Jarosław wraz z żoną Ireną i córką Martą postanowili pojechać odpocząć do teściowej na wieś. Spakowawszy rzeczy, rodzina wyruszyła w podróż. Anna ciepło przywitała córkę z mężem i wnuczką. Suto ich nakarmiła i opowiedziała nowinki z wioski. Jarosław, w oczekiwaniu na wypoczynek, położył się spać. Irena pomagała mamie posprzątać ze stołu, a Marta biegała po podwórku z telefonem, próbując znaleźć internet… Następnego dnia wczesnym rankiem Jarosław z Ireną słodko spali. Nagle rozległ się hałas i krzyki. Jarosław otworzył oczy i spojrzał na zegarek. Szósta rano. Mężczyzna przeniósł wzrok na drzwi i zamarł ze zdziwienia

Irena wraz z mężem Jarosławem zastanawiali się, jak spędzić urlop. Pieniędzy na wakacje było mało. Pieniądze z wakacyjnego zasiłku wydali na naprawę starego samochodu i zakup ubrań dla córki.

– Z mojej pracy pojechali nad morze, sąsiedzi nasi do Szwajcarii. A nam na nic nie wystarczy, ceny teraz jakie są – powiedziała smutno Irena.

– A co tam robić nad tym morzem?! Można i w domu dobrze odpocząć – odpowiedział Jarosław.

– Dobrze odpocząć? Leżeć na kanapie z pіwem? To twoje ulubione zajęcie! A co ja mam robić? W domu nudno, a do tego jestem zmęczona miejskim hałasem.

– No, to twój problem. Za to pieniądze zostaną. Musimy mieć za co żyć po urlopie.

Nagle zadzwonił telefon. Dzwoniła mama Ireny, Anna.

– Cześć, córeczko, jak tam u was? Co porabiacie?

– Cześć, mamo. Właśnie z Jarkiem myślimy, co zrobić na urlopie. Pojechalibyśmy gdzieś, ale potrzebne są pieniądze, a w domu nudno…

– To przyjeżdżajcie do mnie! Świeże powietrze, las blisko, grzyby, rzeka. Jarosław będzie mógł łowić ryby, odpoczniecie od kurzu i hałasu miasta. I co najważniejsze – za darmo.

– Pomyślimy, dziękuję za propozycję…

Jarosław słyszał całą rozmowę.

– A co, to całkiem dobry pomysł, co myślisz? Kiedy jeszcze będzie taka okazja? Zawsze brakuje czasu, rzadko widujesz się z mamą. A Marta oderwie się od swojego telefonu.

– Nie mam nic przeciwko. Po śmierci taty mamie jest tam samotnie, odwiedźmy ją, sprawimy jej radość. Na dwa tygodnie można pojechać…

…Córkę trzeba było długo namawiać.

– A co ja tam będę robić?! Biegać za kurami po podwórku? Babcię oczywiście kocham, ale siedzieć u niej dwa tygodnie to nie najlepszy pomysł…

Tam internet pewnie słabo działa, jeśli w ogóle jest. Zanudzę się.

– Nie zanudzisz się. Śpij, spaceruj, odpoczywaj, ile chcesz. Daj oczom odpocząć od smartfona, ciągle w nim siedzisz. Nie zostawimy cię tu samej, więc pojedziesz bez gadania.

Marta zrobiła niezadowoloną minę. Z mamą lepiej nie dyskutować…

…Spakowawszy rzeczy, następnego dnia cała rodzina wyruszyła w podróż.

Anna ciepło przywitała córkę z mężem i wnuczką. Suto ich nakarmiła i opowiedziała o nowinkach z wioski.

Jarosław z radosnym oczekiwaniem na odpoczynek położył się spać. Irena pomagała mamie sprzątać ze stołu, a Marta biegała po podwórzu z telefonem, próbując znaleźć internet…

Następnego dnia wczesnym rankiem Jarosław z Ireną słodko spali.

Nagle rozległ się jakiś hałas i krzyki.

Jarosław otworzył oczy i spojrzał na zegarek. Szósta rano. Mężczyzna przeniósł wzrok na drzwi i zamarł ze zdziwienia.

Anna weszła do pokoju i głośno zawołała:

– Pobudka, śpiochy! Zapraszam was na wykopki! Najsmaczniejsze, sypkie ziemniaki czekają na nas w ziemi! Trzeba je wykopać i posortować.

– Jakie ziemniaki? – westchnął Jarosław. – Przyjechaliśmy tutaj odpoczywać, a nie zajmować się wykopkami. Bezczelnie nas, teściowo, zwabiłaś, żeby nas wykorzystać do swoich celów?

