— Daj mi więcej pieniędzy, musisz mnie utrzymywać — zażądał mąż od żony
— Piotrze, mam dość robienia wszystkiego sama! Czy to naprawdę tak trudne, żeby chociaż umyć naczynia? — Olga, wracając z pracy, znowu miotała się po domu, nie wiedząc, za co się zabrać.
Mąż, jak zwykle, leżał na kanapie i nawet nie pofatygował się pomóc przy dzieciach. Dzieci, podczas gdy matka próbowała ogarnąć kuchnię i podgrzać kolację, już rozłożyły namiot i zrobiły bałagan.
Takie sceny w rodzinie Kowalskich zdarzały się ostatnio coraz częściej. Kiedy Olga wyszła za Piotra, ten zajmował dość wysokie stanowisko. Urodziły się dzieci, mąż był troskliwy i opiekuńczy, a jego pensja była godna. Jednak później firma budowlana, w której Piotr był znaczącym kierownikiem, upadła, co było dla niego ogromnym ciosem.
Mężczyzna stracił zapał do życia. Już trzeci rok próbował zarabiać na drobnych zleceniach, za które dostawał grosze. Olga początkowo starała się mu pomóc, wieczorami czytając oferty pracy. Ale Piotr krzywił się na każdą z nich:
— Olgo, to nie dla mnie. Przywykłem do biur i garniturów. Chcesz, żebym teraz zakładał roboczy strój i harował za grosze?
— Piotrze, nie czas na dumę. Ja pracuję na dwóch etatach, a dzieci i dom są na mojej głowie. Rozumiem, że masz trudny okres, ale musimy przez to przejść razem. Weź się w garść i znajdź stałą pracę. Mamy syna i córkę, z nimi nie ma miejsca na kryzysy!
Takie rozmowy zazwyczaj kończyły się narzekaniem Piotra. Wzdychał, że żona go nie rozumie i nie chce go wspierać w trudnej chwili. Olga zaciskała zęby, wzdychała i na początku szczerze go żałowała. Upadek z piedestału jest dla mężczyzn trudniejszy niż dla kobiet. Kobiety to silna płeć, a mężczyźni to delikatne kwiaty o kruchej psychice.
Gdy kobieta z dziećmi traci pracę, robi wszystko, aby znaleźć nowy źródło dochodu. Tymczasem mąż należał do tych, którzy ciężko znosili swoje zawodowe niepowodzenia i kiedy żona przynosiła do domu jakiekolwiek pieniądze, mógł pozwolić sobie na bezczynne cierpienie.
Gdyby jego cierpienia wiązały się choćby z pomocą w domu i opieką nad dziećmi, Olgę byłoby to łatwiej znieść. Ale im więcej czasu mijało, tym bardziej Piotr się rozleniwiał. W południe zazwyczaj spał, wiecznie narzekając na ból głowy.
„Niczym panienka z powieści Turgieniewa!” — złościła się Olga, słysząc jego chrapanie z salonu.
Wieczorem, gdy żona wracała do domu, Piotr nie widział potrzeby, aby choćby wynieść śmieci czy pokroić chleb na stół. Siadał do jedzenia tak samo, jak siedmioletnia Julia i sześcioletni Tomek. Olga natomiast nakładała wszystkim, podgrzewała jedzenie, potem sprzątała ze stołu, zmywała naczynia, kąpała dzieci i padała zmęczona do łóżka. W łóżku często czekały ją jeszcze wyrzuty za „niedopełnienie małżeńskich obowiązków”, ale żona zbywała to machnięciem ręki, zasypiając niemal natychmiast.
Sytuację po stracie pracy przez Piotra komplikowała jeszcze spłata kredytu hipotecznego, której miesięczna rata poważnie nadwerężała rodzinny budżet, który był utrzymywany głównie dzięki wysiłkom Olgi. Dzieci także wymagały niemałych wydatków – to na zajęcia dodatkowe, to na lody i słodycze. Olga była oszczędna, dbała o dom bardzo rozsądnie. Sama odmawiała sobie niemal wszystkiego, starając się maksymalnie zaspokoić potrzeby dzieci. Piotr natomiast nie widział nic złego w tym, by wziąć sobie dwie kotlety zamiast jednej, zostawiając resztę dzieciom na śniadanie. Olga przy takim układzie zwykle zostawała z pustym talerzem makaronu, który tylko smarowała majonezem, aby nie był taki suchy.
W ostatnich tygodniach Olga zauważyła, że z jej portfela znikają pieniądze. Planując zakup kiełbasy i ziemniaków, a także warzyw na sałatkę, zbladła, gdy przy kasie okazało się, że brakuje jej trzystu złotych. Kiedyś była to śmieszna kwota, ale teraz każda złotówka była na wagę złota.
Do domu wróciła bardzo zła.
— Piotrze, gdzie są pieniądze? — zapytała z progu męża.
— Jakie? — zapytał, odrywając się od komputera, na ekranie którego toczyła się bitwa w grze, i spojrzał na nią zdezorientowany.
