Każdego dnia czekałam, że syn wróci do domu lub zadzwoni. Czekałam na próżno, syn milczał. Pomyślałam sobie, że będę czekać i zobaczę, jak to wszystko się skończy
Niedawno mój siedemnastoletni syn oznajmił, że spotyka się z dziewczyną już od dwóch miesięcy. Postanowili razem zamieszkać. Szczerze mówiąc, oniemiałam na takie oświadczenie.
— A gdzie zamierzacie mieszkać? — zapytałam.
— U nas — odpowiedział syn.
Na to mu odpowiedziałam, że jeśli chcecie razem mieszkać, to nie mam nic przeciwko. Ale zamieszkajcie osobno. Pewnie, synku, mówię mu, będziesz w stanie utrzymać swoją dziewczynę. Dlatego wynajmijcie mieszkanie, opłacajcie je, żyjcie, ale na moją pomoc nie liczcie. Nawet nie przedstawiłeś mi swojej wybranki. A tak w ogóle, ile ona ma lat? Syn odpowiedział, że dziewczyna ma na imię Milena i ma dwadzieścia jeden lat.
Spotykamy się już od dwóch miesięcy. Byłam w szoku.
Syn nic więcej nie powiedział i poszedł na spotkanie z nią. Postanowiłam go nie męczyć, dając mu wolność wyboru. Na tym się skończyło, uspokoiłam się, myśląc, że się opamiętał.
Ale tydzień później, kiedy wróciłam z pracy, syn pakował swoje rzeczy, i nie tylko swoje. Telewizor, laptop, a także mikrofalówkę. Zapytałam, gdzie się wybiera? Odpowiedział, że będą mieszkać u mamy dziewczyny. Zapytał też, czy będę dawała im pieniądze na codzienne życie. Powiedziałam mu, że nie będę przeszkadzać, ale też nie będę pomagać. W końcu jesteście dorośli, sami układacie sobie życie i musicie sami o siebie zadbać.
Każdego dnia czekałam, że syn wróci do domu lub zadzwoni. Czekałam na próżno, syn milczał. Pomyślałam sobie, że będę czekać i zobaczę, jak to wszystko się skończy. W końcu współczesna młodzież tak żyje: pobyli razem, rozeszli się, co tu więcej mówić.
Minął miesiąc, pomyślałam, że chyba dobrze im razem, więc zrobię mały remont w mieszkaniu, przestawię meble. Kanapę syna zostawiłam na swoim miejscu. Trzy dni później syn zadzwonił i zapytał, dlaczego nie opłaciłam jego nauki. Na co odpowiedziałam, że teraz sam musi myśleć, jak zarobić pieniądze, także na naukę. Obrażony moją odmową, syn odłożył słuchawkę.
Jakie było moje zdziwienie, kiedy po tygodniu, wracając z pracy i otwierając drzwi, usłyszałam, że ktoś jest w mieszkaniu. Weszłam do kuchni, a tam mój syn smażył ziemniaki. Dla mnie to było coś nowego. Przytuliliśmy się, syn przeprosił, ale najważniejsze, że zrozumiał, czym jest życie rodzinne.
Kiedy syn wrócił do domu, przyniósł tylko swoje rzeczy i laptop. Telewizor i mikrofalówka zostały jako opłata za mieszkanie w domu dziewczyny. Tak zdecydowała jej mama. Laptopa też chcieli zabrać, ale syn go obronił. W ten sposób mój syn doświadczył dorosłego życia.