– Zięciu, nie wiesz jeszcze, co jest zakopane w ogródku. Kiedy z moim świętej pamięci mężem kupowaliśmy dom, właściciel opowiadał, że gdzieś tu zakopany jest skarb z monetami złotymi. Mój mąż w to nie wierzył, ale ja wierzę. Może tobie się poszczęści, znajdziesz skarb i zabierzecie go sobie.

Jarosławowi od razu otworzyły się oczy, a sen zniknął. Złote monety! Przecież kiedyś często znajdowano skarby. Może mu się poszczęści?

– W zasadzie praca w ogródku jest bardzo korzystna dla organizmu. No i ziemniaki same się nie wykopią. Czemu by nie pomóc ukochanej teściowej?

Kochanie, wstawaj, czeka nas robota!

– No i dobrze. Śniadanie na stole, pójdę po łopaty i wiadra z szopy. Czekam na was w ogrodzie – odpowiedziała zadowolona Anna.

Jarosław z Ireną ochoczo wzięli się do roboty. Jarosław kopał, a żona z teściową zbierały ziemniaki i od razu je sortowały. Pokrojone i małe – do jednego wiadra, duże i całe – do drugiego.

Jarosław starał się kopać głębiej, uważnie przyglądał się każdej grudce ziemi.

– O, coś błysnęło! – westchnął i zaczął kopać rękami ziemię.

– E tam, jakiś kawałek metalu… A już myślałem…

Do południa wszystkie ziemniaki były wykopane. Jarosław zmęczony i trochę rozczarowany, że nie znalazł skarbu, poszedł się wykąpać w letnim prysznicu, który stał na podwórku.

– Dziękuję wam bardzo! Tydzień bym się tu męczyła. Kręgosłup już słaby, wiek daje się we znaki…

– Oj, mamo, w jakim ty wieku, przecież jesteś jeszcze młoda! Spójrz na siebie w lustrze, masz mniej zmarszczek niż ja!

– To dlatego, że robię maseczki z jagód i przemywam twarz kostkami lodu z wywaru jagodowego. Cera po tym jest czysta i gładka.

– Babciu, a co to za jagody? Ja też tak chcę – wtrąciła się Marta.

– Pójdziemy do lasu, nazbieramy i cię nauczę.

Marta z radością się zgodziła.

Następnego dnia wyruszyła z babcią do lasu, zabierając koszyki na zbieranie jagód.

– Mamo, tam w lesie jest tak cudownie! Ptaki śpiewają, drzewa są takie piękne, a zapach… Spójrz, co nazbierałyśmy! Ta trawa jest lecznicza, a tamta bardzo zdrowa, pełna witamin! Babcia nauczyła mnie rozpoznawać zioła!

Nazbieram i zabiorę do miasta. Teraz wszystko naturalne jest w modzie.

A te jagody, które zebrałyśmy, zasuszę i będę robić w domu zabiegi, oczyszczać skórę – z entuzjazmem opowiedziała Marta mamie.

Irena uśmiechała się, patrząc na córkę. Dawno nie widziała jej tak szczęśliwej, z iskrą w oczach.

Jarosław, wziąwszy rano wędkę po teściu, wyruszył na ryby. Na obiad przyniósł pół wiadra ryb.

– Irena, patrz, ile złowiłem! Pamiętam, jak z chłopakami biegaliśmy nad rzekę z wędkami, jakby czas się cofnął – radośnie pokazał żonie swoje zdobycze.

– No to mamy obiad. Już czyszczę rybkę i smażę, dawno takiej nie jadłam.

Dwa tygodnie minęły szybko. Jarosław ładował do samochodu skrzynki z ziemniakami, pomidorami i ogórkami, które im przekazała Anna.

Opalona Marta z żalem patrzyła na babciny domek. Poznała miejscowe dziewczyny, chodziła z nimi nad rzekę, do lasu, czasami na tańce.

Babcia nauczyła ją piec ciasto z jagodami i robić lotiony do twarzy. Marta prawie zapomniała o swoim telefonie, było wokół tyle ciekawych rzeczy.

– Babciu, u ciebie jest tak cudownie! Na pewno przyjadę w przyszłym roku, obiecuję! Minimum na miesiąc!

– Przyjedź choćby na całe lato, wnuczko, będę tylko szczęśliwa! Zięciu, a ty przyjedziesz jeszcze do tej zuchwałej teściowej, jak pójdziecie na urlop?

– Przepraszam, teściowo, za to, co mówiłem. Jesteś najskromniejszą, najwspanialszą i najhojniejszą teściową na świecie! A monety i tak znajdę! Jesienią nie oraj ogródka, sam go przekopię i to głębiej.

Teściowa uśmiechnęła się chytrze w odpowiedzi. No i dobrze.