— Te, które zniknęły z mojego portfela! Wiesz, że to już szczyt wszystkiego! Poszłam do sklepu, chcę zapłacić, a pieniędzy brakuje! Wiem dokładnie, ile włożyłam do portfela wieczorem. Jak mogłeś je wziąć? — Olga, nieświadomie, podniosła głos.
— Wydaje mi się, że za dużo pracujesz i zaczynasz widzieć rzeczy, których nie ma. Nic nie brałem. Może Julia z Tomkiem wyciągnęli, w końcu to tylko dzieci.
— Nawet kiedy byli młodsi, nie ruszali moich pieniędzy! Teraz tym bardziej wiedzą, że nie wolno — natychmiast broniła dzieci Olga. — A ta pusta paczka po chipsach w twoim plecaku to bezpośrednia odpowiedź na to, gdzie zniknęły pieniądze. I zauważ, że wydaję je nie na siebie, ale na rodzinę! Płacę za kredyt hipoteczny, opłacam rachunki i kupuję jedzenie. Ty tutaj tylko leżysz na kanapie jak ozdoba i grasz na komputerze w te swoje gry jak dziecko!
— Tak, bo jestem zmęczony. To niemożliwe. Dwójka małych dzieci to koszmar na jawie. Przychodzą do domu i nie mam gdzie się schować. Wieczny bałagan i hałas. Może wieczorem chciałbym zadzwonić w sprawie pracy, ale z nimi nie ma mowy o ciszy!
— Masz na to cały dzień. Rano odprowadzam dzieci do przedszkola, więc siadaj i dzwoń! — Olga miała ochotę płakać z bezsilności.
Była bardzo zmęczona ciągłymi kłótniami.
Ostatnio mąż całkowicie się rozleniwił i jeszcze próbował ją krytykować. Raz narzekał, że na kolację była kasza grochowa, której nie lubił. Olga była zadowolona, że udało jej się kupić ją taniej, ugotowała więcej, żeby starczyło na kilka dni, ale zamiast wdzięczności otrzymała tylko marudzenie przez cały wieczór.
Prosiła, żeby poszedł z Tomkiem do przychodni po zaświadczenie do basenu, ale mąż zaspał i musiała zapisać się ponownie i sama biec do przychodni. Harmonogram Olgi był jak u konia roboczego, a ona coraz bardziej zastanawiała się, po co jej w ogóle takie małżeństwo? Kolejna osoba do karmienia, której trzeba oddawać lepszy kąsek?
Doszło do tego, że Piotr przestał wychodzić nawet na dorywcze prace. Próby kłótni kończyły się tylko awanturami i pretensjami. Olga czuła, że krąg się zamyka i dzień świstaka, w którym każdego dnia walczy o to, żeby kupić dzieciom lody i kaszę gryczaną na kolację, nigdy się nie skończy.
Ostat
nio prawie przestała płakać, coraz częściej złościła się. Złość przebijała się przez grubą warstwę nieustannego zmęczenia, od którego bolały ją ramiona i pulsowały skronie. Piotrowi również wiele rzeczy nie pasowało, ale wolał narzekać na żonę niż podnieść się z kanapy i zacząć coś zmieniać.
Olga próbowała się żalić teściowej, a ta nawet próbowała rozmawiać z synem, ale on machał ręką nawet na własną matkę. Swojej mamie Olga starała się nie skarżyć — ta była już starszą, schorowaną kobietą i córka nie chciała jej niepotrzebnie martwić. Piotr całymi dniami grał w gry komputerowe, jadł tyle, że szybko przytył, i stale sugerował, że potrzebuje nowych ubrań.
Zbliżało się lato, a nauczycielki dzieci już zachwalały uroki letniego obozu. Dla Julii była to ostatnia wycieczka przed szkołą, i Olga starała się ze wszystkich sił zaoszczędzić na ten wyjazd. Wiedziała, że „leśna szkoła” i letnie obozy będą wkrótce jeszcze droższe.
Czuła, że jej siły są na wyczerpaniu, była wykończona — tak wychudła, że zostały z niej tylko oczy. Nie spała, jadła byle co, brała nadgodziny w pracy. Wszystkie obowiązki domowe, zarabianie pieniędzy i problemy spadły na jej barki, a mąż żył jak trzecie dziecko.
— Piotrze, musimy poważnie porozmawiać! — Olga właśnie wróciła z pracy dodatkowej, którą podjęła w sobotę.
W weekendy myła podłogi w salonie kosmetycznym, który znajdował się zaledwie kilka kroków od jej domu. Nie płacili za to dużo, ale żeby wysłać córkę na wycieczkę, kobieta chwytała się każdej możliwości. Tym bardziej, że salon był blisko, więc nie trzeba było wydawać pieniędzy na dojazdy, co też było plusem.
— Wszystkie nasze rozmowy ostatnio kończą się na tym samym. Nie chcę już rozmawiać — od razu zaczął marudzić mąż.
— Będziesz musiał. Jestem na skraju wytrzymałości z powodu twojej bezczynności. Nie dajesz ani grosza, a za to masz dużo wydatków. Musimy coś zdecydować, ja już sama nie daję rady.
— Daj mi więcej pieniędzy, musisz mnie utrzymywać — zażądał mąż od żony.
