Jeszcze przed ślubem teściowa powiedziała mi, że jej syn zrujnuje mi życie. Wtedy pomyślałam tylko, że matka narzeczonego uważa, że nie jestem dla niego odpowiednia. Nie posłuchałam jej, co z perspektywy czasu okazało się błędem
Poznałam się z Jarosławem w kawiarni. Powiedział mi komplement, potem rozmawialiśmy, a następnego dnia poszliśmy na randkę. Tak zaczęliśmy się spotykać. Pochlebiała mi uwaga Jarosława: imponujący mężczyzna, zamożny, choć starszy o 9 lat.
Miałam wtedy tylko 22 lata, kończyłam studia i zastanawiałam się, gdzie będę pracować po ich ukończeniu. Jarosław miał 31 lat, pracował na kierowniczym stanowisku w firmie handlowej. Czy warto wspominać, jak różnił się od moich rówieśników, którzy zarabiali grosze?
Na początku wszystko było jak w bajce, a potem teściowa ostrzegła mnie, że Jarosław ma bardzo trudny charakter. Jednak nie zauważałam sygnałów ostrzegawczych na początku naszego związku, choć już wtedy były. Jarosław był bardzo zazdrosny, więc musiałam zerwać kontakty ze wszystkimi moimi męskimi przyjaciółmi. Ale uznałam to za normalne i wcale się nie męczyłam.
Po ślubie przeprowadziłam się do mieszkania Jarosława. Luksusowe mieszkanie, cztery pokoje, przestronne i bardzo nowoczesne. Czułam miłość męża, jego ochronę. Wiedziałam, że nigdy nie pozwoli mnie skrzywdzić. Przy nim czułam się całkowicie bezpieczna. O takich mężczyznach mówi się: „Z nim jak za murem”. Tylko że w moim przypadku to powiedzenie spełniło się dosłownie.
Jarosław zabronił mi kontaktować się z przyjaciółkami. Argumentował to tym, że teraz jestem zamężną kobietą i mój czas w całości należy do niego. Dlatego nawet gdy był w pracy, miałam siedzieć w domu: sprzątać, gotować kolację na jego przyjście.
Pewnego razu wyszłam na spacer do parku. Ale Jarosław jakby wyczuł, że nie jestem w domu. Dzwonił i pytał, gdzie jestem i kiedy wrócę do domu. W parku spotkałam znajomą z wózkiem. Okazało się, że ona też wyszła za mąż i zdążyła już urodzić pięknego synka.
Ona szła powoli, ciesząc się spacerem. A ja biegłam do domu jak przestępczyni. Wiecie, wtedy zazdrościłam mojej znajomej. Tak, miała wiele obowiązków związanych z niemowlęciem, ale była dużo szczęśliwsza ode mnie. I pewnie nie myślała, że jej życie jest zrujnowane.
Tak toczyło się moje życie pod kluczem. Dopóki nie wydarzyła się jedna nieprzewidziana sytuacja. Mama zadzwoniła do mnie i powiedziała, że ojciec trafił do szpitala i pilnie potrzebuje mojej pomocy. Zadzwoniłam do Jarosława i powiedziałam, że odwiedzę ojca. Ale mąż zabronił mi to robić! Powiedział, że od tego jest moja matka, a ja nigdzie nie pojadę.
Nie śmiałam nie posłuchać męża. Po tej sytuacji przyszedł do domu i zabrał mi klucze do mieszkania. Teraz zamykał mnie w domu, kiedy szedł do pracy, i otwierał drzwi tylko wtedy, gdy wracał. Na moje protesty Jarosław odpowiadał, że sama zmusiłam go do takiego działania. Mówił, że zawsze chciałam wychodzić, że mam wiatr w głowie.
Niedawno były urodziny teściowej. Po odejściu gości została ze mną sama i zapytała, czy wszystko u nas w porządku. Teściowa zaniepokoiła się, że wyglądam na zmęczoną i nieszczęśliwą.
Ze mnie, dawnej wesołej i radosnej dziewczyny, została tylko blada cień. Nie mogłam powiedzieć matce męża prawdy, bo ostrzegała mnie przed trudnym charakterem syna!
Nie wiem, co robić. Boję się, że zginę bez męża. Ale nie mam siły, by całe życie spędzić zamknięta.
