Już po trzech dniach żona zmęczyła się odpoczynkiem i poinformowała męża, że wraca do domu. Nie był gotowy na taki obrót spraw

Gdyby Andrzej wiedział, że w wyniku jego działań ucierpi nie tylko on, ale jeszcze bardziej jego tata, to pewnie sto razy zastanowiłby się, zanim zaufał swojemu ojcu i nie uwierzył żonie.

A wszystko zaczęło się trzy dni po tym, jak Maria poleciała z koleżankami na wakacje nad morze.

W piątek wieczorem zadzwoniła do Andrzeja. Zadzwoniła niedługo po tym, jak Andrzej obdzwonił wszystkich swoich przyjaciół i poinformował, że mieszkanie jest wolne i że można spędzić u niego całe weekendy i dobrze się bawić.

— Andrzej, zmęczyłam się odpoczynkiem — powiedziała Maria. — Jest tu gorąco i nudno. Chcę wracać do domu. Zmieniłam bilety i jutro wylatuję.

— Jak to jutro? — krzyknął Andrzej. — Dlaczego jutro? Przecież masz jeszcze prawie cały miesiąc wakacji.

— Mówię, że nie chcę. Zmęczyłam się odpoczynkiem, a trzy dni nad morzem, na słońcu i świeżym powietrzu to w zupełności wystarczy. Poza tym w domu jest dużo do zrobienia. Przez te trzy dni, które mnie nie było, pewnie nagromadziło się dużo brudnych rzeczy do prania. Trzeba to zrobić.

— Sam wszystko wypiorę.

— No, mieszkanie już zaniedbałeś. Trzeba posprzątać.

— Nic nie zaniedbałem. Co tu można zaniedbać? W trzy dni? W mieszkaniu jest czysto i porządnie. A ty masz przecież wycieczkę, która obejmuje zakwaterowanie, całodobowe wyżywienie i wycieczki. Nawiasem mówiąc, kosztuje to ogromne pieniądze! Naprawdę się z tego zrezygnujesz?

— Już zrezygnowałam.

— Ale przecież nie zwrócą ci pieniędzy, Maria!

— I niech nie zwrócą. Nie żałuję, bo zamiast mnie wszystkie dni tu odpocznie twoja mama. Zadzwoniłam do niej i wszystko ustaliłyśmy.

— I zgodziła się?

— Oczywiście, że się zgodziła.

— Jak mogła tak postąpić ze mną, czyli z tobą? — wykrzyknął Andrzej.

— Co cię dziwi? — nie zrozumiała Maria. — Dlaczego się oburzasz?

— Bo chciałem, żeby to właśnie ty odpoczęła.

— Twoja mama też zasługuje na szczęście.

— A mamie potem też bym kupił wycieczkę.

— Uznaj, że zaoszczędziłeś dużo pieniędzy. Tak uzgodniłyśmy z twoją mamą. Po co przepłacać, skoro mi się tu nie podoba, a ona chętnie odpocznie. Już dzisiaj wieczorem przylatuje tutaj wieczornym lotem. A ja jutro wieczorem wracam do domu. Możesz mnie nie odbierać. Dojadę sama. Metrem.

Maria powiedziała jeszcze kilka miłych słów na pożegnanie i wyłączyła telefon. A potem poszła z koleżankami pływać i opalać się. I nigdzie nie zamierzała wracać. Cała jej rozmowa z mężem była częścią przebiegłego planu, który Maria i jej teściowa Anna opracowały, zanim Maria poleciała na cały miesiąc odpoczywać z koleżankami nad morze.

I to wszystko wymyśliła nie Maria, ale właśnie Anna, która była przekonana, że inaczej jej syn Andrzej, korzystając z nieobecności żony, zacznie robić różne głupstwa i w ciągu miesiąca może narobić masę bzdur.

— A żeby do tego nie doszło, córko — powiedziała teściowa — będziemy trzymać go w napięciu. A jeśli będzie trzeba, to dołączymy do naszego planu jeszcze twoją mamę. Zgadzasz się?

— Zgadzam się — radośnie odpowiedziała Maria, kiedy dowiedziała się o planie działania. Jego sedno sprowadzało się do tego, że przed każdym weekendem (a według Anny były to najbardziej niebezpieczne dni) Andrzej miałby być w oczekiwaniu na powrót żony z wakacji.

— W dni robocze nie trzeba się o niego martwić — powiedziała Anna. — Ale święta i weekendy to już ryzyko. I lepiej, żeby trzymać go w napięciu. Wtedy jeszcze jest szansa.

A Andrzej nic o zmowie nie wiedział i po rozmowie z żoną natychmiast zadzwonił do mamy.

— Mamo, to prawda? Zamierzasz pojechać odpoczywać zamiast Marii?

Dowiedziawszy się, że tak jest, Andrzej zaczął przekonywać mamę, że tak nie można, bo Maria też potrzebuje odpoczynku. Ale mama nie chciała niczego słuchać. I Andrzej musiał się pogodzić i ustąpić.

Życzył mamie wszystkiego najlepszego i zaczął obdzwaniać przyjaciół, informując ich, że wszystko odwołane, że żona przylatuje jutro i nie będzie można się spotkać u niego na wspólne spędzanie czasu.

Przyjaciele oczywiście byli rozczarowani, ale ze zrozumieniem podeszli do sytuacji.

A w sobotę wieczorem Andrzej dowiedział się od Marii, że nie przyleciała, bo Anna odmówiła odpoczynku zamiast niej.

— Jak odmówiła? — dziwił się Andrzej.

