Gdyby ktoś mi wtedy powiedział, że wybaczę swojemu mężowi po 7 latach od zdrady, nigdy bym w to nie uwierzyła, bo jestem kobietą, która zna swoją wartość. Ale kiedy Andrzej odszedł ode mnie do innej, bardzo się zmieniłam, ponieważ bardzo ceniłam męża. Prosiłam go, żeby się opamiętał, przypominałam o synu, ale to było na nic, zakochał się w niej i odszedł. Wtedy od razu planowałam ponownie wyjść za mąż, żeby dowiedział się o tym i żałował, pragnął mnie odzyskać, ale Andrzejowi było wszystko jedno

Ostatnio usłyszałam historię moich znajomych, która jest dość smutna i niestety ma nie najlepsze zakończenie. Teraz nie chcę im dawać żadnych rad, nie chcę wtrącać się w ich rodzinę, więc postanowiłam napisać to tutaj, być może wielu ludzi nie popełni błędu, który w przyszłości zniszczy ich małżeństwo.

Drogie kobiety, nie spieszcie się z podejmowaniem nieprzemyślanych decyzji, aby nie zrujnować swojego życia i życia swoich bliskich. Nie wszystkie problemy w życiu małżeńskim są takie, jak się wydają na pierwszy rzut oka, zwłaszcza gdy jesteście bardzo młode.

Gdyby nie moja mądra mama, prawdopodobnie moje życie potoczyłoby się zupełnie inaczej, i najprawdopodobniej – o wiele gorzej.

Spróbuję wam to wszystko opisać – być może moja historia posłuży komuś jako dobra lekcja.

Wyszłam za mąż, gdy miałam 21 lat, za swojego kolegę z klasy, z którym chodziłam do szkoły podstawowej.

Musiałam go potem ponownie poznać – już w dorosłym życiu, ponieważ wyjechał z rodzicami z naszego miasta i osiedlili się w innym miejscu, a po służbie wojskowej wrócił.

Nie czekaliśmy długo z weselem, od razu wzięliśmy ślub z Andrzejem.

Jak teraz pamiętam, moja mama nie była zachwycona nim. Ciągle mówiła, że Andrzej jest jeszcze za młody, że nie wyszalał się, że nie jest gotowy na ciężkie obowiązki rodzinne, ale widziała w nim potencjał – gdyby był trochę bardziej dojrzały, mógłby być wspaniałym mężem. Ale do tego, jak mówiła, potrzebne są lata.

Tylko że ja, nie słuchając nikogo, spieszyłam się, by zrobić z niego głowę rodziny – zostałam mamą cudownego malucha, a sama byłam kapryśna jak dziecko, bo być może sama nie byłam jeszcze gotowa do życia rodzinnego.

Prawdopodobnie Andrzej zmęczył się wszystkimi moimi uwagami i kaprysami, zwłaszcza że na początku lat 90. nie było łatwo zdobyć i kupić wszystko, by przeżyć.

Ale znalazła się nowa dama, która uznała, że lepiej dbać o mężczyznę, niż on ma dbać o ciebie.

I mój mąż zaczął odwiedzać tę panią – była starsza od niego, była już zamężna, a potem się rozwiodła. Przez pół roku nic nie wiedziałam i nawet nie podejrzewałam, co się dzieje, tylko coraz bardziej się denerwowałam, że mąż się spóźnia, a w domu czekała na niego moja niechęć.

A potem Andrzej sam mi wszystko powiedział. Przyznał się, można powiedzieć. Po prostu, spokojnie, bez zbędnych słów – że odchodzi ode mnie, że tam czuje się lepiej i spokojniej: ona go słucha i pociesza, a ze mną nie jest mu dobrze.

Błagałam Andrzeja, żeby nie popełniał błędu i został z rodziną, ale odszedł.

Próbowałam szukać pocieszenia u mamy, ale ona już wcześniej mnie ostrzegała, żebym również poświęcała mu uwagę, a nie tylko żądała czegoś dla siebie, jak to zawsze robiłam.

Potem próbowałam przekonać męża, że jest potrzebny naszemu małemu synkowi, że dziecko powinno dorastać z ojcem, ale to wszystko na nic.

Andrzej przychodził tylko do przedszkola, by spotkać się z synem i przynosił mu prezenty. Kto chce, ten znajdzie sposób! Dawał pieniądze regularnie, ale się rozwiedliśmy, a ja wciąż miałam nadzieję, że wszystko wróci do normy.

A potem zdecydowałam, że wyjdę za mąż na złość Andrzejowi, żeby zobaczył, że moje życie się układa, że wszystko jest u mnie w porządku i że go nie potrzebuję.

Moja mama mnie od tego odwodziła – mówiła, że jeśli mąż nie wróci do rodziny, to nie należy popełniać nowych błędów. Miałam kandydatów na męża, ale nikogo nie kochałam, tylko mojego Andrzeja.

Po roku rozłąki złożyłam wniosek o ślub z innym mężczyzną, po prostu chciałam, żeby Andrzej o tym wiedział. Dowiedział się, ale nie zareagował, więc odwołałam to małżeństwo. Uspokoiłam się na jakiś czas, chociaż nie podobało mi się, że ma nową rodzinę.

Z czasem zaczęły do mnie docierać plotki, że żyją źle, i bardzo mnie to cieszyło. A po prawie sześciu latach były mąż zaczął coraz częściej nas odwiedzać.

Byłam dla niego spokojniejsza, zawsze przygotowywałam dla Andrzeja posiłek. Przychodził niby tylko po to, by spotkać się z dzieckiem, ale w rzeczywistości – przychodził do mnie, i oboje to rozumieliśmy.

Zostawił potem tamtą kobietę. Życie nas oboje nauczyło, z czasem dojrzeliśmy, znalazłam w sobie siłę, by wybaczyć te trudne siedem lat, ponownie wzięliśmy ślub, a potem znowu urządziliśmy wesele.

Moja mama chyba zawsze myślała, że wszystko potoczy się właśnie tak! Bardzo się zmieniliśmy, a to, przez co przeszliśmy, tylko wzmocniło nasz związek.

Niedawno z mężem obchodziliśmy 20-lecie naszego drugiego ślubu. Żyjemy wspaniale, w harmonii, nasz syn jest już dorosły i ma własną rodzinę. Przez te 20 lat prawie się nie kłóciliśmy – temat rozłąki jest dla nas zakazany.

Teraz myślę z smutkiem – co by się ze mną stało, gdybym wtedy nie znalazła w sobie siły, by wybaczyć mojemu ukochanemu mężowi po 7 latach?

A co wy o tym myślicie? Czy można wybaczyć zdradę po 7 latach i ponownie wpuścić byłego męża do swojego życia i rodziny?