Kiedy moja przyjaciółka rozwiodła się z mężem, cała jej rodzina ją potępiła, bo mąż dobrze zarabiał i co roku zabierał ją nad morze. Ale Anna, żeby nie słuchać plotek, wyjechała do innego miasta. Kiedy ją spotkałam, nie mogłam uwierzyć własnym oczom – bardzo się zmieniła

Moja bardzo dobra przyjaciółka Anna, po 20 latach małżeństwa, rozwiodła się ze swoim mężem i od razu wyjechała do innego miasta. Po prostu zostawiła wszystko.

Wszyscy jej znajomi i rodzina byli niesamowicie zaskoczeni jej decyzją. Jak to możliwe? Co się stało, co mogło się wydarzyć? Tyle lat przeżyli razem, i to dobrze, wszyscy im zazdrościli.

Ale wszyscy, oprócz mnie, byli zaskoczeni, ponieważ znałam całą prawdę o ich małżeństwie, jak naprawdę wyglądało życie mojej przyjaciółki.

Ciemne kręgi pod oczami od ciągłego zmęczenia, których nikt nie zauważał, zdarte buty, stare palto.

To, i nie tylko to, pokazywało, że życie Anny nie było „rajem” ani szczęściem, jak myśleli inni ludzie i jej rodzina.

Mąż Anny pracował na wysokim stanowisku w produkcji.

Z czasem zbudował duży dom, kupił dwa dobre samochody dla swojej rodziny.

Tylko ta rodzina nie składała się z 4 osób: Anny, jej męża i dwóch dzieci, ale także z mnóstwa krewnych męża.

To był „dom dla całej rodziny”, jak od razu powiedział swojej żonie, gdy tylko wprowadzili się tam razem z dziećmi.

Dom był naprawdę duży, aż na trzy piętra, i było tam mnóstwo pracy do zrobienia każdego dnia.

Wszystkie obowiązki domowe mąż z łatwością przerzucił na barki żony.

Anna miała bardzo ciężkie życie.

Krewni męża mieszkali tam ze swoimi zwierzętami, za którymi Anna ciągle sama sprzątała.

Gotowała na całą rodzinę też sama Anna, a to nie była jakaś tam jedna zupa – każdy miał inny jadłospis: dla emerytów, rodziców męża – jeden, dla dzieci jej i siostry męża – zupełnie inny, a dla innych dorosłych – trzeci.

Opiekując się takim domem i wszystkimi, którzy w nim mieszkają, Anna czuła się jak darmowa gospodyni, wygodna służąca dla wszystkich, nie miała żadnego życia osobistego ani wolnego czasu.

Rzadko kiedy spotykałyśmy się w pracy, albo Anna prosiła, żeby przyjechać do mnie raz w miesiącu, żeby porozmawiać i wylać swoje żale na swoje trudne życie, wiedząc, że nikt inny jej nie zrozumie tak jak ja. Tylko ze mną mogła szczerze porozmawiać.

Tylko ja rozumiałam i wspierałam Annę.

A rodzina cały czas mówiła:

– Przecież zabierał cię nad morze każdego lata, przez tyle lat z rzędu, a zimą na narty – czy tam nie odpoczywałaś? Tam byłaś jak w raju, za jego pieniądze?

I wiecie co chcę powiedzieć, ale czego nikt inny nie wiedział, Anna wcale tam nie odpoczywała.

Tam od samego rana pilnowała dzieci, gotowała w wynajętym domku jedzenie dla wszystkich i sprzątała.

Więc pojechać nad morze i ani razu nie wykąpać się w jego słonej wodzie – to dla mojej przyjaciółki była normalna praktyka. Ale oczywiście nikt z obcych ludzi, nawet rodzina, tego nie wiedział, bo Anna nikomu o tym nie mówiła.

Mimo że moja przyjaciółka cały czas obsługiwała wielką rodzinę męża, pracowała też w sklepie spożywczym, który był oddalony o 4 kilometry od domu.

I mąż zabraniał jej jeździć do pracy autobusem!

Ciągle mówił, że na czymś trzeba oszczędzać, a chodzenie na piechotę jest zdrowe. Chociaż przy tym wszystkim sam nigdy nie chodził pieszo, nawet po chleb do sklepu obok domu jeździł samochodem.

Minęło pół roku odkąd moja przyjaciółka Anna rozwiodła się ze swoim mężem.

Od czasu do czasu do siebie dzwonimy, i mogę powiedzieć, że stała się zupełnie inną osobą.

Wreszcie zrozumiała, że można ugotować nie 10 dań, a tylko jedno. Można sobie kupić sukienkę albo nowy telefon.

Wszystkich tych radości życia nie zaznała od momentu zamążpójścia. Często się teraz uśmiecha, żartuje, widziałam jej zdjęcia, wygląda jakby odmłodniała.

Planuję niedługo odwiedzić moją przyjaciółkę, żeby zobaczyć ją na własne oczy, bo bardzo tęsknię za naszymi rozmowami w kuchni.

Rodzina nie utrzymuje z nią kontaktu, potępiają ją, mówiąc, że to ona zniszczyła tak dobrą rodzinę. A Anna mówi, że jest szczęśliwa, choć sama? Czy znacie też szczęśliwe samotne kobiety?