— Powiedziała, że przekonałeś ją, żeby tego nie robiła. Jak mogłeś, Andrzej? Naprawdę nie kochasz swojej mamy?

— Kocham. Ale ciebie też kocham. I tobie też trzeba odpocząć.

Andrzej planował, że podczas nieobecności żony będzie mógł wesoło spędzić sześć weekendów. Ale teraz okazało się, że zostały mu tylko cztery.

— Nic się nie stało — uspokajał się Andrzej — cztery weekendy to też nieźle. Będzie wesoło.

Ale w następną piątkową noc wszystko powtórzyło się na nowo. Tylko teraz zamiast Marii miała odpoczywać teściowa Andrzeja. I gdy tylko Andrzej obdzwonił wszystkich swoich przyjaciół i zaprosił ich do siebie, natychmiast zadzwoniła Maria i powiedziała, że jest zmęczona odpoczynkiem i że zamiast niej dzisiaj wieczorem leci jej mama. A sama Maria wróci do domu następnego dnia.

Andrzej słabo, ale wierzył, że uda mu się przekonać teściową, żeby nie odpoczywała zamiast córki. Zadzwonił do niej i przez pół godziny bezskutecznie próbował dotrzeć do jej kamiennego serca.

A po tym znowu musiał obdzwonić przyjaciół i wszystko odwołać. Ale tym razem przyjaciele zareagowali z mniejszym zrozumieniem i Andrzej musiał wysłuchać wielu nieprzyjemnych słów.

W sobotę wieczorem zadzwoniła Maria. I z żalem poinformowała, że jakiś zły człowiek, którego imienia nie podała, przekonał jej mamę, żeby nie leciała na wakacje.

— Andrzeju, przypadkiem nie wiesz, kto to to straszydło, które pozbawiło moją mamę odpoczynku?

– Nie wiem.

– Na pewno?

– Nie mam pojęcia.

– Dobrze. Wierzę ci. W każdym razie moje powroty musiałam przełożyć, bo nie mogę pozwolić, żeby zmarnowały się pieniądze za wyżywienie, zakwaterowanie i wycieczki.

Do powrotu żony zostały jeszcze dwa tygodnie, a Andrzej był przekonany, że następny weekend na pewno należeć będzie do niego i tylko do niego.

— Bo Maria nie ma już nikogo, kogo mogłaby przekonać, żeby odpoczywał zamiast niej. A to moje ostatnie soboty i niedziele, kiedy mogę poczuć się naprawdę szczęśliwy.

Ale następnej piątkowej nocy Andrzej znowu dowiedział się, że Maria wraca w sobotę wieczorem, bo jest zmęczona. Tylko tym razem na pytanie, kto odpoczywa zamiast niej, Maria odpowiedziała, że nikt.

– Jak to? – nie zrozumiał Andrzej. — A pieniądze za niewykorzystane zakwaterowanie, wyżywienie i wycieczki?

— Pieniądze mi zwrócą — odpowiedziała Maria. – Dogadałam się.

I Andrzej, po rozmowie z żoną, znów chciał zacząć obdzwonić przyjaciół i wszystko odwołać, ale wtedy do niego w odwiedziny przyjechał jego tata, Michał, który od razu zauważył, że z jego synem coś jest nie tak.

— Czy coś cię trapi, synu? — zapytał Michał.

I Andrzej opowiedział mu o swoich problemach.

— Głuptasie! – wykrzyknął ojciec. – Przecież oni cię oszukują.

– Jak oszukują? Co ty mówisz, tato? Czy tak można?

— Oczywiście, że można. Sam pomyśl, jakby twoja mama pojechała odpoczywać nad morze zamiast twojej żony beze mnie? To po pierwsze. A po drugie, nie puściłbym jej.

A teściowa?

— Jestem pewien, że z nią jest tak samo — odpowiedział tata. — Poza tym, gdzie by pojechała, skoro wasze dzieci teraz odpoczywają z nią na jej działce? A?

— Więc mogę nic nie odwoływać?

— Możesz, synu. Niczego nie odwołuj. Zrób sobie weekend. W końcu twoja żona tam odpoczywa, bawi się, a czym ty jesteś gorszy?

— Niczym gorszy — odpowiedział pewnie Andrzej. — Zwłaszcza że specjalnie zostałem tutaj, żeby podczas jej nieobecności spędzać weekendy wesoło.

— No to chodź, synku, baw się wesoło. Czego mamy się bać? Przecież żyjemy tylko raz?

I Andrzej posłuchał ojca i zorganizował sobie święto. Nie podejrzewając, że tym razem Maria naprawdę zmęczyła się odpoczynkiem i wróciła do domu wcześniej, tak jak ostatnio zapowiedziała przez telefon. I zobaczyła to, co Andrzej chciał przed nią ukryć.

Już po pięciu minutach wszyscy goście opuścili mieszkanie. A godzinę później z mieszkania wyszedł Andrzej i jego ojciec. W obu rękach mieli walizki, w których były rzeczy Andrzeja.

— Przepraszam, synu, że tak wyszło — powiedział Michał. — Byłem pewien, że twoja żona cię oszukuje. Pomyliłem się. Może starzeję się. Jak myślisz, czy moglibyśmy jakiś czas zamieszkać u Marty?

— Kto to Marta? – nie zrozumiał Andrzej.

— Z którą Maria zastała cię w kuchni.

– Raczej nie. Marta jest mężatką.

— A u Ireny?

– A kto to?

— A to ta, z którą Maria zastała mnie w łazience.

— Irena też jest mężatką.

— W takim razie mamy problem — powiedział Michał.

– Dlaczego?

— Bo ciebie mama wpuści do siebie, a co do mnie — wątpię.