“Dlaczego w ogóle brać ślub?” Mam ponad 40 lat i jestem przekonanym kawalerem

Witam wszystkich, pozwólcie, że się przedstawię. Jestem Michał, mam już ponad 40 lat i tak, jestem przekonanym kawalerem, a wręcz jestem niemal pewien, że na zawsze. Ale proszę, nie myślcie, że jestem jakimś wiecznym chłopcem, który nie opuścił jeszcze gniazda matki. Wcale tak nie jest, wręcz przeciwnie. Jestem zamożnym, zdeterminowanym mężczyzną, mam odpowiednią pracę i własne mieszkanie.

Zawsze szanowałem swoją matkę, ale nigdy nie uważałem, że moja przyszła żona musi być do niej podobna. Tak to już wyszło, że nigdy nie wymagałem od kobiet, które były ze mną, niczego szczególnego, ale sam stawałem się ofiarą ciągłych żądań i manipulacji. Za każdym razem, kiedy kobieta wprowadzała się do mnie, natychmiast zaczynały się zmiany w wystroju wnętrza, przestawianie moich osobistych rzeczy, co naturalnie mi się nie podobało, a potem słyszałem tylko, jak okrutna jestem.

W tych momentach wydawało mi się, że jestem gościem we własnym domu, lub mój dom stał się przedmiotem zmian, w którym byłem tylko poddanym. Jednak zawsze starałem się zadowolić swoją żonę i okazywać jej uwagę: zabierałem ją do kina i restauracji, kupowałem biżuterię, kwiaty. Ale zawsze czułem, że moje decyzje zostały już podjęte za mnie, a każdy mój ruch był przewidywalny. I gdy tylko próbowałem wykazać charakter, jedna z nich zaczynała płakać, wzbudzając litość, a druga stawała się jeszcze bardziej nachalna.

Prawdę mówiąc, nie jestem człowiekiem, który żywi się sucharkami i w lodówce ma tylko paczkę pierogów. Jeśli chcę, potrafię coś ugotować, a co więcej, robię to całkiem dobrze. Mogę zamówić jedzenie na wynos. Ale jeśli kobieta coś dla mnie przygotuje, to zjadę z przyjemnością i pochwalę, oczywiście, chyba że będzie przez cały wieczór usiłowała zdobyć uznanie i nie da mi spokojnie odpocząć i obejrzeć meczu.

„Biegają za swoją piłką jak dzieci, tylko gdyby mieli odrobinę rozumu”, powiedziała mi jedna z nich.

Pewnie tylko w filmach mężczyźni mają spełnione swoje marzenia, kiedy wracają do domu po ciężkim dniu pracy i witają ich kochane kobiety w krótkich sukienkach lub w strojach pielęgniarek, z gotowym obiadem, choć przynajmniej mnie to nigdy nie spotkało. Zamiast tego dostawałem kłótnie i nerwy od samego progu, a zakazy w kwestii spotkań z przyjaciółmi i zainteresowań.

Wystarczyło tylko zaprosić kogoś, a zaraz padały zarzuty, choć zawsze spędzaliśmy czas w miłej atmosferze i nigdy nie upijaliśmy się do nieprzytomności. Ale wystarczyło, że kiedykolwiek chciałem coś wyjaśnić, uspokoić kogoś i przekonać, niestety, było już za późno.

Siedzę i zastanawiam się, po co w ogóle brałem ślub, skoro w związku są same minusy. Może chodzi o intymność? Ale można ją uzyskać w pojedynkę, bez żadnych zobowiązań. Dla chwili przyjemności w domu? Jednak wszystko to tylko iluzja. I można zrobić wszystko samemu, żyć naprawdę wygodnie, nie zmywać naczyń przez długi czas, jeść gotowe jedzenie, zostawiać rzeczy gdzie się chce, oglądać mecz, spotykać się z przyjaciółmi i, wreszcie, podejmować własne decyzje.