Kiedy dowiedziałam się, że moja synowa złożyła pozew o rozwód, byłam bardzo zaskoczona. Nie mogłam zrozumieć, w czym tkwi problem, przecież ona mieszka w moim mieszkaniu, Andrzej dobrze zarabia, nigdzie nie wychodzi, na inne kobiety nie patrzy, cały czas siedzi w domu – idealny mąż. Dopiero od krewnych dowiedziałam się prawdziwego powodu
„Gdyby ktoś mi to powiedział wcześniej, nigdy bym w to nie uwierzyła” – opowiedziała mi kiedyś emerytka Anna, która mieszka w sąsiednim domu, niedaleko ode mnie.
„Moja synowa złożyła pozew o rozwód. Nic nie wskazywało na to w naszej rodzinie, nawet o tym nie myślałam. Mają całkiem dobrą rodzinę, mają dziecko, mojego 9-letniego wnuczka. Powiedziała, że zmęczyła się staniem przy kuchence. No nie wiem już, co myśleć! Mam wrażenie, jakby była jedyną na świecie, która gotuje, też mi wielki wyczyn. I z tego powodu dziecko, mój wnuk, ma teraz dorastać bez ojca przez nią?”
Synowa Anny, Marta, ma 34 lata, są w małżeństwie od dziesięciu lat. Mieszkają w mieszkaniu, które Marta odziedziczyła wiele lat temu. Oboje pracują, ich syn chodzi do trzeciej klasy.
Syn Anny pracuje trochę więcej niż jego żona, Andrzej dobrze zarabia, więc większość obowiązków domowych spoczywa na Marcie.
„Proszę cię, ile tego obowiązku domowego jest w małym mieszkaniu, to nie jest dom z dużym ogrodem i gospodarstwem na wsi” – nie rozumie Anna. „Teraz nie są to dawne czasy, kiedy wszystko trzeba było robić ręcznie. Nawet do sprzątania zatrudniają kogoś za pieniądze, chociaż co tam sprzątać w jednopokojowym mieszkaniu, nie rozumiem. Marta wraca do domu o 18:00. I co, tak trudno przygotować kolację dla trzech osób? Teraz młodzież jest zupełnie inna, nie tak pracowita jak my byliśmy zawsze.”
Marta rzeczywiście wraca do domu dwie godziny wcześniej niż Andrzej, jej obowiązkiem jest odebrać dziecko, szybko wpaść do sklepu, przygotować kolację dla wszystkich na przyjście męża i nakarmić rodzinę.
I chociaż Marta, jak twierdzi, cały wieczór spędza przy kuchence, w ich lodówce nie widać dużo jedzenia.
Wszystko praktycznie od razu znika ze stołu, bo Andrzej uwielbia dobrze zjeść.
Andrzej – duży, wysoki mężczyzna, kiedyś dużo uprawiał sport, lubi dobrze zjeść. W dni robocze po powrocie do domu zazwyczaj lubi zjeść smaczną i sycącą kolację, zjadając sałatkę, danie mięsne z przystawką, a czasem i zupę.
Półtorej do dwóch godzin po kolacji Andrzej znów zagląda do lodówki i grzebie talerzami w kuchni – znów zgłodniał, musi coś smacznego zjeść.
„Gotuj więcej, z dużym zapasem, przynajmniej na kilka dni!” – radzą Marcie jej znajome i koleżanki.
Ale to nie wychodzi zupełnie. Jeśli w domu jest coś smacznego – pilaw, kotlety z kurczaka, czy cokolwiek innego – Andrzej wstaje w środku nocy i zjada wszystko, co jest.
To dla niego normalne. Już się do tego przyzwyczaił.
Śniadanie Marta musi przygotowywać od zera – zazwyczaj do rana w domu już nic nie zostaje, a mąż rano wstaje tak głodny, jakby nie jadł przez tydzień.
Jogurt i płatki dla Andrzeja, jak dla jego syna i żony, to za mało – musi mieć coś gorącego. Owoce, warzywa, buliony to dla niego też „nie jedzenie”. Musi być coś poważnego i bardzo sycącego, ciężkiego, kalorycznego, nawet rano.
Marta już się kłóciła, i wykłady mężowi o zdrowym odżywianiu dawała – wszystko na marne.
„No to niech sam stanie przy kuchence i gotuje sobie to, co lubi!” – radzą znowu koleżanki.
Ale Andrzej sam nie chce gotować, obraża się, gdy po jego przyjściu do domu nie ma nic do jedzenia, podczas gdy żona „już od dwóch godzin jest w domu”. No rzeczywiście, Marta i dziecko nie będą czekać dwie godziny na męża, głodni? Albo gotować tylko dla siebie i dziecka? Wtedy łatwiej się rozwieść, co właściwie Marta zamierza zrobić.
„Nie mam już siły codziennie stać godzinami przy kuchence!” – wyjaśniła swój czyn rodzinie i przyjaciołom. „Jestem już bardzo zmęczona. Nie chcę takiego życia rodzinnego, nie jestem wieczną gospodynią domową.”
Anna jest bardzo zdziwiona takim zachowaniem synowej.
„Szczerze mówiąc, nawet nie uwierzyłam na początku, myślałam, że sami się dogadają, może się o coś posprzeczali, kto tego nie ma” – opowiada Anna. „Ale synowa spakowała rzeczy i wyprowadziła się z dzieckiem do swojej matki. Codziennie zawozi chłopca do szkoły.”
Teściowa obraża się na synową, Andrzej nadal wierzy, że żona wróci, rodzina w ogóle nie rozumie, co się stało. A Marta jest pewna, że nie wróci do męża, jest zmęczona takim życiem rodzinnym. Co jej pozostaje robić?
Ale czy to słuszne? Czy to poważny powód do rozwodu?
