Jedna kobieta rozwiodła się z mężem. Z powodu drobiazgu. Nie odebrał jej z lotniska. Czy ona jest mała, czy co? Przecież można zamówić taksówkę i bez problemu dojechać do domu. Pieniądze są

Jaki sens fatygować się tak daleko, tracić pieniądze i czas, skoro wygodniej jest wziąć taksówkę i dojechać?

Ta dama tak zrobiła. Weszła do mieszkania, mąż przy komputerze; odwrócił się i powiedział: „Już jesteś? Cześć!”, i znów utknął w ekranie. Grał czy pracował, trudno powiedzieć, zawsze był przy komputerze. Albo na kanapie z tabletem. Albo w pracy.

I wszystko było normalnie, nawet dobrze, spłacali kredyt hipoteczny, czasem chodzili do kina. Wszystko było normalnie! Ale ona odeszła. I nikt nie mógł zrozumieć dlaczego. Ona sama też nie potrafiła tego wytłumaczyć. To jest tak ważne, kiedy nas odbierają. A pociąg wreszcie powoli podjeżdża na peron. I wszyscy patrzą przez zamglone okna, odsuwając firanki – gdzie są moi? Gdzie osoby, które przyszły mnie odebrać? Tak bardzo boimy się nie zauważyć swoich w tłumie – a na peronie tłum, niektórzy nawet z kwiatami. I wszyscy idą-biegną za powolnym pociągiem, też patrzą w okna – żeby zobaczyć swoich. I radośnie się spotkać.

Potem, być może, znowu zaczną się kłótnie albo drobne urazy, pytania, rozmowy o niczym; ale moment spotkania – jest najszczęśliwszy. To moment miłości, kiedy widzisz drogie ci oblicze. I chce się głośno powiedzieć współpasażerom – a mnie odbierają, widzicie? Mąż, albo mama, albo tata, albo dziadek z babcią! Albo przyjaciele. Patrzcie! Oto oni!

I z samolotu wychodzisz, i z przyzwyczajenia patrzysz w tłum oczekujących – szukasz swoich. Chociaż sam im powiedziałeś, żeby cię nie odbierali – po co dodatkowe kłopoty? Wezmę taksówkę i przyjadę. Czy ja jestem mały, czy co? To małych odbierają.

Jak się rodzimy – tak nas odbierają. Bezsensownym bukietem, radosnymi twarzami, nowym wózkiem… Stoją, czekają, z nogi na nogę się przestępują – odbierają, znaczy. To miłość. Kiedy nas odbierają – to miłość, czysta i bezinteresowna. Taka rzadka.

I ta kobieta zrozumiała, że jej nie kochają. Nie kochają jak należy. Całą duszą i całym sercem. A po prostu żyją obok… I odeszła. I wyszła za innego mężczyznę, który odbiera. I ona jego odbiera, chociaż to kłopot i nie zawsze ma to sens…

Myślę, że tam, w innym świecie, też nas odbiorą. Jak na peronie, nasi drodzy i kochani. I od razu ich rozpoznamy – w tłumie, wśród obcych ludzi. I wyciągniemy do nich ręce, i obejmiemy się, i pójdziemy razem do domu, rozmawiając i opowiadając nowości.

To miłość.