama.

Przed wyjazdem Julii zebrali się najbliżsi. Posiedzieli przy stole. A potem Michał poprosił Julię, żeby przespacerowała się z nim po ulicy. Na początku szli w milczeniu po zaśnieżonej drodze.

– Nie umiem mówić pięknych słów. Ale powiem ci jedno, nigdy nie będzie ci źle ze mną. Zostań i przeprowadź się do mnie. Bardzo mi się podobasz. Całą noc, kiedy spałaś, patrzyłem na ciebie. I zrozumiałem, że jesteś moją kobietą – powiedział.

Julia była zdezorientowana:

– Ale przecież my się nie znamy, jak będziemy razem żyć?

Ścisnął jej ramiona:

– Tak samo jak wszyscy!

Ona sprzeciwiła się:

– A miłość?

Michał przytulił ją do siebie:

– Miłość przyjdzie, zobaczysz.

I uwierzyła. Po prostu tak, uwierzyła.

Marzenia Anny i Julii się spełniły. Mieszkają obok siebie i pomagają sobie nawzajem. Choć teraz więcej pomocy potrzebuje Julia, bo jest w ostatnich miesiącach ciąży.

Tak to bywa… Przyjechała w odwiedziny i została na całe życie. To się nazywa Los. Los, który zawsze prowadzi cię drogą do szczęścia.