Olga zaniemówiła i usiadła na kanapie, zaciskając ręce w pięści:
— Ja mam cię utrzymywać? A ty nic nie musisz mi i dzieciom dawać? Przecież to była nasza wspólna decyzja, żeby mieć dzieci i wziąć mieszkanie na kredyt. Dlaczego więc, mając męża, zostałam sama, a ty masz czelność stawiać mi takie żądania? Nie poznaję cię, Piotrze. Wyszłam za mężczyznę, dla którego słowo „odpowiedzialność” coś znaczyło. Starał się dla rodziny, kochał i troszczył się o dzieci, dawał mi kwiaty na święta, a nie zjadał ostatnią kotletę z patelni, choć już ledwo się mieścisz w koszulki!
Olga przez te miesiące zgromadziła w sobie tyle emocji, że słowa płynęły z niej strumieniem. Jakby coś w niej pękło, i dźwięki same układały się w to, co bolało, było pełne żalu i goryczy z powodu zdrady męża. Zostawił ją, stał się tylko nieużytecznym balastem. Stał się ciężarem i darmozjadem, który gotów był zrzucić wszystko na żonę, a na dzieci nie miał ochoty zwracać uwagi.
— Przesadzasz…
— Ja przesadzam? Z mojego portfela zniknęło kolejnych pięćset złotych. W worku na śmieci leżą pusta butelka po pepsi i opakowania po chipsach. Jak to wytłumaczysz? Kiedy ostatni raz włożyłeś choćby grosz do naszego budżetu? Wiesz, ile kosztuje wyjazd Julii na obóz, ile kosztuje jej wyprawka do szkoły?
— Może nie jechać na obóz, wyślij ją do babci. I oszczędzisz. A do szkoły można ją wyprawić taniej…
— Wiesz co, mój drogi, taniej będzie bez ciebie. Zbieraj swoje rzeczy i wynoś się, gdzie chcesz. Nie potrzebuję takiego męża, a moje dzieci nie potrzebują takiego ojca! Wynoś się!
Zraniony mąż wstał od komputera i z teatralnym westchnieniem zaczął pakować swoje rzeczy. Dzieci, które cicho jak myszki stały w drzwiach pokoju, w którym odbyła się awantura, patrzyły na Olgę i ojca przerażonymi oczami.
Kiedy Piotr wyszedł, Olga przywołała córkę i syna do siebie. Przytulili się do niej ufnie, a Tomek podniósł małą buźkę:
— Mamo, kiedy tata wróci?
— Kochanie, przez jakiś czas nie będzie przychodził. Tak zdecydowaliśmy.
— Pokłóciliście się i go wyrzuciłaś? — Julia, która miała już siedem lat, była mądrzejsza od młodszego brata.
— Moja kochana, nie martw się. Wszystko będzie dobrze. Chodźmy się wykąpać!
— Zrobisz nam dużo, dużo piany? — zaczął paplać Tomek, skacząc z ekscytacji.
Ten mały szkrab uwielbiał kąpiele. Olga uśmiechnęła się, nalała dużo piany — w taki historycznie ważny dzień grzechem byłoby nie urządzić pianowej imprezy.
Śmiała się z dziećmi, maluchy chlapały się wodą, łaskotały nawzajem. A potem zadzwoniła zapłakana teściowa. Pani Maria błagała Olgę, by się opamiętała i ocaliła rodzinę, przysięgała, że porozmawia z Piotrem jeszcze raz, że wszystko się ułoży. Olga mówiła do starszej kobiety łagodnie, ale stanowczo. Zawsze miała dobre relacje z teściową, ale z mężem przeżyła swoje, i nie zamierzała zmieniać swojego postanowienia.
Minął miesiąc, a po Piotrze słuch zaginął. Olga nie wiedziała i nie chciała wiedzieć, gdzie jest i co robi. Ze swoją teściową nadal się kontaktowała. Babcia często przychodziła odwiedzać wnuki, a wiedząc, że sytuacja finansowa samotnej matki jest trudna, zawsze przynosiła pełne torby jedzenia i smakołyków dla dzieci.
Dodała też ze swojej emerytury pieniądze na wyjazd Julii na obóz, a Olgę zmusiła, by wzięła od niej pieniądze na kurtkę zimową. Biedna kobieta tak się zużyła, że na jesień nie miała już żadnych odpowiednich ubrań. Pani Maria dobrze o tym wiedziała i czuła się winna za zachowanie syna, dlatego starała się jakoś pomóc synowej.
Po pół roku Olgę awansowano w pracy. Julia szczęśliwie poszła do szkoły, a Tomek do grupy zerówkowej w przedszkolu. Stopniowo życie wróciło do normy, a Olga nawet kupiła dzieciom nowe łóżko piętrowe. Żyli skromnie, ale tamtej uciążliwej biedy, która była przy Piotrze, już nie było.
Olga odzyskała siły, zaczęła się wysypiać, a w domu prawie nie było konfliktów. Czasem dzieci się buntowały i trzeba było je upominać, ale czy takie drobne sprzeczki z ukochaną córką i synem nie były prawdziwym spokojem i szczęściem w życiu matki?
