Jeśli posłuchać mojej teściowej, można by dojść do wniosku, że cały czas odkłada pieniądze dla nas: na wesele, na mieszkanie, na urlop macierzyński. Ale jak dotąd nie widzieliśmy od niej żadnej pomocy

Osobiście nie potrzebuję wsparcia od teściowej, sami sobie radzimy. Ale ona ciągle gra na emocjach, opowiadając, jak ciężko jej się żyje, bo każdą dodatkową złotówkę odkłada dla nas, a sama nie dojada, nie dopija i we wszystkim sobie odmawia.

Oczywiście mój mąż jej współczuje i czasem daje mamie pieniądze, od których ona długo i teatralnie się broni, ale w końcu je przyjmuje, mówiąc, że trochę wyda na siebie, a resztę odłoży na konto, gdzie rzekomo leżą wielkie oszczędności dla nas.

Moja teściowa to naprawdę interesująca osoba. Już podczas naszego oficjalnego poznania, kiedy zostałam przedstawiona jako przyszła żona jej syna, oświadczyła, że zacznie oszczędzać na nasze wesele. Chociaż ani ja, ani mój mąż jej o to nie prosiliśmy, a nawet nie planowaliśmy hucznego wesela.

Jednak mama męża przekonała nas, że wesele jest konieczne, i obiecała odkładać z każdej wypłaty. No cóż, jej decyzja. My też zaczęliśmy myśleć o uroczystości weselnej. Liczyliśmy na jakąś pomoc od teściowej, ale zawsze miała wymówki: to bank nie działał, to problemy z kontem, to jeszcze trzeba było poczekać, bo teraz nie mogła wypłacić.

Od jej deklaracji, że będzie oszczędzać, do naszego wesela minęły dwa lata. Wystarczająco dużo czasu, by coś zaoszczędzić, zwłaszcza że teściowa twierdziła, że z wypłaty zostawia sobie tylko na rachunki i jedzenie. Suma powinna być całkiem pokaźna.

Wesele odbyło się bez pomocy ze strony mamy męża. Po weselu oświadczyła, że skoro z weselem nie wyszło, to teraz będzie oszczędzać na nasze mieszkanie. Mieszkanie było dla nas aktualnym tematem, bo mieszkaliśmy wtedy na wynajmie.

Razem z mężem sami zbieraliśmy na mieszkanie. Ustaliliśmy, że jeśli rodzice będą chcieli pomóc, przeznaczymy te pieniądze na spłatę kredytu hipotecznego. Teściowa opowiadała, jak starannie oszczędza dla nas pieniądze, ale jednocześnie nie zapominała narzekać, jak drogie jest życie – leki, jedzenie, rachunki.

Wygląd teściowej był raczej zaniedbany – płaszcz miejscami przetarty, buty ledwo trzymały się na nogach, a kiedy przychodziliśmy w odwiedziny, lodówka była prawie pusta. Tylko to ostatnie przekonywało mnie, że rzeczywiście oszczędza dla nas. Aż do momentu, gdy pewnego dnia przyszłam do niej bez zapowiedzi, bo wracałam od rodziców i miałam dla niej ciasta.

Teściowa tak się zmieszała na mój widok, że nawet nie próbowała protestować, kiedy weszłam do kuchni. Na stole leżały cukierki, ciastka, ser i kiełbasa – wyglądało na to, że miała zamiar zrobić sobie kawę i coś przekąsić. Zostawiłam to, co przyniosłam, i szybko wyszłam. Wtedy zrozumiałam, że te “koncerty” z pustą lodówką były tylko dla nas, bo zawsze uprzedzaliśmy ją o naszych wizytach.

Teściowa niby oszczędzała na mieszkanie, ale żadnych pieniędzy od niej nie zobaczyliśmy. Nie dołożyła się ani do pierwszej wpłaty, ani później, kiedy wzięliśmy kredyt hipoteczny.

– Widzę, że sami sobie świetnie radzicie. No to teraz będę oszczędzać na urlop macierzyński. Teraz dzieci są takie drogie – to jakiś koszmar!

Oszczędzaj, droga teściowo, na co tylko chcesz, byle nie kosztem naszej rodziny. Ale znowu się zaczęło – boli ją ząb, do dentysty trzeba iść, ale prywatny drogi, a na NFZ termin za dwa miesiące. Mąż wzdycha i wysyła mamę na leczenie zębów na własny koszt. Najpierw jeden ząb, potem drugi, potem jeszcze kolejny. Tak chodziła przez pół roku, a koszty pokrywał mój mąż.

Dwa lata temu poszłam na urlop macierzyński. Pracowałam prawie do samego porodu i dostałam świetną premię. Mąż też dobrze zarabiał, więc jeśli nie wydawaliśmy pieniędzy na lewo i prawo, to spokojnie nam wystarczało.

Teściowa, która niby oszczędzała na mój urlop macierzyński, przestała o tym wspominać. Tylko pytała, jak nam się żyje, i kiedy słyszała, że dobrze, mówiła, że jeszcze trochę odłoży.

W przyszłym tygodniu wracam do pracy. Syn idzie do płatnego przedszkola, a ja wracam do obowiązków zawodowych. Wczoraj dowiedziała się o tym teściowa.

– O, skończył się urlop macierzyński! No to teraz zacznę oszczędzać na naukę wnuka – oświadczyła.

Śmiałam się tak bardzo, że aż się zakrztusiłam herbatą. No tak, a potem będzie można oszczędzać na wesele wnuka, na mieszkanie dla wnuka i tak dalej.

– Śmiejesz się z teściowej, a może po jej śmierci okaże się, że miała dla was odłożone miliony – zażartowała moja mama. Może i miliony, dziesięć milionów…