Już od miesiąca moja ciotka do mnie dzwoni, prosi, żebym opiekowała się jej matką, moją babcią, a ona mi, gdy staruszki zabraknie, zostawi jej mieszkanie. Mieszkanie babci jest solidne i można by się na to zgodzić. Ale z nią jest bardzo ciężko, nie można zostawiać jej samej w domu, a ja też nie mogę siedzieć w domu przez całą dobę. Mąż prosi, żebym się zgodziła, ale jak można ufać ciotce, skoro jest jedyną spadkobierczynią babci?

Obecnie moja babcia ma 85 lat. To rodzona matka mojej mamy.

Prawdę mówiąc, nasza babcia i tak miała przez całe życie trudny charakter, a teraz stał się on jeszcze gorszy.

Babcia choć wciąż jeszcze trochę potrafi sama dla siebie zrobić, porusza się po domu dobrze, ale trzeba na nią patrzeć jak na małe dziecko, mieć oczy dookoła głowy, bo może narobić wielu kłopotów.

Początkowo stale opiekowała się staruszką jej druga córka, moja rodzona ciotka, ale chyba jej cierpliwość się wyczerpała: powiedziała, że zachorowała i dlatego nie może się nią opiekować, bo jej samej już trudno – jak mówi, sama potrzebuje już opieki, a babcia w tym czasie…

Rozumiem ją oczywiście, babcia ma zbyt trudny charakter – jej ciągłe krzyki i kaprysy nie każdy wytrzyma, i to prawda, sama to rozumiem, bo wiem, jak z nią jest trudno.

Kiedyś do babci Odarki zaczęła przychodzić pracownica socjalna – ta kobieta tylko przychodziła, sprzątała jej mieszkanie, przynosiła produkty i szybko szła dalej za swoimi sprawami. Jak ona wytrzymywała z naszą babcią – trudno mi sobie wyobrazić.

Po 80. roku życia nasza babcia zachorowała, przez długi czas leżała w szpitalu. Po wypisie długo była leżąca, potrzebna była całodobowa opieka, aby choć trochę jej stan się poprawił.

Wszyscy pracują, wszyscy są zajęci, każdy ma wystarczająco swoich problemów. Zaczęliśmy składać się na opiekunkę: za opiekunkę płaciła moja ciotka i jej brat – syn babci, on mieszka daleko od nas, przesyłał pieniądze dla matki.

Przez cały ten czas zmieniliśmy cztery opiekunki dla naszej babci. Żadna z nich nie wytrzymywała długo z babcią. Choć rozumiem, że widziały nie takie staruszki, ale nikt nie chciał długo z nią siedzieć: co ona tylko nie wyprawiała, nawet nie będę wszystkiego wspominać.

Dość! Teraz za żadne pieniądze żadna opiekunka nie chce z nią być, bo plotki rozchodzą się dość szybko, ludzie wszystko dobrze wiedzą i rozumieją.

Przy tym babcia zaczęła już poruszać się po domu z chodzikiem. Ale pojawił się u niej jeszcze jeden nawyk – otwiera okno i głośno krzyczy do wszystkich ludzi, których widzi na ulicy i naszych sąsiadów, że źle się nią opiekują i nie dają dobrze jeść.

Sąsiedzi potem zaczęli pukać do drzwi, babcia się im skarży. Teraz nikt już nie reaguje na te jej skargi i słowa, bo wiedzą, jaka ona jest, jej nawyki i trudny charakter.

Co tylko nie robiliśmy, jak tylko nie próbowaliśmy jej wytłumaczyć, że tak nie warto robić i że życzymy jej tylko dobra, ale wszystko to na nic wychodzi. Wiadomo, że do domu starców nigdy nie pójdzie i żadne namowy tu nie pomogą.

Już nie raz proponowaliśmy jej drogi pensjonat dla starszych ludzi – z przytulnymi pokojami, smacznym wyżywieniem, opieką medyczną i różnymi zajęciami dla osób w podeszłym wieku, choć nie był tani, ale wszyscy tak się zmęczyliśmy, że byliśmy gotowi za to płacić.

A ona nie chce! Albo swoje mieszkanie, albo do domu do jakichkolwiek swoich krewnych, czyli do nas.

Moja rodzona ciotka nie chce brać matki do siebie – mieszka w mieszkaniu z mężem, ale on też ma trudny charakter, jeszcze bardzo nie lubi swojej teściowej, co jest całkiem zrozumiałe.

Jej syn też nie chce widzieć babci w swoim domu. Sam ma prawie 40 lat, a wciąż mieszka z rodzicami.

Mój wujek też odmówił wzięcia swojej mamy do siebie, choć mieszka we własnym domu. Ciągle pracuje, spędza dużo czasu w pracy, a jego żona nie chce brać na siebie odpowiedzialności za obcą jej osobę. Poza tym trzeba by babcię przewieźć daleko.

A teraz wszyscy mówią – niby nie dowieziemy, niech siedzi w domu. A babcia mówi wszystkim, że nie dbamy o nią, jak trzeba, że pozbawi nas spadku swojego małego mieszkania. Choć to śmieszne: jego właścicielami są babcia i moja ciotka.

W każdym razie mieszkanie przypadnie mojej rodzonej ciotce, bo to jej rodzona córka.

Teraz wszyscy chcą zostawić starą babcię na mnie: jesteś najmłodsza, masz dobre zdrowie, więc opiekuj się staruszką, przecież twoja matka też była dla niej dzieckiem. Ale ja mam dużą rodzinę – męża i trzy córki, a mieszkanie dwupokojowe. Metraż w ogóle nie pozwala na wprowadzenie do nas jeszcze jednej osoby, nam samym w naszym własnym mieszkaniu jest ciasno.

A u swojej babci mieszkać też nie mogę, i nie chcę, szczerze mówiąc. I jak mam opuścić rodzinę? Pracuję przecież!

Ciotka teraz codziennie do mnie dzwoni i obiecuje, że jeśli wezmę na siebie taką odpowiedzialność za opiekę nad babcią, to ona przepisze na mnie mieszkanie babci, ale ja tego nie potrzebuję, nie chcę! I nie wierzę jej.

Teraz do babci chodzimy na zmianę – to ja do niej idę, to ciotka rzadko, to moja starsza córka. Nawet 10 minut trudno z nią posiedzieć, bo z nią być jest zupełnie niełatwo, co ona tylko nam nie mówi i nie robi.

Ale zostawiać ją z każdym dniem jest coraz bardziej niepokojące: albo nie zakręci wody i kran cieknie, albo kuchenka włączona. Co teraz robić – nie wiem. Poradźcie! No gdzie mam jeszcze wziąć babcię! Nie chcę tego, też chcę żyć w spokoju, moja rodzina też chce spokoju. Ja też jestem jeszcze młoda.

Jak mamy rozwiązać tę kwestię? Może ludzie, którzy byli w takiej sytuacji, coś tu poradzą.