Czy naprawdę potrzebuję idealnego porządku?
Na piętrach naszego bloku są po dwa mieszkania z lustrzaną aranżacją. Nasze mieszkanie i sąsiadów nie tylko mają lustrzane odbicie, ale wiele rzeczy jakby się od siebie odbija. Jesteśmy prawie w tym samym wieku, oboje mamy po dwóch synów, którzy się przyjaźnią, często spędzają czas na podwórku i często wpadają do nas.
Ale są też różnice. U sąsiadki zawsze panuje idealny porządek, jak mówi mój mąż, jakby się wchodziło do sali operacyjnej – aż strach zrobić krok, żeby nie nanieść jakiegoś pyłku z klatki schodowej. U nich w domu dzieci chodzą jak po sznurku, nigdy nie psocą, wszystko jest na swoim miejscu, krótko mówiąc – dyscyplina na najwyższym poziomie.
U nas chłopcy mają pełną swobodę. W ich pokoju jest kącik sportowy, na którym mogą robić, co tylko chcą – z radością wspinają się, skaczą, huśtają, a ich sąsiedzi często dołączają. W naszym mieszkaniu często organizują prawdziwe bitwy, po których można tylko marzyć o idealnym porządku. Odkurzacz jest w użyciu częściej, niż planowaliśmy, choć i to nie zawsze pomaga.
Czasami nawet my z mężem dołączamy do zabaw, wracając do czasów dzieciństwa. Wtedy radość chłopców rośnie, ale rośnie też bałagan w mieszkaniu.
Po takich igraszkach czasami brakuje sił, żeby wszystko doprowadzić do pierwotnego stanu. Goście wracają do swojej „sali operacyjnej”, a my sprzątamy na tyle, na ile mamy siły, ale w porównaniu z sąsiadami, nasz porządek jest naprawdę względny.
Czasami mamy zrywy, zdarza się to maksymalnie raz w miesiącu, no, albo przed świętami – zaczynamy generalne sprzątanie. Często zamienia się to w zabawę i nie osiąga pierwotnych celów, a takiej czystości i sterylności, jak u sąsiadów, nigdy nie udaje nam się osiągnąć. Nawet jeśli generalne sprzątanie jest pełne, starcza na dzień, dwa, a potem wszystko wraca do naszego „twórczego” bałaganu.
Nazwanie tego bałaganu „twórczym” uspokaja myśli o tym, że u sąsiadki jest czyściej. Nawet nie wiem, co jest lepsze. Niedawno rozmawiałam z sąsiadką na ten temat i zdradziła mi swoje „sekrety” czystości w ich domu:
— A ja nie pozwalam moim dzieciom biegać po mieszkaniu, do tego jest podwórko, stadion – proszę bardzo, tam biegajcie i skaczcie, ale w domu macie zachowywać się spokojnie. Wieczorem sprawdzam porządek, żeby wszystko było na swoim miejscu, rano wstają – ścierają kurze w swoim pokoju, to nie zajmuje dużo czasu.
Słuchałam sąsiadki i dziwiłam się jej racjonalności i takiej wymagającej postawie, jak w wojsku. Nawet rozmawiają jej dzieci w domu zawsze półgłosem, może po to, żeby nie wzniecać kurzu?
Podzieliłam się swoimi rozważaniami z bliską przyjaciółką, a ta się roześmiała:
— Czego się zastanawiasz, gdzie jest lepiej, oczywiście, że u ciebie. Twoje dzieci dorastają w dzieciństwie, a nie w koszarach, a że gdzieś w kącie jest kurz, to trudno!
Przyjaciółka wyraziła moje myśli, więc już nie przejmuję się „niedopasowaniem” naszego mieszkania do surowych norm sanitarnych sąsiadki.
