Janina zrozumiała, że mąż sprowadzał kogoś do domu pod jej nieobecność, tylko że Maksymilian do niczego się nie przyznawał
Maksymilian i Janina nie mogli nacieszyć się swoją nową kawalerką. Przez kilka lat oszczędzali na wszystkim, aby móc wpłacić początkowy wkład. Nie mieli nikogo, kto mógłby im pomóc. Janina straciła rodziców w dzieciństwie, a Maksymilianowi został tylko starszy ojciec.
Po zamieszkaniu na nowym miejscu zorganizowali parapetówkę. Przyszło mnóstwo przyjaciół i krewnych. Po ich wyjściu Maksymilian zauważył, że z wieszaka zniknął zapasowy komplet kluczy. Mężczyzna przeszukał każdy zakątek w nowym mieszkaniu, ale nie mógł znaleźć zguby.
– Coś zgubiłeś? – zapytała Janina.
– Szukam skarpetek, gdzieś je bezmyślnie wsadziłem – skłamał Maksymilian, obawiając się powiedzieć żonie o zniknięciu kluczy. Nie mógł przyznać się do prawdy, bo oznaczałoby to, że ktoś z przyjaciół lub krewnych jest złodziejem.
Wkrótce mężczyzna pogodził się z sytuacją, zrobił kolejny duplikat i zapomniał o całym incydencie. Jednak nie powinien był tak szybko się uspokajać. Miesiąc później, po pracy, Janina przywitała go w drzwiach wściekła.
– Kogo sprowadzałeś do naszego mieszkania pod moją nieobecność? – zapytała gniewnie, stawiając ręce na biodrach.
– Nikogo – odpowiedział zdezorientowany Maksymilian.
– To co to jest? – Janina złapała go za rękę i pociągnęła do kuchni. Oczy Maksymiliana zaczęły krążyć po pomieszczeniu, gdy zobaczył na stole pustą butelkę po winie, dwa kieliszki i skórkę po bananach.
– Byłem w pracy. Mogę dmuchnąć w alkomat – zaczął się bronić mężczyzna.
– To jak to wytłumaczysz? – dopytywała Janina.
– Nie mam nic do powiedzenia – wzruszył ramionami Maksymilian.
Janina niedowierzająco zacięła usta. Wyglądało na to, że nie uwierzyła mężowi. Zresztą, kto normalny uwierzyłby w te brednie?
– Nawet nie potrafisz wymyślić niczego na swoją obronę! – zgryźliwie powiedziała Janina. – Przyłapałam cię na gorącym uczynku?
Maksymilian rozłożył ręce w zdumieniu. Sam nie mógł zrozumieć, skąd wzięła się ta butelka.
Przez tydzień Janina nie odzywała się do męża. Gdy w końcu się poddała, wydarzyło się coś, co znów zachwiało i tak już niestabilną pozycję Maksymiliana.
Janina wróciła z pracy i odkryła na swojej pościeli obcą damską bieliznę.
– Kpisz sobie ze mnie? – Janina wcisnęła mężowi znaleziony dowód prosto w twarz. – Nie mogę uwierzyć, że jesteś tak bezczelny! To już przekracza wszelkie granice.
– To nie moje rzeczy! – oburzył się Maksymilian.
– Wiem, doskonale widzę! Nawet by ci nie pasowały! – Janina rzuciła bieliznę w twarz mężowi.
– Chciałem powiedzieć, że nie wiem, skąd się tu wzięły, ale… poczekaj – nagle przypomniał sobie Maksymilian i uderzył się w czoło. – Po parapetówce zniknął nam zapasowy komplet kluczy. Widocznie ten, kto je wziął, przychodzi tu pod naszą nieobecność!
– Sprytne wytłumaczenie – odpowiedziała z niedowierzaniem Janina. Ile by mąż nie próbował przekonać ją, że mówi prawdę, ona nie chciała go słuchać.
Doszło do tego, że Janina zagroziła rozwodem. Maksymilian postanowił dowiedzieć się, kto odwiedza ich mieszkanie pod ich nieobecność.
Najciekawsze było to, że osoba ta doskonale znała ich grafik pracy. Mężczyzna uznał, że przyjaciele raczej nie byliby w stanie się zorientować i nie dać się złapać. Musiał to być ktoś z rodziny.
Ale kto? Wszystkie rodzeństwo miało już swoje rodziny i nie pasowało do roli oszustów. Aby przyłapać osobę, która urządzała randki w ich mieszkaniu, Maksymilian wziął zwolnienie lekarskie, ale nikomu o tym nie powiedział.
Przez trzy dni było cicho. Dopiero czwartego dnia, koło południa, usłyszał, jak w zamku przekręca się klucz. Szybko wyłączył telewizor i ukrył się na balkonie.
Po kilku minutach rozpoznał znajomy głos. Mężczyzna wsłuchał się i nie uwierzył własnym uszom. Wyraźnie usłyszał głos swojego pięćdziesięciopięcioletniego ojca.
Był w towarzystwie nieznajomej kobiety, która głośno śmiała się na całe mieszkanie.
Po około dziesięciu minutach Maksymilian zebrał się na odwagę i zdecydowanie wyszedł ze swojego schronienia.
– Jesteś w domu? – przestraszony, ściszonym głosem zapytał Irek.
– Na zwolnieniu lekarskim – odpowiedział sucho Maksymilian.
– Irku, kto to? – kobieta oburzyła się i nadęła wargi.
– To mój syn…
– Mieszka z tobą? Nigdy mi o tym nie mówiłeś – warknęła z irytacją nieznajoma.
– Nie, Sonia, wszystko ci później wyjaśnię – Irek zmieszany podrapał się po głowie. – Synu, możemy porozmawiać na osobności?
Maksymilian odszedł z ojcem na bok, a ten zaczął go prosić, żeby zostawił ich z kobietą samych na kilka godzin.
– Nie, tato, przerywam twoje eskapady! Przez ciebie omal nie doszło do rozwodu! Klucze! – zażądał Maksymilian. – Dlaczego to zrobiłeś?
– Co takiego zrobiłem?
– Ukradłeś klucze!
– Nie ukradłem, tylko wziąłem od własnego syna. Jestem mężczyzną w pełni sił i nie mogę pozostawać bez kobiecej uwagi – bronił się Irek.
– Rób, co chcesz, ale nie tutaj! Zabieraj je do siebie!
– Tak, jasne, zaproś je do domu, a potem nie będziesz mógł się ich pozbyć – ojciec wykrzywił twarz w grymasie. – Na cudzym terenie jest bezpieczniej.
– Klucze! – ponownie zażądał Maksymilian. Irek nie miał wyboru, musiał oddać klucze synowi.
Kiedy Maksymilian opowiedział Janinie, że jego własny ojciec urządzał w ich mieszkaniu dom dla randek, była bardzo zdziwiona. Od chuderlawych teściów najmniej spodziewała się takiego zachowania. Po tym, jak Maksymilian odzyskał klucze od mieszkania, w rodzinie młodej pary znów zapanował spokój i harmonia.
