Jestem rozwiedziona od dawna, mieszkam w swoim małym mieszkaniu z córkami. Po rozwodzie moi rodzice bardzo mi pomagali: przychodzili, aby zająć się dziećmi, mama gotowała, sprzątała, żebym mogła trochę odpocząć. Teraz ich pomoc nie jest mi już w ogóle potrzebna, dzieci dorosły, radzę sobie sama, ale nie wiem, jak teraz odebrać im klucze od własnego mieszkania

Obecnie nie mam pojęcia, jak odebrać rodzicom klucze od mojego mieszkania. Pewnie nie obędzie się bez kłótni, aby to załatwić. Ale żyć w obecnej sytuacji jest już naprawdę trudno. Rodzice nie czują żadnych granic – zarówno mama, jak i mój tata.

Zachowują się, jakbym miała 12 lat. Wszędzie próbują zaglądać, kontrolują wszystko, co mogą, wtrącają się w nasze życie.

Mam teraz 38 lat, jestem rozwiedziona, wychowuję dwie córki w wieku szkolnym, i obecnie w moim życiu wszystko jest dobrze: małe, ale własne mieszkanie, praca, całkowicie samodzielne córki, na które można już polegać. Choć oczywiście na początku po rozwodzie z dwójką małych dzieci było mi bardzo ciężko.

Poradziłam sobie z tym wszystkim, prawdę mówiąc, dzięki moim rodzicom: pomogli mi z mieszkaniem, załatwili miejsce w przedszkolu dla dzieci, odbierali je, opiekowali się nimi, gdy były chore, bo z dwójką małych dzieci miesiącami w domu siedziałam, kiedy chorowały – taki pracownik nigdzie by się nie utrzymał, to zrozumiałe.

Potem zaczęła się szkoła, pierwsza klasa, kiedy dzieci trzeba wcześnie odprowadzić, a o 12 trzeba już je odebrać. I znowu mama z tatą przyszli z pomocą – odprowadzali, odbierali, odrabiali z nimi lekcje, prowadzili na zajęcia dodatkowe, kiedy sama nie dawałam rady.

Dlatego od samego początku mama i tata mają duplikat kluczy do mojego mieszkania.

W moim mieszkaniu mama i tata czują się jak u siebie w domu. Przychodzą o każdej porze, otwierają drzwi, wkładają produkty do lodówki, które kupili, sprawdzają garnki, mogą coś ugotować – wnuczki chcą naleśników na przykład, albo pysznych babcinych pierogów.

Z jednej strony, rodzice pomagają. Ale z drugiej strony – bardzo chciałabym, aby uszanowali mój osobisty przestrzeń. Mama bez problemu otwiera szafy, przekłada rzeczy według własnego uznania, przegląda torby, czyta dokumenty:

– A co w tym złego? To nie jest tajemnica. Leżało na komodzie, więc wzięłam i spojrzałam – mówi z przekonaniem.

Czuję się jak uczennica, martwiąc się, że rodzice znajdą moje starannie schowane prywatne rzeczy, które nie są przeznaczone dla cudzych oczu. Trudno sobie wyobrazić, co by się stało. Nie przywykłam do tego, to przecież nie jest w porządku. Już sama nie wiem, co i gdzie mogę schować we własnym mieszkaniu.

Rodzice nie lubią, kiedy mówię coś o mężczyznach, nie chcą, żebym z kimś związała swoje życie, mówiąc, że wystarczy im już tych problemów, ledwo sobie z nimi poradzili, nie potrzebują więcej.

Kiedyś, słuchając takich uwag, tylko się krzywiłam, ale nie dyskutowałam – bez sensu spierać się z rodzicami. Tak, mamo, dobrze, mamo, oczywiście, mamo, masz rację.

Ostatnio jednak pojawił się w moim życiu dobry znajomy. Stefan – rozwiedziony, samodzielny, interesujący mężczyzna. O czymś poważnym i planach na przyszłość jeszcze za wcześnie mówić.

Ale właśnie z powodu pojawienia się Stefana po raz pierwszy pomyślałam, że muszę jakoś wyjść spod kontroli własnych rodziców. To niedobrze, mając tyle lat, siedzieć w domu i słuchać mamę i tatę.

Pomogli mi w trudnym momencie – jestem im za to bardzo wdzięczna, bez nich byłoby mi ciężko.

Ale teraz radzę sobie doskonale sama, pomoc nie jest już potrzebna, a co więcej, staje się ciężarem. To nie pomoc, tylko ciągła kontrola.

Proste pytanie – najpierw jak odebrać rodzicom klucz do swojego mieszkania? Jak poprosić o te klucze?

Jak poprosić, żeby nie przychodzili do mojego mieszkania, gdy mnie nie ma, nie otwierali drzwi swoimi kluczami?

Dla mnie naprawdę okazało się to dużym problemem, jak odebrać klucze do domu swoim rodzicom. Naprawdę nie wiem. Jak powiedzieć, żeby oddali klucze, żeby się nie obrazili?