— Jestem twoją żoną, a nie służącą. Mogłeś sam umyć podłogi — oznajmiła Ania swojemu mężowi
Ania rzuciła niezadowolonym spojrzeniem na swojego leniwego męża, który z zapałem marnował cenne godziny rodzinnego czasu na kolejną grę komputerową.
— Tomasz, czy ty w ogóle zwracasz uwagę na cokolwiek poza swoimi czołgami? — kobieta ostrzegawczo podwinęła rękawy, ale nic się nie zmieniło.
Mąż tylko niezadowolony cmoknął i przewrócił oczami. Na ekranie małego monitora pojawiło się migające okno z napisem „przegrana”.
— No właśnie! Jesteś zadowolony? — warknął mężczyzna, przesuwając masywny słuchawki z ucha. — Wszystko przez ciebie.
Wokół Ani zdawało się, że lada moment rozbrzmiewać będzie grzmot, podczas gdy ona cierpliwie obserwowała pantomimę męża. Tomasz raz to stukał w zabrudzony ekran, raz rozczarowany drapał się po głowie. Jednak jedno było jasne: porażka gdzieś tam, w sieci internetowej, była dla niego znacznie ważniejsza niż zmęczona żona w drzwiach czy mała córka w sąsiednim pokoju.
— Wygrałabym turniej, gdybyś znowu nie czepiała się mnie z kolejnym absurdalnym pytaniem — mąż, jakby rzeczywiście ktoś brutalnie odebrał mu tytuł mistrza, dalej narzekał.
— A zapomniałeś, że masz córkę, nieszczęśliwy czołgiściu?
Mąż machnął ręką:
— Co? Kaśka jest w przedszkolu, nie testuj mojej cierpliwości.
Na twarzy Ani malowała się całkowita beznadziejność. Jak można tak zanurzyć się w świecie gier komputerowych, by zapomnieć o czasie! Nawet o tym, że córka z przedszkola wraca przed tym, jak pokój zacznie oświetlać jedynie nikły monitor.
Choć Ania nie była pewna, czy jej mąż kiedykolwiek widział zachód słońca w swoim życiu. Kiedy na niebie pojawia się wspaniały szkarłatny odcień, a zaraz potem rozgwieżdżone niebo. Takie widoki Tomasz być może oglądał wieczorami w telewizji. Nic więcej. Pewnie rozpadnie się biedaczek, jeśli wyjdzie z córką na spacer.
W pokoju rozległ się długi trzask. Światło złamało się w ozdobnym żyrandolu i rozproszyło po ciemnych kątach. Teraz oburzenie Ani, zbliżającej się do „mistrza” siedzącego w fotelu, tylko wzrosło: mogła znów zobaczyć linoleum, które starannie poleruje co drugi dzień, pościel po praniu i inne rutynowe, takie niewdzięczne prace.
— Zobacz — kobieca ręka sięgnęła w głąb zasypanego gratami stołu i wróciła z rozkwitającą kolonią pleśni na dnie filiżanki z resztkami herbaty. Lub kawy. — Tomasz, już ci pleśń rośnie — zaraz się stąd wydostanie.
— Prosiłem, żebyś nie grzebała w moich rzeczach — Tomasz wyciągnął filiżankę, którą sam zgubił w gąszczu „roboczego” stołu, i kilka razy zamieszał niezrozumiałą breję. — Będę pił.
Jakby wycinek z komediowego magazynu, a w rzeczywistości — zwykły wieczór z życia Ani. Jest młoda i całkiem atrakcyjna, ma dopiero trzydzieści lat, wszystkie drogi stoją przed nią otworem. Ale życie marnuje na opiekę nad zwykłym leniem.
Na początku wszystko było jak w bajce: zaloty, kwiaty, gotowanie sprawiało przyjemność. Jak tu nie dogadzać ukochanemu mężowi? A potem to soli za mało, to za dużo, to ziemniaki zbyt mdłe, i inne niezadowolenia.
Ani nigdy nie było ani jednej, nawet najmniejszej wdzięczności, tylko wymówki, wymówki, a potem znów wymówki. Tomasz uważał kobiety za służbę, a Anię za jedną z służebnic — wszystko podaj, przynieś, tu umyj, tam posprzątaj. Powtarzał to z dnia na dzień.
Kłótnie w rodzinie Ani i Tomasza nie były rzadkością. Mąż nie wstydził się powtarzać, że on jest żywicielem rodziny, a żona powinna zajmować się pracami domowymi. Nawet nie przejmował się faktem, że „strażniczka ogniska domowego” zarabiała znacznie więcej.
Z jej pensji były opłacane rachunki za wynajem mieszkania i inne codzienne wydatki. No, ale co z tego? Rodzina, w końcu. Tylko że Tomasz swoje pieniądze uważał za własne. Niewiele razy jego skromny kapitał przynosił korzyści komuś innemu poza nim samym. I w ogóle, Tomasz bardziej przypominał jakąś bezużyteczną dekorację w mieszkaniu — po pracy od razu w ulubiony fotel przed telewizorem i tak do samej nocy. Mógł spać tamże.
