Kiedy córka powiedziała, że wychodzi za mąż, ucieszyłam się, a potem dowiedziałam się, że z nim mieszka dziecko, ma 8 lat. Postanowiłam odwieść Martę od ślubu i zaczęłam czekać na dzień, kiedy przyprowadzi zięcia, by się ze mną zapoznać. Już wiedziałam, co mam mu powiedzieć

Kiedy moja jedyna córka oznajmiła, że wychodzi za mąż, byłam bardzo szczęśliwa. Jednak kiedy dowiedziałam się, że narzeczony ma córkę, która ma już osiem lat, przestałam się cieszyć. Nawet nie zapytałam, gdzie jest matka dziecka, bo Marta już podjęła decyzję.

Często pytałam ją wtedy, dlaczego się ze mną nie skonsultowała, a ona tylko się uśmiechała. Potem zapytała, po co miałaby to robić? Było mi przykro słyszeć takie pytania. Jestem matką i mogę pomóc w wyborze, coś doradzić, a nie zgadzać się na ślub z mężczyzną, który już ma dziecko. Marta nie wie, jak trudno jest nawiązać relacje z cudzym dzieckiem.

Kiedy córka miała przyprowadzić przyszłego zięcia, żebyśmy się poznali, pomyślałam, że porozmawiam z Michałem i powiem mu, że jeśli chce się ożenić z Martą, to jego córka powinna zostać z matką. Tak byłoby słusznie, niech wybiera.

Kiedy Michał przyszedł, nie wiedziałam, co powiedzieć. Widać było, że jest człowiekiem rozumnym i taktownym. Przyszedł razem ze swoją córką. Dziewczynka była nieśmiała, siedziała cicho. Odpowiadała na pytania tylko „tak” lub „nie”.

Kiedy Marta zabrała ją do drugiego pokoju, zapytałam, gdzie jest matka Marii. Michał powiedział, że zmarła dawno temu. Był z córką sam przez cztery lata. Nie miał bliskiej rodziny. Matka jego żony odmówiła pomocy. Powiedział, że ma szczere uczucia do Marty. Marta bardzo dobrze się z nią dogaduje.

Ja, ta sama osoba, która jeszcze kilka godzin temu nie chciała, aby Marta wyszła za mąż i wychowywała cudze dziecko, siedziałam i spokojnie słuchałam jego opowieści. Ujął mnie swoją charyzmą. Wieczór był wspaniały. Kiedy córka odprowadziła Michała i jego córkę do drzwi, zgodziłam się, że z takim mężczyzną można rozpoczynać życie rodzinne, nawet jeśli ma córkę.

Moje przyjaciółki, gdy dowiedziały się, że się zgodziłam, dziwiły się i mówiły, że popełniam błąd. Że nie chcę szczęścia swojej córce i cieszę się, że wychodzi za mąż. I dlaczego nagle zmieniłam zdanie? Co mogę im powiedzieć? Że życie jest takie nieprzewidywalne. Że poczułam matczynym sercem, że z tym mężczyzną moja córka będzie szczęśliwa? Czy to da się wyjaśnić słowami? Czy one mnie zrozumieją?

Minęło wiele lat. Maria dawno dorosła, pracuje w firmie ojca. Moja Marta wychowuje dwóch synów, którzy niedługo skończą szkołę. Nie wyróżniam dzieci, dla mnie Maria stała się rodzoną wnuczką. Gdy pytają, jak przyzwyczajałam się do cudze dziecko, odpowiadam, że w rodzinie mojej córki nie ma dla mnie cudzych wnuków, wszyscy są rodzeni, wszyscy moi.

Maria często mnie odwiedza. Uwielbiamy wieczorami siedzieć w kuchni, pić herbatę i rozmawiać. Nie czuję się samotna. Moje wnuki zawsze są blisko mnie, a jeszcze czuję, że bardzo kochają mnie moje dzieci: Marta i Michał.