Jestem zmęczona ciągłym podejmowaniem decyzji – chcę rozwodu
Na początku naszego związku byłam pełna emocji, zakochana, marzyłam o rodzinnych zaciszu. Później wzięliśmy ślub. Ja uregulowałam kredyt hipoteczny, biegałam załatwiając dokumenty, ponieważ mąż nie dostał kredytu z powodu złej historii kredytowej. Pracowałam na dwóch etatach, a on po prostu istniał obok mnie.
Urlopy, większe zakupy – wszystko planowałam sama. Jemu było wszystko jedno: “Zrób, jak powiesz”. Rozwijałam się zawodowo, otworzyłam małą firmę, zarabiałam, a od niego otrzymywałam co najwyżej “przykręć tę półkę”. W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że chcę rozwodu! Po ostatniej podróży na wakacje wróciłam całkowicie emocjonalnie wyczerpana. Jak zawsze, wszystko planowałam, organizowałam ja. Jako inicjatorka działań występowałam ja. On w swoim zwyczajowym trybie “jak powiesz”.
Kupić kuchenkę, naprawić balkon, wezwać gazownika – wszystkie kwestie domowe rozwiązywałam ja… Mam dość! Brakuje mi sił psychicznych! Brakuje emocji. Nie chcę niczego i nigdzie nie chcę iść! On wypiął się na mnie jak dementor! Niezależnie od tego, o co poprosisz, słyszę “a kiedy ja?”. On to zwykły robotnik. Zawsze można znaleźć czas, by zadzwonić, dowiedzieć się o sprawach. Ale ja słyszę “a kiedy ja”. Dni powszednie – praca, wrócił, zmęczony. Żyje tylko w weekendy. I nawet…
Aby w ogóle nie zamienić się w bezduszne istnienie, chcę się rozwieść. Po prostu nie mogę dłużej! Ale jednocześnie czeka mnie wiele strachów. Przynajmniej ktoś może “przykręcić tę półkę”, a ja i tak robię wszystko, będę musiała robić absolutnie wszystko sama?!
Nie mam żadnego wsparcia. Brak przyjaciół, złe relacje z rodzicami. Praca – moja własna firma. A biznes to taka rzecz – dzisiaj jest, a jutro może nie być. Co robić? Bardzo się boję… Mam 37 lat, ale wyglądam młodziej, mam dwoje dzieci z pierwszego małżeństwa, mają 7 i 13 lat.
Mój mąż stoi w miejscu: przez cały czas, który jesteśmy razem, przez 5 lat pracuje w tej samej pracy, na tym samym stanowisku – brak postępu. Ja czytam książki, uczę się nowego w swoim zawodzie, rosnę i zmieniam się. Teraz jestem po prostu w impasie, bo skończyły się wszystkie moje siły moralne.
Szczerze mówiąc, nie jestem przyrodzonym liderem i nie chcę nim być. Muszę być: jeśli nie będę podejmować decyzji, będziemy siedzieć w mieszkaniu bez remontu, bez kuchenki, i ogólnie świat się zawali. A z taką osobą, jak mój mąż, życie nie jest interesujące. Taki człowiek obok po prostu wyciąga z ciebie energię, nieustannie podporządkowując się i oddając wszystkie decyzje mnie. Ale ja już się tym wszystkim męczę. Chcę po prostu poczuć smak życia.