Ania musiała pracować za dwoje. Zbierać córkę, odwozić ją do przedszkola, w pracy nieustannie przeglądać dokumenty, w domu chodzić z mopem w zębach, jednocześnie gotując coś na kuchence. Ogólnie, małżeństwo pękało w szwach. Prędzej czy później musiała nastąpić ostatnia kłótnia.
— Kochany, dzisiaj u naszej Kasi jest zakończenie w przedszkolu. Wyobraź sobie! Jak szybko leci czas — Ania westchnęła z zadowoleniem, przeszukując wieszaki z ubraniami w szafie.
— Aha. Przecież niedawno szła do pierwszej klasy — urwane słowa męża były przerywane dźwiękiem meczu piłkarskiego w telewizji.
— Żartujesz?
— Jak można grać w coś takiego! Dałbym im ten piłkę…
— Tomasz!
— Czego chcesz?
Dziewczyna nie chciała psuć nastroju sobie, a tym samym córce. Przynajmniej nie w tak ważnym dniu. Dlatego postarała się nastawić pozytywnie i szybko wyjęła z głębi szafy swoje ulubione turkusowe sukienkę.
— A może chciałbyś pójść z nami? Spędzić trochę czasu z córką, chociażby zobaczyć wychowawców?
— Och, po co mi tam chodzić? — Tomasz rzucił pobieżne spojrzenie na kręcącą się przed lustrem żonę.
Ania przyłożyła sukienkę do swoich ramion i dokładnie obejrzała ją ze wszystkich stron:
— Dla Kasi to ważne. Takie wydarzenie zdarza się tylko raz w życiu, a jej będzie spokojniej, jeśli nas zobaczy.
— No to niech cię zobaczy i się uspokoi. Muszę obejrzeć mecz, dzisiaj półfinał.
— Jak chcesz… — Ania rozczarowana wyszła z pokoju.
— „Nie pójść na zakończenie własnej córki dla jakiegoś futbolu! Czy tak można?” — różne myśli krążyły w głowie, zwiastując nadchodzący konflikt, ale Ania już obiecała sobie: żadnych kłótni przed świętem córki.
W tle telewizora i okrzyków męża dziewczyna ubrała się i zrobiła makijaż, wcześniej ubierając Kasię. Z dołu w górę patrzyła na Anię słodka dziewczynka w maseczce i eleganckiej sukience.
— Zachwycisz wszystkich! — dziewczyna szczerze była zaskoczona swoją pociechą.
Na to Kasia tylko się zaśmiała i pociągnęła mamę do wyjścia. Tak bardzo chciała „zachwycić wszystkich”, co by te słowa dla niej nie oznaczały.
Droga do przedszkola min
ęła bez większych kłopotów. Ciekawe było tylko to, że nagle padał deszcz, a niebo zaciągnęło się chmurami. Na szczęście Ania miała czas na wzięcie parasola i przebranie się w coś cieplejszego. Nie mogło być źle.
Kasia na zakończeniu z blaskiem patrzyła na Anię i z tęsknotą, gdy mogła wrócić do domu i pokazać tatusiowi swoje najnowsze osiągnięcia. Dziewczynka bardzo chciała, żeby rodzice byli razem, ale zrozumienie i kompromisy w rodzinie rzadko się zdarzały.
Z przejęciem Ania przyglądała się, jak Kasia śpiewa piosenki i odbiera kwiaty z rąk wychowawczyń. W miarę jak festyn dobiegał końca, z zapartym tchem oczekiwała na końcowy moment. Widziała, jak jej córka biegała i tańczyła przed widownią, czuła pełnię szczęścia.
Jednak potem, w drodze powrotnej do domu, Ania znów sięgnęła po telefon komórkowy i z zapisaną w sercu myślą zadzwoniła do Tomasza:
— Tomasz, Kasia śpiewała dzisiaj, jak mała gwiazda. Było pięknie!
— I jak to się skończyło? — mąż odezwał się, jakby z lekceważeniem. — Położyłaś ją do łóżka?
— Jestem w drodze, ale…
— Więc zostaw to na jutro. Chcę w końcu się wyspać i zobaczyć mecz bez przeszkód. Idź już spać, buziaki.
Rozmowa szybko zakończyła się, a Ania jeszcze raz spojrzała na swoją dziewczynkę, śpiącą na siedzeniu obok. Na jej delikatnej twarzyczce odbijały się światła z latarni miejskich. Uśmiechnięta, spokojna, bez trosk.
Nie było już mowy o sporach. Ania zrozumiała, że czas na zmiany. Czas na życie dla siebie, czas na szukanie własnych pasji i przyjemności. Czas, aby wyjść z pułapki, którą sama sobie stworzyła. Dzień zakończenia przedszkola Kasi był początkiem nowego rozdziału, nie tylko w życiu jej córki, ale także w jej własnym.
